19.08.2024, 18:29 ✶
Spaceruje z Gerry -> Rano pomagam pakować graty i wracam do Warowni
Spacer zdecydowanie był dobrym pomysłem. Czuł ciepło dłoni Gerry zamkniętej w swojej własnej, coraz wyraźniej widział rozgwieżdżone niebo oraz czuł przyjemną morską bryzę, która przyjemnie chłodziła jego ciało, która nadal było lekko rozgrzane po tańcu. Było mu lekko na duchu, nawet wtedy, gdy Morpheus dość nieoczekiwanie postanowił oznajmić im ich przyszłość. A potem zaczął krwawić.
- Rozumiem, że mam znaleźć miejsce w kalendarzu na morską przygodę? - Spojrzał na Ger, choć w nawet muszla nie potrafiła stłumić jego zmartwienia. - Myślisz, że wszystko z nim w porządku? - zapytał towarzyszki, zaraz po tym jak mężczyzna się teleportował. Zapewne jutro znajdzie go bezpiecznego w Warowni, nie krwawiło się jednak z nosa bez powodu.
Nie mógł jednak w tej chwili przepytać Morpheusa, skoro zniknął, skupił się więc na tym, by przyjemny wieczór dalej trwał w najlepsze. Nie było to trudne, szczególnie gdy spoglądał na idącą obok niego blondynkę.
Zaśmiał się, gdy nie zdradziła mu swojego życzenia, rozumiał jednak. Sam nie zrobiłby niczego, by zapeszyć i stracić możliwość jego spełnienia. Szczególnie, gdy czuł jego przedsmak.
- Mam nadzieję, że oba, moje i twoje się ziszczą. - Ścisnął jej rękę, idąc dalej, w stronę cichej i beztroskiej nocy, która miała przynieść jeszcze wiele.
Nawet nie wiedział kiedy zaczęło świtać. Kolory zabarwiły niebo, które obserwował leniwym spojrzeniem, nadal trzymając za rękę Gerry. Uśmiechał się lekko sennie, wyraźnie zmęczony, trochę podrapany, wyraźnie przy tym szczęśliwy.
Zebrał się z koca na którym siedział z Yaxley, po czym przeciągnął.
Spojrzał na Brennę, która zaczęła pakować przedmioty, samemu pomagając za pomocą różdżki schować kilka dekoracji do skrzynek.
A potem szeroko się uśmiechnął do Gerry, słysząc propozycję Longbottom.
- Miło by było spędzić więcej czasu i potem zjeść wspólne śniadanie. Robię dobre tosty. - Wyszczerzył się, znów wyciągając do Ger rękę w geście, który zaczął się dla niego robić naturalny. Uwielbiał mieć ją blisko siebie.
Nie wiedział, jak bardzo musiał być kiedyś głupi, gdy to negował.
Nie miał jednak zamiar popełniać już tego błędu. Nie teraz, gdy puzzle wskoczyły na swoje miejsce układając się w całkiem ładny obrazek. Który stał się nagle pełniejszy i bardziej kolorowy. Tak samo jak niebo, które powoli rozmywało się w błękicie dnia. Którego jak i wszytskich następnych nie zamierzał marnować.
Spacer zdecydowanie był dobrym pomysłem. Czuł ciepło dłoni Gerry zamkniętej w swojej własnej, coraz wyraźniej widział rozgwieżdżone niebo oraz czuł przyjemną morską bryzę, która przyjemnie chłodziła jego ciało, która nadal było lekko rozgrzane po tańcu. Było mu lekko na duchu, nawet wtedy, gdy Morpheus dość nieoczekiwanie postanowił oznajmić im ich przyszłość. A potem zaczął krwawić.
- Rozumiem, że mam znaleźć miejsce w kalendarzu na morską przygodę? - Spojrzał na Ger, choć w nawet muszla nie potrafiła stłumić jego zmartwienia. - Myślisz, że wszystko z nim w porządku? - zapytał towarzyszki, zaraz po tym jak mężczyzna się teleportował. Zapewne jutro znajdzie go bezpiecznego w Warowni, nie krwawiło się jednak z nosa bez powodu.
Nie mógł jednak w tej chwili przepytać Morpheusa, skoro zniknął, skupił się więc na tym, by przyjemny wieczór dalej trwał w najlepsze. Nie było to trudne, szczególnie gdy spoglądał na idącą obok niego blondynkę.
Zaśmiał się, gdy nie zdradziła mu swojego życzenia, rozumiał jednak. Sam nie zrobiłby niczego, by zapeszyć i stracić możliwość jego spełnienia. Szczególnie, gdy czuł jego przedsmak.
- Mam nadzieję, że oba, moje i twoje się ziszczą. - Ścisnął jej rękę, idąc dalej, w stronę cichej i beztroskiej nocy, która miała przynieść jeszcze wiele.
~*~
Nawet nie wiedział kiedy zaczęło świtać. Kolory zabarwiły niebo, które obserwował leniwym spojrzeniem, nadal trzymając za rękę Gerry. Uśmiechał się lekko sennie, wyraźnie zmęczony, trochę podrapany, wyraźnie przy tym szczęśliwy.
Zebrał się z koca na którym siedział z Yaxley, po czym przeciągnął.
Spojrzał na Brennę, która zaczęła pakować przedmioty, samemu pomagając za pomocą różdżki schować kilka dekoracji do skrzynek.
A potem szeroko się uśmiechnął do Gerry, słysząc propozycję Longbottom.
- Miło by było spędzić więcej czasu i potem zjeść wspólne śniadanie. Robię dobre tosty. - Wyszczerzył się, znów wyciągając do Ger rękę w geście, który zaczął się dla niego robić naturalny. Uwielbiał mieć ją blisko siebie.
Nie wiedział, jak bardzo musiał być kiedyś głupi, gdy to negował.
Nie miał jednak zamiar popełniać już tego błędu. Nie teraz, gdy puzzle wskoczyły na swoje miejsce układając się w całkiem ładny obrazek. Który stał się nagle pełniejszy i bardziej kolorowy. Tak samo jak niebo, które powoli rozmywało się w błękicie dnia. Którego jak i wszytskich następnych nie zamierzał marnować.