Rita była zafascynowana rycerzami i księżniczkami, stąd pewnie wzięło jej się to zafascynowanie średniowieczem. Przeczytała wiele książek dotyczących tej epoki, jakoś żadna inna jej aż tak nie zafascynowała.
Oczy jej błysnęły, gdy Jonathan wspomniał o turnieju rycerskim, czy sobie z niej żartował? Nie, była niemalże pewna, że gdyby go poprosiła, to faktycznie mógłby to dla niej zrobić. - To byłoby wspaniałe. - Przynajmniej w jej mniemaniu, jednak, czy w ogóle mogła go prosić o taki prezent? Bez tego rozpieszczał ich wszystkich bardzo mocno, nie powinna nadużywać jego uprzejmości. Z drugiej jednak strony, to dopiero byłoby coś, turniej rycerski z okazji urodzin...
- Brzmi trochę jak spełnienie marzeń, zawsze chciałam być księżniczką. - Przed oczami już widziała siebie w jednej z pięknych sukien, siedzącą na podwyższeniu i oglądającą rycerzy, którzy pojedynkowali się o jej rękę. Niesamowite. Dosyć szybko jednak wróciła do rzeczywistości. - Matka by mnie zamordowała za takie pomysły. - Dodała zupełnie szczerze, bo wiedziała, że z Charlotte bywało różnie, wolałaby uniknąć niepotrzebnych komentarzy padających z jej ust.
- Wiem wujku, ale wydaje mi się, że póki co jestem w stanie sobie poradzić ze wszystkim sama. - Nie zamierzała korzystać ze znajomości. Była dużą dziewczynką, która musiała odnaleźć się w świecie, prędzej czy później powinna się usamodzielnić, to był chyba odpowiedni moment. Już ona im wszystkim pokaże.
- Po naszym wyjeździe? - Wbiła w niego swoje spojrzenie. - To znaczy, że z nami nie jedziesz? - Nie dało się nie zauważyć, że się nieco rozczarowała. Nie miała o tym pojęcia, wydawało jej się, że ten wyjazd przyniesie jej możliwość spędzenia trochę czasu z jej ojcem chrzestnym i z Jonathanem. Najwyraźniej jednak jeden z nich musiał zostać na miejscu, ogromna szkoda.