13.01.2023, 18:14 ✶
- To tylko teza, jest od tego, żeby ją obalić – stwierdził, wcale nie dziwiąc się temu, że wahała się w słuszności jego słów. – Jeśli nie trzyma się kupy, trzeba będzie pomyśleć o jakimś innym powodzie.
Nie rozumiał, po co ktoś miałby się aż tak wysilać, żeby coś ukraść. A przecież na zabieraniu przedmiotów innym ludziom znał się całkiem dobrze, choć Regina nie mogła o tym wiedzieć i pewnie nigdy tak naprawdę się nie dowie. To było coś, co zachowywał wyłącznie dla siebie, ale wątpił, by kobieta, której portret otrzymał od Brenny borykała się z podobnym problemem.
- Z meduzą, dlatego całkiem go zabrakło. Gorzej, jeśli gdzieś teraz pływa myśląca galareta, bo może podbić całe morze – zażartował, chociaż sama wizja posiadającego mózg parzydełkowca wydawała mu się dziwnie niepokojąca. Może powinien trzymać się z dala od wody, żeby przypadkiem coś go nie poraziło? – Okej, ma to jakiś sens – przyznał, gdy Regina podzieliła się z nim informacjami na temat obecności jednorożców w tym parku. Kiedy zaczynał pracę u ojca, obawiał się, że będą go wysyłali do Hogwartu, żeby zaglądał do Zakazanego Lasu. Nie wiedzieć czemu wydawało mu się, że to jedyne miejsce, gdzie mógłby znaleźć te stworzenia. A wolałby tego uniknąć. Na szczęście z pomocą przychodziła mu Rowle, która ogarniała całą tematykę zwierząt i dzięki temu Fergus uniknął wielu kłopotów, a przede wszystkim niebezpiecznych wypadków podczas samodzielnej wyprawy.
- A to nie jest tak, że trawę może wyżreć nawet sarna? – dopytał. Drzewa poranione rogami brzmiały o wiele bardziej sensownie, a przede wszystkim zdawały mu się łatwiejsze do zaobserwowania. Trawa w każdym miejscu wyglądała mu tak samo, niezależnie od długości źdźbeł. Prędzej uznałby, że to grupa czarodziejów odwiedzających to miejsce wydeptała dziurę w zielonym poszyciu, niż stado jednorożców.
Szedł niezbyt zadowolony z ciszy, która zaczynała go przerażać. Mimo to nie przerywał jej, nie do końca wiedząc, co mógłby powiedzieć. Nie chciał zirytować Reginy swoimi nadmiernymi pytaniami. Tak bardzo skupił się na pniach drzew i szukaniu jakichkolwiek śladów, że nie patrzył pod nogi i w końcu potknął się o coś, prawie wywracając.
Nie rozumiał, po co ktoś miałby się aż tak wysilać, żeby coś ukraść. A przecież na zabieraniu przedmiotów innym ludziom znał się całkiem dobrze, choć Regina nie mogła o tym wiedzieć i pewnie nigdy tak naprawdę się nie dowie. To było coś, co zachowywał wyłącznie dla siebie, ale wątpił, by kobieta, której portret otrzymał od Brenny borykała się z podobnym problemem.
- Z meduzą, dlatego całkiem go zabrakło. Gorzej, jeśli gdzieś teraz pływa myśląca galareta, bo może podbić całe morze – zażartował, chociaż sama wizja posiadającego mózg parzydełkowca wydawała mu się dziwnie niepokojąca. Może powinien trzymać się z dala od wody, żeby przypadkiem coś go nie poraziło? – Okej, ma to jakiś sens – przyznał, gdy Regina podzieliła się z nim informacjami na temat obecności jednorożców w tym parku. Kiedy zaczynał pracę u ojca, obawiał się, że będą go wysyłali do Hogwartu, żeby zaglądał do Zakazanego Lasu. Nie wiedzieć czemu wydawało mu się, że to jedyne miejsce, gdzie mógłby znaleźć te stworzenia. A wolałby tego uniknąć. Na szczęście z pomocą przychodziła mu Rowle, która ogarniała całą tematykę zwierząt i dzięki temu Fergus uniknął wielu kłopotów, a przede wszystkim niebezpiecznych wypadków podczas samodzielnej wyprawy.
- A to nie jest tak, że trawę może wyżreć nawet sarna? – dopytał. Drzewa poranione rogami brzmiały o wiele bardziej sensownie, a przede wszystkim zdawały mu się łatwiejsze do zaobserwowania. Trawa w każdym miejscu wyglądała mu tak samo, niezależnie od długości źdźbeł. Prędzej uznałby, że to grupa czarodziejów odwiedzających to miejsce wydeptała dziurę w zielonym poszyciu, niż stado jednorożców.
Szedł niezbyt zadowolony z ciszy, która zaczynała go przerażać. Mimo to nie przerywał jej, nie do końca wiedząc, co mógłby powiedzieć. Nie chciał zirytować Reginy swoimi nadmiernymi pytaniami. Tak bardzo skupił się na pniach drzew i szukaniu jakichkolwiek śladów, że nie patrzył pod nogi i w końcu potknął się o coś, prawie wywracając.