20.08.2024, 12:24 ✶
Basilius skinął głową na znak, że się zgadzał. Nawet jeśli szanse na to, że ten kolejny przedmiot ponownie kogoś przeklnie były niskie, tak nie warto było ryzykować, zwłaszcza że przecież takich przedmiotów, lub innych o podobnym działaniu, mogło byc zawsze znacznie więcej. Nie wspominając już o tym, że przecież to wszystko wydarzyło się w Little Hangleton. Hm... Czy przeszłoby, gdyby wypisał Brennie zwolnienie z chodzenia na akcje do tej konkretnej miejscowości w przeklętej daty? Miał dziwne wrażenie, że Longbottom za nic by się na to nie zgodziła, a patrząc, że nie chciała nawet wolnego na jeden dzień, to chyba miał rację.
– Wolałbym się upewnić, czy klątwa na pewno zniknęła i nic takiego nie powtórzy się jutro, a jak sama zauważyłaś to bardzo wredna klątwa – powiedział, bo jeśli to była klątwa z Little Hangleton, rzucona w ten konkretny dzień, a on jeszcze nie będzie mógł używać od razu tak silnych zaklęć, jakby chciał, to uważał, że lepiej by było zminimalizować ryzyko wypadków. Spojrzał na nią podejrzliwie, zastanawiając się jak w ogóle doszło do sytuacji, w której musiał z nią negocjować warunki zwolnienia lekarskiego, o którym przecież decydował on, a potem westchnął. – Dobrze. Jeśli pod koniec upewnię się, że szanse na powrót klątwy są minimalne, będziesz mogła jutro wykonywać robotę papierkową. Byle nie w Little Hangleton. Nie wiem co jest z nim nie tak, ale nawet nie wiesz ilu magimedyków potrzebowało urlopu zdrowotnego na nerwy, pisząc o nim prace naukowe.
Trzask.
Najgorsze było to, że Basilius nawet nie był w stanie zareagować i chociaż Brenna radziła sobie doskonale z unikaniem śmierci (Prewett podejrzewał że to jednak nie był jej pierwszy raz) tak nie chciał jedynie stać bezradnie gdy ona walczyła z życiem.
– Jesteś cała? – spytał, podchodząc do niej, ignorując informacje o rachunku, a zamiast tego upewniając się, czy nie zrobiła sobie czegoś w głowę, co o jeszcze, Matko uchroń nas, sprawiłoby że straciłaby swoją Longbottomowatość. Może powinien po prostu zaprowadzić ją do izolatki, ale po pierwsze oboje wiedzieli, że w izolatkach też zdarzały się wypadki, a po drugie wymagałoby to wyjścia z gabinetu i minięcia zdecydowanie zbyt dużej ilości potencjalnych niebezpieczeństw.
Dlatego też po prostu roztoczył nad nimi silne pole ochronne, rzucić naprawczę na lampę, upewnił się czy kozetka nie została nadpiłowana, ściany na przykład zaraz się nie posypią, a eliksiry nagle nie wywołają pożaru i zabrał się do pracy, prosząc ją by informowała go gdy tylko wydarzy się coś, co będzie zwiastować kolejną katastrofę.
– Wolałbym się upewnić, czy klątwa na pewno zniknęła i nic takiego nie powtórzy się jutro, a jak sama zauważyłaś to bardzo wredna klątwa – powiedział, bo jeśli to była klątwa z Little Hangleton, rzucona w ten konkretny dzień, a on jeszcze nie będzie mógł używać od razu tak silnych zaklęć, jakby chciał, to uważał, że lepiej by było zminimalizować ryzyko wypadków. Spojrzał na nią podejrzliwie, zastanawiając się jak w ogóle doszło do sytuacji, w której musiał z nią negocjować warunki zwolnienia lekarskiego, o którym przecież decydował on, a potem westchnął. – Dobrze. Jeśli pod koniec upewnię się, że szanse na powrót klątwy są minimalne, będziesz mogła jutro wykonywać robotę papierkową. Byle nie w Little Hangleton. Nie wiem co jest z nim nie tak, ale nawet nie wiesz ilu magimedyków potrzebowało urlopu zdrowotnego na nerwy, pisząc o nim prace naukowe.
Trzask.
Najgorsze było to, że Basilius nawet nie był w stanie zareagować i chociaż Brenna radziła sobie doskonale z unikaniem śmierci (Prewett podejrzewał że to jednak nie był jej pierwszy raz) tak nie chciał jedynie stać bezradnie gdy ona walczyła z życiem.
– Jesteś cała? – spytał, podchodząc do niej, ignorując informacje o rachunku, a zamiast tego upewniając się, czy nie zrobiła sobie czegoś w głowę, co o jeszcze, Matko uchroń nas, sprawiłoby że straciłaby swoją Longbottomowatość. Może powinien po prostu zaprowadzić ją do izolatki, ale po pierwsze oboje wiedzieli, że w izolatkach też zdarzały się wypadki, a po drugie wymagałoby to wyjścia z gabinetu i minięcia zdecydowanie zbyt dużej ilości potencjalnych niebezpieczeństw.
Dlatego też po prostu roztoczył nad nimi silne pole ochronne, rzucić naprawczę na lampę, upewnił się czy kozetka nie została nadpiłowana, ściany na przykład zaraz się nie posypią, a eliksiry nagle nie wywołają pożaru i zabrał się do pracy, prosząc ją by informowała go gdy tylko wydarzy się coś, co będzie zwiastować kolejną katastrofę.