20.08.2024, 13:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2024, 15:01 przez Lorraine Malfoy.)
Południowe stragany: Magiczne różności
Nie przepadała za tłumami, ale warto było zostać na kiermaszu dla koncertu Eloise. Kiedy słuchała jej utworów czuła się żywa, czuła się trochę tak, jakby znów była nastolatką, która zapisywała na marginesach pamiętnika rzewne cytaty z ulubionych wierszy. Lorraine często powtarzała, że słucha wyłącznie muzyki klasycznej, a jej wysublimowans ucho nie znosi współczesnych artystów, ale miłość do twórczości Eloise była grzesznym sekretem, skrywanym głęboko w sercu. A to jak pisała o kobietach, ten żar w jej głosie, który rozdzierał jej pierś, gdy śpiewała…
– Och – wyrwało się z piersi wiły, kiedy podeszła do pobojowiska, jakim stał się stragan Magicznych różności. Podniosła kilka zakorkowanych buteleczek z eliksirami, które potoczyły się dalej, bliżej sąsiadujących stoisk, cudem tylko unikając nastąpienia na jedną ze stłuczonych fiołek. Stoisko wyglądało tak jakby przeszedł przez nie huragan – jak po amorach hipogryfów, pomyślała, patrząc na zniszczenia – Lorraine aż zakłuło serce, kiedy zobaczyła tę ruinę: porozlewane eliksiry, różne wyroby biżuteryjne rozrzucone na ziemi, przewrócony stół.
– Wszystko w porządku? Pomóc ci? – spytała wyraźnie przygaszoną Olivię z Pękatej Fiolki, gdzie okazjonalnie zaopatrywała się w eliksiry. Kobieta miała swoją pracownię na tyłach rodzinnego zakładu – tak przynajmniej zgadały się, kiedy trafiły na siebie na sklepie – oczy Lorraine, która zawsze wiązała swoją przyszłość z eliksirami, rozbłysły na tę wieść: sama dawno już porzuciła marzenia o karierze alchemiczki, ale sentyment ze starych lat pozostał. Teraz rzadko miała czas, by warzyć własne mikstury – kiedy już miała wolną chwilę, wolała ćwiczyć grę na fortepianie – oraz pieniądze, by zaopatrzyć się w dobrej jakości składniki, więc tym bardziej musiała polegać na znajomościach z kompetentnymi eliksirowarami. Dzisiaj chciała się zaopatrzyć w silny eliksir nasenny – taki, który wystarczyłby na dłużej niż miesiąc.
– Widzę, że macie bardzo mściwą konkurencję. – Uśmiechnęła się lekko do Olivii i do mężczyzny, który jej towarzyszył. Ocalałe eliksiry odstawiła obok jednego z pudeł. – Myśleliście, żeby to zgłosić?
Niedbale machnęła wyciągniętą z rękawa różdżką, przywołując do siebie jeszcze jedną niepotłuczoną buteleczkę, zanim zdążyły na nią nastąpić ganiające się dzieciaki w szkolnych mundurkach.
Nie przepadała za tłumami, ale warto było zostać na kiermaszu dla koncertu Eloise. Kiedy słuchała jej utworów czuła się żywa, czuła się trochę tak, jakby znów była nastolatką, która zapisywała na marginesach pamiętnika rzewne cytaty z ulubionych wierszy. Lorraine często powtarzała, że słucha wyłącznie muzyki klasycznej, a jej wysublimowans ucho nie znosi współczesnych artystów, ale miłość do twórczości Eloise była grzesznym sekretem, skrywanym głęboko w sercu. A to jak pisała o kobietach, ten żar w jej głosie, który rozdzierał jej pierś, gdy śpiewała…
– Och – wyrwało się z piersi wiły, kiedy podeszła do pobojowiska, jakim stał się stragan Magicznych różności. Podniosła kilka zakorkowanych buteleczek z eliksirami, które potoczyły się dalej, bliżej sąsiadujących stoisk, cudem tylko unikając nastąpienia na jedną ze stłuczonych fiołek. Stoisko wyglądało tak jakby przeszedł przez nie huragan – jak po amorach hipogryfów, pomyślała, patrząc na zniszczenia – Lorraine aż zakłuło serce, kiedy zobaczyła tę ruinę: porozlewane eliksiry, różne wyroby biżuteryjne rozrzucone na ziemi, przewrócony stół.
– Wszystko w porządku? Pomóc ci? – spytała wyraźnie przygaszoną Olivię z Pękatej Fiolki, gdzie okazjonalnie zaopatrywała się w eliksiry. Kobieta miała swoją pracownię na tyłach rodzinnego zakładu – tak przynajmniej zgadały się, kiedy trafiły na siebie na sklepie – oczy Lorraine, która zawsze wiązała swoją przyszłość z eliksirami, rozbłysły na tę wieść: sama dawno już porzuciła marzenia o karierze alchemiczki, ale sentyment ze starych lat pozostał. Teraz rzadko miała czas, by warzyć własne mikstury – kiedy już miała wolną chwilę, wolała ćwiczyć grę na fortepianie – oraz pieniądze, by zaopatrzyć się w dobrej jakości składniki, więc tym bardziej musiała polegać na znajomościach z kompetentnymi eliksirowarami. Dzisiaj chciała się zaopatrzyć w silny eliksir nasenny – taki, który wystarczyłby na dłużej niż miesiąc.
– Widzę, że macie bardzo mściwą konkurencję. – Uśmiechnęła się lekko do Olivii i do mężczyzny, który jej towarzyszył. Ocalałe eliksiry odstawiła obok jednego z pudeł. – Myśleliście, żeby to zgłosić?
Niedbale machnęła wyciągniętą z rękawa różdżką, przywołując do siebie jeszcze jedną niepotłuczoną buteleczkę, zanim zdążyły na nią nastąpić ganiające się dzieciaki w szkolnych mundurkach.