20.08.2024, 14:31 ✶
Shafiq nie zgrywał twardziela, czego Prewett nie był w stanie nie docenić. Zbyt wiele razy spotykał się z sytuacjami, gdy ktoś kłamał mu w żywe oczy, że nie boli tak bardzo, jak bolało, co jeszcze nie było takim problemem, gdy i tak twarz zdradzała ukrywane emocje, ale zdarzały się przecież i takie wyjątkowo trudne przypadki, gdy jego pacjenci zdecydowanie za dobrze maskowali swój prawdziwy stan, mówili pewni siebie, że się dobrze czują, a potem mu mdleli, co trochę jednak wszystko utrudniało.
– W takim razie łącze się z panem w tej nadziei panie Shafiq – powiedział z cieniem uśmiechu na ustach. Wybryk losu, który więcej się nie powtórzy. – Na całe szczęście wybryki losu mają to do siebie, że zazwyczaj nie pojawiają się za często.
No chyba, że było się nim samym. Wtedy taki wybryk losu zmieniał się w klątwę, która nie dość, że się uśmiecha to jeszcze miała rodzinę o podobnych czarujących wyrazach twarzy i... Nie. Nie było tutaj dzisiaj żadnych Longbottomów, więc nie będzie o żadnych Longbottomach myśleć. Wystarczy tego dobrego.
Dalsza inspekcja przebiegała gładko, nawet jeśli Prewett nie był w stanie oszczędzić swojemu pracodawcy zupełnego odpoczynku od bólu, gdy ostrożnie dotykał żeber mężczyzny, by upewnić się, czy aby na pewno nie są złamane, pomagając sobie jeszcze odpowiednimi zaklęciami, które na szczęście nie miały tego do siebie, by przysparzać badanym kolejnej porcji dyskomfortu.
Uzdrowiciel na chwilę zaprzestał oględzin, widząc jak Shafiq krzywi się bardziej, niż chwilę temu, a potem przez chwilę pomyślał.
– Mogą. Tak samo jak mogą wpływać na problemy w innych dziedzinach magii – powiedział, rzucając przy okazji kolejne zaklęcie diagnostyczne, aby upewnić się, że Shafiq nie cierpi na szczególnie paskudny przypadek urazu głowy i milczał przez chwilę, zbierając wszystkie dane. – Nie wydaje mi się jednak, by uraz stanowił dla pana długotrwałe zagrożenie. Powinno minąć najpóźniej do jutra wieczora, ale gdyby coś się jeszcze działo, proszę się niezwłocznie ze mną skontaktować.
Ja zawsze jestem z panem szczery.
Basilius jedynie sięgnął po kolejne eliksiry i maści, szykując się na dalsze leczenie pacjenta. No cóż, prawda była taka, że tamtego dnia Shafiq dość bezpośrednio przedstawił czego oczekiwał od niego w zamian za załatanie tamtej sprawy z długami i jak na razie tego się trzymał. Po prostu Prewett nie mógł przestać zakładać najgorszych scenariuszy, a przecież nic takiego się nie działo. Żadnych zleceń, które wykraczałyby poza jego sumienie. Żadnych traumatycznych sytuacji. Było dobrze. Może więc zamiast się tym zadręczać i myśleć, że lepiej by było gdyby od razu połamano mu te palce, powinien po prostu docenić, z zachowaniem czujności oczywiście, że wciąż mógł leczyć i pomagać innym, a ta jedna wpadka nie przekreśliła jego całej kariery?
A może po prostu za dużo myślał?
Dalsza praca przebiegła w skupieniu, kiedy Basilius podawał rannemu kolejne specyfiki i dokonywał odpowiednich zapisków, przerywając jedynie milczenie co jakoś czas komentarzami dla odwrócenia uwagi Shafiqa od sytuacji, w której się znalazł, aż wreszcie opuścił jego pokój, pozostawiając na stole stosowną dokumentację z zastrzeżeniem, że będą musieli ustalić wizytę kontrolną i aby czarodziej się nie przemęczał.
– W takim razie łącze się z panem w tej nadziei panie Shafiq – powiedział z cieniem uśmiechu na ustach. Wybryk losu, który więcej się nie powtórzy. – Na całe szczęście wybryki losu mają to do siebie, że zazwyczaj nie pojawiają się za często.
No chyba, że było się nim samym. Wtedy taki wybryk losu zmieniał się w klątwę, która nie dość, że się uśmiecha to jeszcze miała rodzinę o podobnych czarujących wyrazach twarzy i... Nie. Nie było tutaj dzisiaj żadnych Longbottomów, więc nie będzie o żadnych Longbottomach myśleć. Wystarczy tego dobrego.
Dalsza inspekcja przebiegała gładko, nawet jeśli Prewett nie był w stanie oszczędzić swojemu pracodawcy zupełnego odpoczynku od bólu, gdy ostrożnie dotykał żeber mężczyzny, by upewnić się, czy aby na pewno nie są złamane, pomagając sobie jeszcze odpowiednimi zaklęciami, które na szczęście nie miały tego do siebie, by przysparzać badanym kolejnej porcji dyskomfortu.
Uzdrowiciel na chwilę zaprzestał oględzin, widząc jak Shafiq krzywi się bardziej, niż chwilę temu, a potem przez chwilę pomyślał.
– Mogą. Tak samo jak mogą wpływać na problemy w innych dziedzinach magii – powiedział, rzucając przy okazji kolejne zaklęcie diagnostyczne, aby upewnić się, że Shafiq nie cierpi na szczególnie paskudny przypadek urazu głowy i milczał przez chwilę, zbierając wszystkie dane. – Nie wydaje mi się jednak, by uraz stanowił dla pana długotrwałe zagrożenie. Powinno minąć najpóźniej do jutra wieczora, ale gdyby coś się jeszcze działo, proszę się niezwłocznie ze mną skontaktować.
Ja zawsze jestem z panem szczery.
Basilius jedynie sięgnął po kolejne eliksiry i maści, szykując się na dalsze leczenie pacjenta. No cóż, prawda była taka, że tamtego dnia Shafiq dość bezpośrednio przedstawił czego oczekiwał od niego w zamian za załatanie tamtej sprawy z długami i jak na razie tego się trzymał. Po prostu Prewett nie mógł przestać zakładać najgorszych scenariuszy, a przecież nic takiego się nie działo. Żadnych zleceń, które wykraczałyby poza jego sumienie. Żadnych traumatycznych sytuacji. Było dobrze. Może więc zamiast się tym zadręczać i myśleć, że lepiej by było gdyby od razu połamano mu te palce, powinien po prostu docenić, z zachowaniem czujności oczywiście, że wciąż mógł leczyć i pomagać innym, a ta jedna wpadka nie przekreśliła jego całej kariery?
A może po prostu za dużo myślał?
Dalsza praca przebiegła w skupieniu, kiedy Basilius podawał rannemu kolejne specyfiki i dokonywał odpowiednich zapisków, przerywając jedynie milczenie co jakoś czas komentarzami dla odwrócenia uwagi Shafiqa od sytuacji, w której się znalazł, aż wreszcie opuścił jego pokój, pozostawiając na stole stosowną dokumentację z zastrzeżeniem, że będą musieli ustalić wizytę kontrolną i aby czarodziej się nie przemęczał.
Koniec sesji