18.08.2024, 20:55 ✶
Charlie nie pijał cięższych alkoholi zbyt często, ale teraz, gdy dostrzegł kieliszek, czuł tylko jedno - wdzięczność. Ponoć uciekanie w alkohol było godną pożałowania słabością, ale tym razem Mulciber pozwolił sobie na ucieczkę w tę właśnie słabość, gdy podniósł whisky do ust i upił duży łyk, zupełnie nie tak, jak pić się powinno. Poczuł pieczenie w ustach, w gardle, skrzywił się, walcząc z odczuciem. Ognista była jednak na miejscu, wydawała się tym, czego potrzebował.
Kiedy usłyszał słowa Rolfa na temat Richarda, podniósł na niego te swoje duże, ciemne, niewinne oczy. Nie kryła się w nich dziecięca naiwność - była tam na wyciągnięcie ręki, bez żadnych sekretów, otwarta, dostępna, jakby tylko czekała, by ktoś po raz kolejny ją wykorzystał i ugrał coś dla siebie, nie przejmując się dobrem Charlesa. Błyszczące jak oczy sarny przed mugolskim autem, były zbyt ufne.
- Ojciec nie jest taki zły. - Odparł po chwili wahania. Nie zdobył się na narzekanie na Richarda. Nie zawsze się z nim zgadzał, ale ojciec pozostawał ojcem. Chociaż nawet on mógł się mylić, co dopiero do Charlesa docierało. - Miło mi poznać, panie Lestrange. - Przywitał się grzecznie, tak jak go nauczono, ściskając dłoń Rodolphusa. Jego dłonie były tak samo nudne i nagie, jak dłonie Lestrange'a, a ubranie nienaganne, jak na chłopca z dobrego domu przystało. - Ma pan może... papierosy?
Charlie nie palił, ale teraz papieros wydawał się po prostu na miejscu.
Kiedy usłyszał słowa Rolfa na temat Richarda, podniósł na niego te swoje duże, ciemne, niewinne oczy. Nie kryła się w nich dziecięca naiwność - była tam na wyciągnięcie ręki, bez żadnych sekretów, otwarta, dostępna, jakby tylko czekała, by ktoś po raz kolejny ją wykorzystał i ugrał coś dla siebie, nie przejmując się dobrem Charlesa. Błyszczące jak oczy sarny przed mugolskim autem, były zbyt ufne.
- Ojciec nie jest taki zły. - Odparł po chwili wahania. Nie zdobył się na narzekanie na Richarda. Nie zawsze się z nim zgadzał, ale ojciec pozostawał ojcem. Chociaż nawet on mógł się mylić, co dopiero do Charlesa docierało. - Miło mi poznać, panie Lestrange. - Przywitał się grzecznie, tak jak go nauczono, ściskając dłoń Rodolphusa. Jego dłonie były tak samo nudne i nagie, jak dłonie Lestrange'a, a ubranie nienaganne, jak na chłopca z dobrego domu przystało. - Ma pan może... papierosy?
Charlie nie palił, ale teraz papieros wydawał się po prostu na miejscu.