20.08.2024, 16:34 ✶
stoisko Potterów, ogarniam Millie
Brenna pożegnała Basiliusa I Electrę, a potem rozpromieniła się, gdy usłyszała znajomy głos. Obróciła się i wyciągnęła ręce, by uścisnąć Moody, przez chwilę przepełniona ulgą i wdzięcznością do losu, że przynajmniej tutaj się ułożyło. Wiedziała, że ta miała niedługo opuścić Lecznicę, ale nie była pewna, czy faktycznie dostanie ten wypis. I gdy odsunęła się nieco, zmierzyła twarz i sylwetkę Millie uważnym spojrzeniem, jakby mogła poznać jej myśli i zobaczyć aurę, odgadnąć, czy naprawdę wszystko jest w miarę dobrze. I czy Millie powinna od razu być tutaj, na głośnym i zatłoczonym łamać?
Była blada. I jeszcze chudsza niż kiedyś, Brenna mogłaby policzyć podczas tego uścisku wszystkie jej żebra, wystarczyłoby przesunąć po nich palcami.
- Cześć, Miles, dobrze cię widzieć - powiedziała, wypuszczając kobietę z objęć. - Chodź tutaj, zaraz to wszystko ogarniemy. Głośno dziś tutaj, prawda? Jakbyś chciała odpocząć, możesz siąść na zapleczu. Ja się będę niedługo zmywać, nocą mam dyżur, a wcześniej... wcześniej mam odebrać klucze do jednego miejsca.
Pytanie: Alek nie z tobą? - zatańczyło na języku, ale Brenna go nie zadała. Widziała przecież, że nie są razem i jakie nie byłyby przyczyny, lepiej było po prostu nie pytać. Nie teraz przynajmniej.
- Będę tam na chwilę wpadać, sprawdzić czy wszystko w porządku, jakbyś chciała, możesz zabrać się ze mną - zaproponowała więc zamiast tego lekko, jednocześnie zabierając się za doprowadzenie włosów i ubrania Moody do normy. Ta nie powinna być dziś sama i Brenna nagle pożałowała, że miała ten nocny dyżur, ale nijak nie dało się go przesunąć, nie gdy musiała wykorzystać dwa dni wolne i prosić o parę przesunięć, żeby udać się wkrótce na wyspę, a później odwiedzić z Victorią Afrykę. Wprawdzie wciąż tego wolnego miała dużo, ale jej umysł nie działał w ten sposób, aby mogła to uznać za usprawiedliwione. Po raz kolejny nawiedziły ją wyrzuty sumienia, że nie jest w stanie dość dobrze żonglować tymi piłeczkami i dziś zostać z Millie.
- Musisz do nas koniecznie wpaść, możesz też zostać, jakbyś chciała, chociaż pewnie będziecie na razie u Bertiego? - rzuciła jednak zamiast tego, a potem odsunęła się, oglądając swoje dzieło. - W porządku, gotowe.
Brenna pożegnała Basiliusa I Electrę, a potem rozpromieniła się, gdy usłyszała znajomy głos. Obróciła się i wyciągnęła ręce, by uścisnąć Moody, przez chwilę przepełniona ulgą i wdzięcznością do losu, że przynajmniej tutaj się ułożyło. Wiedziała, że ta miała niedługo opuścić Lecznicę, ale nie była pewna, czy faktycznie dostanie ten wypis. I gdy odsunęła się nieco, zmierzyła twarz i sylwetkę Millie uważnym spojrzeniem, jakby mogła poznać jej myśli i zobaczyć aurę, odgadnąć, czy naprawdę wszystko jest w miarę dobrze. I czy Millie powinna od razu być tutaj, na głośnym i zatłoczonym łamać?
Była blada. I jeszcze chudsza niż kiedyś, Brenna mogłaby policzyć podczas tego uścisku wszystkie jej żebra, wystarczyłoby przesunąć po nich palcami.
- Cześć, Miles, dobrze cię widzieć - powiedziała, wypuszczając kobietę z objęć. - Chodź tutaj, zaraz to wszystko ogarniemy. Głośno dziś tutaj, prawda? Jakbyś chciała odpocząć, możesz siąść na zapleczu. Ja się będę niedługo zmywać, nocą mam dyżur, a wcześniej... wcześniej mam odebrać klucze do jednego miejsca.
Pytanie: Alek nie z tobą? - zatańczyło na języku, ale Brenna go nie zadała. Widziała przecież, że nie są razem i jakie nie byłyby przyczyny, lepiej było po prostu nie pytać. Nie teraz przynajmniej.
- Będę tam na chwilę wpadać, sprawdzić czy wszystko w porządku, jakbyś chciała, możesz zabrać się ze mną - zaproponowała więc zamiast tego lekko, jednocześnie zabierając się za doprowadzenie włosów i ubrania Moody do normy. Ta nie powinna być dziś sama i Brenna nagle pożałowała, że miała ten nocny dyżur, ale nijak nie dało się go przesunąć, nie gdy musiała wykorzystać dwa dni wolne i prosić o parę przesunięć, żeby udać się wkrótce na wyspę, a później odwiedzić z Victorią Afrykę. Wprawdzie wciąż tego wolnego miała dużo, ale jej umysł nie działał w ten sposób, aby mogła to uznać za usprawiedliwione. Po raz kolejny nawiedziły ją wyrzuty sumienia, że nie jest w stanie dość dobrze żonglować tymi piłeczkami i dziś zostać z Millie.
- Musisz do nas koniecznie wpaść, możesz też zostać, jakbyś chciała, chociaż pewnie będziecie na razie u Bertiego? - rzuciła jednak zamiast tego, a potem odsunęła się, oglądając swoje dzieło. - W porządku, gotowe.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.