Gerry nie miała tyle szczęścia co Erik, znaczy nie można powiedzieć, że zupełnie, ale ostatnio jej ojciec również nie cieszył się do końca sprawnym umysłem. Wszystko zaczęło się od tego, że spadł z konia i zaczął te swoje opowieści o Karen Moher, myśleli, że mu to przejdzie, jednak tak się nie stało. Yaxley do tego przywykła, ba obiecała mu nawet, że zajmie się tą babą, chociaż nie miała pewności do tego, czy ona faktycznie istnieje. Była więc naprawdę bardzo odporna na wszelkie inne ekscentryczne pokazy innych czarodziejów. Nic nie było jej w stanie zdziwić, ani zaskoczyć, była tolerancyjna jeśli chodzi o takie wyskoki, nawet jeśli nie zawsze były na miejscu.
- To było dawno, na szczęście, zdążyłam się już po tym pozbierać. - Wolała nie chwalić się nikomu o tym, że jeden z jej kochanków okazał się być kotem animagiem, który łasił się do małej dziewczynki. Na samą myśl ją skręcało, na szczęście, jak się okazało Dołohov nikomu o tym nie wspomniał. To tylko zachęcało do kolejnej wizyty w jego gabinecie, zabawne, że jeszcze niedawno uważała wszystkich wróżbitów za bajkopisarzy, jak to się może zmienić w krótkim czasie...
- Dla mnie przez długi czas wróżbiarstwo to były bujdy, jednak chyba zaczęłam zmieniać zdanie. - Akurat Erikowi mogła się do tego przyznać.
- Tak samo okropnie jak Geraldine Longbottom, myślę, że to głupi pomysł byśmy zmieniali nazwiska. - Pociągnęła dalej ten temat, zdecydowanie i ona i jej przyjaciel nie powinni póki co myśleć o zmianie. Nie miała pojęcia, czy Erik miał aktualnie kogoś na oku, i jak wyglądało jego życie miłosne, w sumie jej to nawet zbytnio nie obchodziło, nie rozmawiali ze sobą nigdy akurat o takich tematach, i może to nawet lepiej. Yaxley niespecjalnie lubiła się otwierać i gadać o swoich uczuciach, traktowała to jako słabość, zupełnie niepotrzebną.
- Myślę, że to mogłaby być najlepsza opcja, ciekawe czy wszyscy wyszliby z lasu. - Pewnie ktoś by się z kimś pokłócił, tydzień w lesie brzmiał jak wyzwanie. Z drugiej strony przecież kiedyś byli już razem na wakacjach i ich rodziny nawet jakoś się dogadały, więc może nie byłoby tak źle?
Zaśmiała się w głos słysząc kolejny komentarz Longbottoma. - To prawda, razem bylibyśmy niezwyciężeni. - Przynajmniej tak się wydawało również jej. Erik był całkiem wprawionym czarodziejem, do tego fizycznie potrafił za nią nadążyć, mogliby zdziałać cuda - wspólnie. - Bez sensu tak zabierać im całą zabawę. - W duecie pewnie nikt nie potrafiłby im stawić czoła. - Lepiej będzie, jak zostanie tak jak jest. - Mogli dzięki temu rywalizować ze sobą.