19.08.2024, 19:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2024, 19:17 przez Thomas Hardwick.)
Zaczął się śmiać na reakcje Heather, która jednocześnie miała w sobie tą beztroską, głupią dziecinność młodego człowieka, jak i pewne doświadczenie, zdecydowanie należące do dorosłego świata. Widział w niej trochę swoje siostry, które widział jak bardzo głodne były świata, a jednocześnie tak mało jeszcze rozumiały z tego co czasem mówił.
- Dlatego zaznaczyłem, że wszystko zależy od ciastek i od osoby. Szczególnie od tego drugiego. - Mrugnął do niej. Miał za sobą różne przygody, także te które były kompletnym niewypałem, dlatego nie bał się prawdziwości tego porównania.
Rozumiał jednak, ż Heather była w tej chwili po uszy zakochana, lepiej niż ktokolwiek tutaj by przypuszczał. Szczególnie, że sam z łatwością mógł przypomnieć sobie jak smakowały usta Geraldine. Zdecydowanie przyćmiewały wszelkie słodycze świata.
Zamyślił się chwilę, gdy usłyszał, że Millie chciałaby tu zamieszkać. Spojrzał na otaczające ich ściany. Było co prawda nadal brudno, cała posiadłość wymagała remontu, poddasze jednak miało pewien klimat, który Thomas polubił. Stworzyli już parę zabawnych i miłych wspomnień w tym miejscu i nagle dotarło do niego, że czuje się tu dobrze, mimo ghuli, duchów i boginów.
Tak, potrafił dostrzec czemu Millie upodobała sobie ten budynek.
- Jeśli czujesz, że to miejsce dla ciebie, to nie widzę powodu dla którego byś nie miała zająć któregoś z pokojów. To jedno z bezpieczniejszych miejsc pewnie, zresztą, sam może nad tym pomyślę. Wiecie, Warownia to świetne miejsce, uwielbiam Brennę i Erika, oraz kocham wszystkie tamtejsze psy - wyszczerzył się na te słowa - ale czasem mam wrażenie, że za bardzo wykorzystuję ich gościnność. Źle się z tym czuję, a jednocześnie wiem, że nie puszczą mnie samopas, bo z nich za dobre dusze. - Westchnął, pocierając kark. Był lekko zawstydzony swoją sytuacją. Czasami też potrzebował trochę oddechu od rodzeństwa i ich rodziny, oraz innych domowników, których było zawsze pełno.
Może to naprawdę nie był taki głupi pomysł?
Zaśmiał się, gdy dostał całe tą przemowę od Thomasa. Naprawdę uwielbiał tych ludzi i czasami czuł się, jak gdyby stawali się powoli jego kolejną, tym razem czarodziejską rodziną. Nie wiedział, czym sobie na to zasłużył, miał jednak zamiar o nich wszystkich dbać.
- Jesteście dla mnie za dobrzy. Pamiętajcie, odwdzięczę się za to choćby nie wiem co. Za to, że jesteście i się wtrącacie. - Uśmiech nie schodził mu z twarzy i nie wiedział, czy to przez herbatkę, czy przez to, że otaczali go tak wspaniali ludzie.
Słyszał ich oddechy. Żyli, byli tu przy nim, a ich bicia serca zapewne łupały w piersiach tak jak i jego. Synchronizowały się z uderzeniami Millie, z nim samym, z jego myślami. Słyszał, nie tak dobrze jak wtedy, gdy bywał psem, a jednak intensywność rytmu który się wokół niego tworzył był silniejsza niż nawet przy zwierzęcych zmysłach. Zaczął się lekko kołysać do melodii, która rodziła się wokół uderzeń Millie, biciem ich serc, szuraniem ich ubrań, każdym wdechem i wydechem. Nawet nie wiedział, że zaczął nucić. Nie wiedział dokładnie co, nie było to aż tak ważne. Nie, gdy wszytko zaczynało splatać się we wspólną muzykę ich żyć. Byli tacy malutcy, wciśnięci w piosenkę świata.
Zaśmiał się na tą myśl.
- Dlatego zaznaczyłem, że wszystko zależy od ciastek i od osoby. Szczególnie od tego drugiego. - Mrugnął do niej. Miał za sobą różne przygody, także te które były kompletnym niewypałem, dlatego nie bał się prawdziwości tego porównania.
Rozumiał jednak, ż Heather była w tej chwili po uszy zakochana, lepiej niż ktokolwiek tutaj by przypuszczał. Szczególnie, że sam z łatwością mógł przypomnieć sobie jak smakowały usta Geraldine. Zdecydowanie przyćmiewały wszelkie słodycze świata.
Zamyślił się chwilę, gdy usłyszał, że Millie chciałaby tu zamieszkać. Spojrzał na otaczające ich ściany. Było co prawda nadal brudno, cała posiadłość wymagała remontu, poddasze jednak miało pewien klimat, który Thomas polubił. Stworzyli już parę zabawnych i miłych wspomnień w tym miejscu i nagle dotarło do niego, że czuje się tu dobrze, mimo ghuli, duchów i boginów.
Tak, potrafił dostrzec czemu Millie upodobała sobie ten budynek.
- Jeśli czujesz, że to miejsce dla ciebie, to nie widzę powodu dla którego byś nie miała zająć któregoś z pokojów. To jedno z bezpieczniejszych miejsc pewnie, zresztą, sam może nad tym pomyślę. Wiecie, Warownia to świetne miejsce, uwielbiam Brennę i Erika, oraz kocham wszystkie tamtejsze psy - wyszczerzył się na te słowa - ale czasem mam wrażenie, że za bardzo wykorzystuję ich gościnność. Źle się z tym czuję, a jednocześnie wiem, że nie puszczą mnie samopas, bo z nich za dobre dusze. - Westchnął, pocierając kark. Był lekko zawstydzony swoją sytuacją. Czasami też potrzebował trochę oddechu od rodzeństwa i ich rodziny, oraz innych domowników, których było zawsze pełno.
Może to naprawdę nie był taki głupi pomysł?
Zaśmiał się, gdy dostał całe tą przemowę od Thomasa. Naprawdę uwielbiał tych ludzi i czasami czuł się, jak gdyby stawali się powoli jego kolejną, tym razem czarodziejską rodziną. Nie wiedział, czym sobie na to zasłużył, miał jednak zamiar o nich wszystkich dbać.
- Jesteście dla mnie za dobrzy. Pamiętajcie, odwdzięczę się za to choćby nie wiem co. Za to, że jesteście i się wtrącacie. - Uśmiech nie schodził mu z twarzy i nie wiedział, czy to przez herbatkę, czy przez to, że otaczali go tak wspaniali ludzie.
Rzut 1d6 - 2
Słyszał ich oddechy. Żyli, byli tu przy nim, a ich bicia serca zapewne łupały w piersiach tak jak i jego. Synchronizowały się z uderzeniami Millie, z nim samym, z jego myślami. Słyszał, nie tak dobrze jak wtedy, gdy bywał psem, a jednak intensywność rytmu który się wokół niego tworzył był silniejsza niż nawet przy zwierzęcych zmysłach. Zaczął się lekko kołysać do melodii, która rodziła się wokół uderzeń Millie, biciem ich serc, szuraniem ich ubrań, każdym wdechem i wydechem. Nawet nie wiedział, że zaczął nucić. Nie wiedział dokładnie co, nie było to aż tak ważne. Nie, gdy wszytko zaczynało splatać się we wspólną muzykę ich żyć. Byli tacy malutcy, wciśnięci w piosenkę świata.
Zaśmiał się na tą myśl.