Dostałyście już odpowiedzi, kobieta jednak najwyraźniej nie była szczególnie zadowolona z tego, że nie chciałyście w zamian z nią współracować. Przekręciła głowę wpatrując się w Brennę i prychnęła.
- No jasne, że dostałyście już odpowiedzi, a ja nie dostałam z tego nic - zauważyła z upiornym uśmiechem, mającym zapewne wyglądać na miły, ale wraz z irytacją szybko wypłynęła na wierzch zwyczajna, ludzka brzydota. - Oprócz opowieści rzecz jasna, ale cóż mi z opowieści, kiedy stoi przede mną chodząca żyła energetyczna, z której zapewne można czerpać i czerpać i czerpać... - Ten paskudny uśmiech poszerzył się. - Tylko Beltane i Samhain posiadają tak zachwianą granicę pomiędzy światami, to podstawowa informacja, jaką powinien posiadać każdy wierzący. - Zapewne założyła teraz, że Victoria wierząca nie była. - To dlatego Samhain jest świętem kojarzonym w wielu kulturach z wędrówką dusz. W zaświaty.
Kobieta pogładziła się po długim, ciemnym warkoczu przez moment niby niezainteresowana waszą obecnością. Przeszła obok zwłok zwierzątka, które uśmierciła zaklęciem niewybaczalnym i głośno wypuściła z płuc powietrze. Waszych nozdrzy sięgnął zapach, a właściwie to smród spalenizny. Dusza tejże czarodziejki, wiedźmy, czy jakkolwiek chciałybyście ją nazwać, musiała być bardzo, ale to bardzo zdegradowana. Była tym, kogo szukaliście - doskonałym nekromantą, ale jednocześnie kimś, kto poniósł najwyższą cenę tej wiedzy. Śmierć czegoś, co do tej pory hodowała w terrarium, nie wzruszyło jej ani trochę. Wydawała się pozbawiona jakichkolwiek emocji, ale nie mogła być ich pozbawiona, bo tylko z najczarniejszych ludzkich myśli dało się wykrzesać zielone iskry niosące śmierć.
- Trochę mnie nie obchodzi czy jesteś na to gotowa, czy nie. Przelej na tego trupa energię, którą czerpałaś z Limbo. Wezmę ją po dobroci albo wyszarpię, bo jeżeli stąd odejdziesz zwyczajnie umrę z ciekawości.
Strzeliła kościstymi palcami i na moment spojrzała w kierunku drzwi. Tylko po to, żeby pokręcić głową, patrząc Victorii prosto w oczy.
- No jasne, że dostałyście już odpowiedzi, a ja nie dostałam z tego nic - zauważyła z upiornym uśmiechem, mającym zapewne wyglądać na miły, ale wraz z irytacją szybko wypłynęła na wierzch zwyczajna, ludzka brzydota. - Oprócz opowieści rzecz jasna, ale cóż mi z opowieści, kiedy stoi przede mną chodząca żyła energetyczna, z której zapewne można czerpać i czerpać i czerpać... - Ten paskudny uśmiech poszerzył się. - Tylko Beltane i Samhain posiadają tak zachwianą granicę pomiędzy światami, to podstawowa informacja, jaką powinien posiadać każdy wierzący. - Zapewne założyła teraz, że Victoria wierząca nie była. - To dlatego Samhain jest świętem kojarzonym w wielu kulturach z wędrówką dusz. W zaświaty.
Kobieta pogładziła się po długim, ciemnym warkoczu przez moment niby niezainteresowana waszą obecnością. Przeszła obok zwłok zwierzątka, które uśmierciła zaklęciem niewybaczalnym i głośno wypuściła z płuc powietrze. Waszych nozdrzy sięgnął zapach, a właściwie to smród spalenizny. Dusza tejże czarodziejki, wiedźmy, czy jakkolwiek chciałybyście ją nazwać, musiała być bardzo, ale to bardzo zdegradowana. Była tym, kogo szukaliście - doskonałym nekromantą, ale jednocześnie kimś, kto poniósł najwyższą cenę tej wiedzy. Śmierć czegoś, co do tej pory hodowała w terrarium, nie wzruszyło jej ani trochę. Wydawała się pozbawiona jakichkolwiek emocji, ale nie mogła być ich pozbawiona, bo tylko z najczarniejszych ludzkich myśli dało się wykrzesać zielone iskry niosące śmierć.
- Trochę mnie nie obchodzi czy jesteś na to gotowa, czy nie. Przelej na tego trupa energię, którą czerpałaś z Limbo. Wezmę ją po dobroci albo wyszarpię, bo jeżeli stąd odejdziesz zwyczajnie umrę z ciekawości.
Strzeliła kościstymi palcami i na moment spojrzała w kierunku drzwi. Tylko po to, żeby pokręcić głową, patrząc Victorii prosto w oczy.
Przechodzicie tutaj.