14.01.2023, 00:04 ✶
Oczywistym było, że nikt wbrew sobie niczego robić nie będzie. Ona nie oczekiwała tego od niego i sama też nie zamierzała robić tutaj żadnych bezeceństw. Nie o to przecież w tym w ogóle chodziło, a o.. pewnego rodzaju zabawę. O poznanie się. Badanie granic?
Wyczarowała mu podnóżek, równie różowy i równie gustowny – i w tym momencie starała się robić pokerface'a, bo jakoś ją to bawiło, a niekoniecznie chciała dać to po sobie poznać. Słodki uśmiech odrobinę jej w tym pomagał – a przynajmniej tak sądziła.
– To nie jest moja zdenerwowana twarz – wyjaśniła mu usłużnie celując palcem w swoją twarz i zataczając nim kółko w powietrzu, by na pewno było jasne o czym teraz mówią. Co jak co, ale z jej urodą w różu może i byłoby jej do twarzy, ale to zdecydowanie nie był jej kolor. Wolała mniej krzykliwe ubrania pod względem kolorystycznym i kroju, ale jej matka zdawała się to zupełnie ignorować.
Karty do gry? Victoria zamrugała kolejne trzy razy i bez słowa komentarza wstała, by otworzyć jedną z szafek pod gablotami. Klęknęła przy tym na podłodze, by sięgnąć do środka – wyciągnęła zestaw do szachów czarodziejów i za chwilę też i karty, szafy chowając z powrotem. Wzięła opakowanie, wyczarowała sobie większą i zdecydowanie nie różowa, bo szarą poduchę, na której siadła po turecku na podłodze, wysypała karty i zaczęła je sobie powolutku i bardzo dokładnie składać w trójkąciki i w ten cholerny zamek.
– Długo nad tym myślałeś? – zapytała go, kiedy pierwsze dwie karty stały i nie wyglądało na to, że mają się rozjechać. Nie patrzyła na niego teraz, za to on ze swojej pozycji mógł podziwiać jej półprofil.
Jak dla niej to musiał to obmyślać długo. Cały cholerny plan na dzisiaj.
Wyczarowała mu podnóżek, równie różowy i równie gustowny – i w tym momencie starała się robić pokerface'a, bo jakoś ją to bawiło, a niekoniecznie chciała dać to po sobie poznać. Słodki uśmiech odrobinę jej w tym pomagał – a przynajmniej tak sądziła.
– To nie jest moja zdenerwowana twarz – wyjaśniła mu usłużnie celując palcem w swoją twarz i zataczając nim kółko w powietrzu, by na pewno było jasne o czym teraz mówią. Co jak co, ale z jej urodą w różu może i byłoby jej do twarzy, ale to zdecydowanie nie był jej kolor. Wolała mniej krzykliwe ubrania pod względem kolorystycznym i kroju, ale jej matka zdawała się to zupełnie ignorować.
Karty do gry? Victoria zamrugała kolejne trzy razy i bez słowa komentarza wstała, by otworzyć jedną z szafek pod gablotami. Klęknęła przy tym na podłodze, by sięgnąć do środka – wyciągnęła zestaw do szachów czarodziejów i za chwilę też i karty, szafy chowając z powrotem. Wzięła opakowanie, wyczarowała sobie większą i zdecydowanie nie różowa, bo szarą poduchę, na której siadła po turecku na podłodze, wysypała karty i zaczęła je sobie powolutku i bardzo dokładnie składać w trójkąciki i w ten cholerny zamek.
– Długo nad tym myślałeś? – zapytała go, kiedy pierwsze dwie karty stały i nie wyglądało na to, że mają się rozjechać. Nie patrzyła na niego teraz, za to on ze swojej pozycji mógł podziwiać jej półprofil.
Jak dla niej to musiał to obmyślać długo. Cały cholerny plan na dzisiaj.