Nadął usta, tak że wydęły się jak u chomika i powoli wypuścił z nich powietrze. Z ociąganiem podniósł się ze swojego miejsca, podpierając się rękami, aby wstać. Jego brat mógł zobaczyć pajęcze kończyny małego Longbottoma (chociaż to miano objął w poprzednim roku Erik, to jeszcze kilka osób tak na niego mówiła), zaburzone proprocje i ogromne braki w tężyźnie fizycznej. Tylko łydki miał ładnie wyrzeźbione, to te setki stopni w Hogwarcie, z wieży do podziemi i z powrotem. Popatrzył krytycznie na tytuł woluminu i wywrócił oczami.
— Matka ci już mówiła, że jesteś głupi? — zapytał brata, wolno, jakby mówił do kogoś upośledzonego psychicznie. — Czy to dla ciebie nowina?
Zabrał mu opasły podręcznik, ale zmiast go kartkować, przerzucił strony na sam tył, na bibliografię na podstawie której go napisano i wodził po stronie palcem, jego brwi w zabawnym dla jego wieku skupieniu. W pewnym momencie machnął swoją różdżką w powietrzu i okno jego pokoju otworzyło się na oścież. W ich stronę poszybował kolejny opasły tom i łagodnie osiadł u stóp młodszego czarodzieja.
— To raczej kostka rubika, musisz ułożyć ją odpowiednio — oznajmił z pewnością, szukając w spisie treści odpowiedniego rozdziału i w końcu odnajdując stronnicę. — To wygląda jak kość do tworzenia sigili tylko... Zmodyfikowana.
Morpheus nie spodziewał się, aby jakikolwiek czarnoksiężnik posługiwał się podstawową magią tego typu. Nie znał się też na pieczętowaniu, ale ten rodzaj magii tym właśnie mu śmierdział. Tak samo jak sam przedmiot śmierdział czarną magią.
Ze skupieniem i księgą najmłodszy syn Godryka wyglądał jak karta Maga. Świat za nim jak z barwionego szkła witraży, a on z czterema arkanami, twórca świata, Demiurg w procesie samotworzenia. To twórca, alchemik, który przekształca niepozorne elementy rzeczywistości w złoto własnej woli. Mag stoi pomiędzy światem duchowym a materialnym, jak most zbudowany z blasku gwiazd i cienia ziemi. W lewej dłoni trzyma różdżkę, skierowaną ku niebu, a jego prawa ręka wskazuje ziemię. To gest mistycznej równowagi, bo Mag jest tym, który łączy to, co najwyższe, z tym, co najniższe, tworząc jedność z chaosu.
— Skąd to w ogóle masz?