19.08.2024, 12:41 ✶
Brenna bywała głupia, ale nie była aż tak naiwna, by nie odgadnąć, że Rodolphus spodziewał się, jaki efekt wywoła. Gdyby tego nie oczekiwał, musiałby być idiotą, a nie wydawało się jej, aby idiotów w ogóle przyjmowano do Departamentu Tajemnic, nie mówiąc już o dostaniu się do niego w tak młodym wieku. Chłopak musiał być najmniej inteligentny, a może nawet był cholernym geniuszem, przynajmniej jeśli szło o specjalizację, jaką wybrał. Tą były ludzkie mózgi i umysły, nie było więc mowy, aby nie potrafił przewidywać ludzkich zachowań. A to zostawiało trzy opcje – pierwsza, lubił chaos, druga, nie lubił goblinów, trzecia, był ciekaw, w jaki sposób ona zareaguje.
Ewentualnie wszystkie trzy odpowiedzi były poprawne.
Tyle że tak naprawdę dla Brenny nie miało to większego znaczenia, bo goblin właśnie usiłował mu przywalić. A ona wcale nie miała powodów, aby Rodolphusa nie lubić czy szczególnie pragnąć dać mu w gębę – nie wiedziała przecież, co siedzi mu w głowie, miała go trochę za prowokatora, który chciał sprowokować ją (do czego – to już nie wiedziała), ale to wszystko – więc zdecydowanie teraz większą szansę na wybicie zębów miał agresywny goblin.
– Teraz możemy się grzecznie rozejść albo zabiorę obu panów do Biura Brygady, wrzucę za kratki na otrzeźwienie i wypiszemy mandacik za zakłócanie porządku publicznego i atak na pana Lestrange’a – powiedziała, z pewną ulgą przyjmując fakt, że Lestrange najwyraźniej zdołał przekonać resztę czarodziejów, aby się rozeszli. Ręce mocno zacisnęła na goblinie, chociaż gdy ten został zakneblowany, czujne spojrzenie zwróciła na drugiego delikwenta. Przynajmniej dzięki tym zaklęciom uciszającym mogła cokolwiek powiedzieć, zanim zaczną wrzeszczeć… – Ewentualnie mogę też przyjąć zgłoszenie w sprawie prób kradzieży banku, ale tak całkiem na serio, to nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek był w stanie go ukraść. Ani żebyście mieli jakieś dokumenty na to, że należy się wam miecz sprzed tysiąca lat. To jak będzie, panowie?
Bardzo, bardzo nie chciała ich aresztować.
Nie dlatego, że lubiła gobliny. Nie pałała do nich ani szczególną sympatią, ani niechęcią. Nie rozumiała ich, nie sądziła, że kiedykolwiek zrozumie, próbowała z nimi rozmawiać dokładnie tak, jak rozmawiała z każdym innym, ale że właśnie nie rozumieli się nawzajem, wydawali się jej zachowaniami stale obrażeni. Po prostu przeczuwała, że potem może się z tego rozpętać burza, jeśli gobliny trafią do aresztu, a czarodzieje nie, chociaż de facto tylko goblin faktycznie wybrał przemoc, nawet jeśli trochę sprowokowany.
A poza tym bardzo chciała wracać do domu.
Ewentualnie wszystkie trzy odpowiedzi były poprawne.
Tyle że tak naprawdę dla Brenny nie miało to większego znaczenia, bo goblin właśnie usiłował mu przywalić. A ona wcale nie miała powodów, aby Rodolphusa nie lubić czy szczególnie pragnąć dać mu w gębę – nie wiedziała przecież, co siedzi mu w głowie, miała go trochę za prowokatora, który chciał sprowokować ją (do czego – to już nie wiedziała), ale to wszystko – więc zdecydowanie teraz większą szansę na wybicie zębów miał agresywny goblin.
– Teraz możemy się grzecznie rozejść albo zabiorę obu panów do Biura Brygady, wrzucę za kratki na otrzeźwienie i wypiszemy mandacik za zakłócanie porządku publicznego i atak na pana Lestrange’a – powiedziała, z pewną ulgą przyjmując fakt, że Lestrange najwyraźniej zdołał przekonać resztę czarodziejów, aby się rozeszli. Ręce mocno zacisnęła na goblinie, chociaż gdy ten został zakneblowany, czujne spojrzenie zwróciła na drugiego delikwenta. Przynajmniej dzięki tym zaklęciom uciszającym mogła cokolwiek powiedzieć, zanim zaczną wrzeszczeć… – Ewentualnie mogę też przyjąć zgłoszenie w sprawie prób kradzieży banku, ale tak całkiem na serio, to nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek był w stanie go ukraść. Ani żebyście mieli jakieś dokumenty na to, że należy się wam miecz sprzed tysiąca lat. To jak będzie, panowie?
Bardzo, bardzo nie chciała ich aresztować.
Nie dlatego, że lubiła gobliny. Nie pałała do nich ani szczególną sympatią, ani niechęcią. Nie rozumiała ich, nie sądziła, że kiedykolwiek zrozumie, próbowała z nimi rozmawiać dokładnie tak, jak rozmawiała z każdym innym, ale że właśnie nie rozumieli się nawzajem, wydawali się jej zachowaniami stale obrażeni. Po prostu przeczuwała, że potem może się z tego rozpętać burza, jeśli gobliny trafią do aresztu, a czarodzieje nie, chociaż de facto tylko goblin faktycznie wybrał przemoc, nawet jeśli trochę sprowokowany.
A poza tym bardzo chciała wracać do domu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.