Richard obserwował sytuację Leonarda, mając nadzieję, że nie udusi mu się tutaj przy stole. Spojrzał tym samym na Charlesa, jakby może podświadomie chciał mieć nadzieję, że ten starszemu swojemu bratu pomoże. Mylił się? Wzrokiem podążył na jedną z jego dłoni, która zacisnęła się na widelcu. Zmarszczył brwi. Brakowałoby mu tutaj jeszcze jakiegoś bratobójstwa. Oni, nie mogli mieszkać razem. Czy jest jakiś cień szansy, że mogliby się tak samo wspierać, jak on z Robertem?
Charles wyjaśnił swoje odczucia odnośnie propozycji Sophie z pisaniem listów, uświadamiając, iż ta metoda nie poprawi jego sytuacji. Richard był tego świadom. Znał swojego brata bardzo dobrze. Robert zdania nie zmieni tak szybko.
- Nie.Odpowiedział Leonardowi, kierując na niego swoje nerwowe spojrzenie, gdyż on sam był o ten szczegół zły na brata. Martwił się o Roberta, a ta niewiedza, gdzie on jest go dobijała. Zdobędzie ten adres. Będzie próbował.
Dostrzegł w starszym synu narastające napięcie nerwowe. Obaj z Charlesem mu zarzucali, że nie potrafił się postawić swojemu bratu. Bo przecież z nim się zgadzał. Decyzja nie była do podjęcia łatwa. Gdzieś z tyłu głowy powróciły mu słowa Lorien "Kto jest dla ciebie ważniejszy Richardzie - syn czy brat."
Oczywiście, że brat.Gdyby się brzydził Charlesa, nie dawałby synowi kolejnej szansy na poprawę. Ostatniej. Nie wydziedziczył go. Nie wyrzuca go na bruk. Póki nie znajdzie mieszkania, pokoju na wynajem chociaż, może jeszcze tutaj mieszkać.
Spojrzał w twarz młodszego syna. Lecz zaraz skierował wzrok na starszego, zadającego pytania. Kopia zachowań. Powoli od tego odchodzili. Nie wszystko jednak da się zmienić w tej rodzinie, po jego ojcu. Wiele zasad pozostawało niezmienionych.
- Charles musi ponieść konsekwencje tego, co zrobił i jest tego świadom. Świeczki to jedno, ale ten wywiad naruszył dobro i reputację naszej rodziny, naszego nazwiska. Tak, popieram. Choć sam byłem tak potraktowany, udowodniłem, że potrafię sobie poradzić. Różnica między nami jest taka, że ja nie przynosiłem rodzinie wstydu przez jakieś pierdolone świeczki czy wywiady w gazetach. Nienawidziłem swojego ojca, to jednak nie wyrażałem się o nim źle publicznie. Nie przekroczyłem tej granicy jakiej dopuścił się Charles. Gdybym to zrobił, ojciec by mnie od razu wydziedziczył. Nigdy nie poznalibyście tej rodziny. Bo nie miałbym tutaj wstępu, za jego życia.Odpowiedział Leonardowi dość stanowczo, poważnie, siląc się na spokojny ton.
Następnie spojrzał na Charlesa.
- Gdybym się Tobą brzydził, nie uznawałbym Cię za swojego syna. Nawet jeżeli musisz się przeprowadzić, nadal należysz do rodziny i możesz liczyć na nasze wsparcie. Nie wydziedziczam Cię przecież. I nie zrobi tego Robert. Dostałeś tylko ostrzeżenie, że może Cię to spotkać. Jedyna osoba w tej rodzinie, która mi to zasugerowała, to Lorien. A że kobiety w tej rodzinie nie mają głosu decydującego, nic takiego nie będzie miało miejsca, jeżeli od teraz będziesz się pilnował.
Zapewnił chłopaka. Ponownie wyjaśnił i nawet zdradził, kto najbardziej chciał się młodego pozbyć. Wspaniała ciotka Lorien.
Potarł skroń, słysząc po chwili decyzję Leonarda. Dom? Uniósł brew ku górze.
- Stać Cię na dom?
Zapytał, nie spodziewając się usłyszeć już tak szybko, że Leonard rozważa taki zakup. Drogi, zakup. To nie nastąpi szybko.
- Najrozsądniej byłoby poszukać Charlesowi wstępnie mieszkanie na wynajem. Jak będzie trzeba, to wyłożę, zanim znajdzie pracę i zacznie normalnie na siebie zarabiać.
Wyraził swoje zdanie na ten moment. Spojrzał także na Sophie, która przecież od swojego ojca też dostała wsparcie. Richard nie był inny.
- Swoją drogą Charles.
Zwrócił się do niego ponownie. Aby przekazać kolejną wiadomość.
- Robert zwrócił mi pieniądze jakie mu dałeś.
Deadline odpisów: 22.08 (czwartek), północ / dowolna kolejka, 1 post na turę