20.08.2024, 19:53 ✶
Nie rozumiał ani słowa. Czasami zdarzało się, aby ktoś mówił tak dziwnym akcentem (wciąż brytyjskim), że nie szło go zrozumieć nawet przy maksymalnym skupieniu. Tutaj - cholera wiedziała, po jakiemu ona do siebie mamrotała. Pewnie jakiś język z południa, ale gdyby Degenhardt miał strzelać, to strzeliłby sobie między oczy i zrezygnował z zagadki.
Widząc, jak dziewczyna zamiera w bezruchu, Szwed głośno odetchnął, unosząc ręce w górze w akcie bezbronności. Lubił doprowadzać dziewczyny do stanu, w którym zaczynały piszczeć na jego widok, ale na pewno nie miało to być piszczenie tonem, jakim obdarowała go teraz Lorien.
- Nie chciałem nikogo wystraszyć, ale też nieelegancko byłoby czaić się w ciemności i przyglądać... - powiedział od razu, co w jego odczuciu wyjaśniało też dobrze jego zachowanie i pozycję, w jakiej się znajdował - niewiele tu przecież było lepszych opcji niż niezręczne powitanie.
Dziwaczka. Poznał takich wiele, szczególnie jako absolwent Durmstrangu. Należał też do osób oceniających książki po okładce, więc i pannę Crouch od razu wrzucił do jednego worka z masą swoich koleżanek z różnych stron. Dobre panny z dobrych domów, wychowywane w taki sposób, żeby im się podobała wizja bycia wciśniętą w ładne ubrania i bycia zaprezentowaną na przyjęciu jak coś na sprzedaż. Jak coś, co syn wysoko postawionego urzędnika mógł posiąść, jeżeli ich ojcowie się dogadają. Takie dziewczyny wchodziły na pewnym etapie w okres buntu, kiedy im się absolutnie nic wokół nie podobało i w tym całym buncie szukały sobie alternatyw. Wszystkie, jedna za drugą, poszukiwały sobie partnera, co by je obdarzył prawdziwą miłością i chciały poczuć jak... Ah, jak artystki, jak te piękne, odważne, silne i niezależne kobiety, które w ich oczach posiadały w garści wszystko i jeszcze więcej. A potem się okazywało, że podrywani przez nie artyści nie byli spełnieniem ich marzeń o pełnej luksusu codzienności, że te wszystkie artystki ledwo utrzymywały koniec z końcem, że branie trucizn odurzających było w książkach i sztuce bardzo romantyzowane, że tatuś miał rację i urodzenie trójki dzieci, było bardzo niską ceną za wszystko, na co mogły sobie pozwolić w zamian. Musiały do tego dojrzeć. Musiały się zbuntować i zrobić te wszystkie rzeczy robione przez zbuntowane panienki uważające się za zupełnie inne od swoich rówieśniczek.
Z tą pozytywną myślą, Degenhardt ucałował jej dłoń, a później niezręcznie uśmiechnął się, widząc niepotrzebną szamotaninę z garderobą. Mógłby jej zaoferować swoją pomoc, albo się odwrócić, oczywiście. Zachował jednak na tyle dużą trzeźwość umysłu, aby pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślał była ochrona własnych czterech liter przed zostaniem wyniesionym z tego przyjęcia za fraki przez jakiegoś byczastego ochroniarza, więc nim cokolwiek jeszcze się tu stało i ktokolwiek nowy miał stać się świadkiem tejże sceny, Umbriel powiedział krótkie:
- Oszczędzę pannie kolejnego obserwatora tych zmagań.
Następnie podszedł do drzwi i zamknął je na zasuwę. Rzecz logiczna do uczynienia, kiedy ktoś się w środku przebierał.
- Gwarantuję, że goście panny przyjęcia staliby się bardzo absorbujący, gdyby tylko odważyła się ściągnąć tenże gorset na środku sali balowej. Nie zamierzam jednak gdybać na to, czy rodzice i dziadkowie panny by to przeżyli. - Wskazał ręką na lustro, przy którym zapalił światło, żeby dziewczyna lepiej widziała, co robi z tym ubraniem, a następnie udał się na bok pomieszczenia, gdzie wlepił twarz w ścianę, zaplótł dłonie na wysokości klatki piersiowej i podrygując nogą do rymu cholera wie czego, oczekiwał jakiegoś znaku, że Lorien czuła się już komfortowo. - Na pewno dałoby się o tym napisać bardzo skoczną melodię. Taką na bis.
Minęło kilka długich sekund.
- Dopiero teraz do mnie dotarło, że mogłem stąd wyjść.
I jeszcze kilka sekund.
- Cóż, może odwrócę panny uwagę spostrzeżeniem, że mamy bardzo podobne kolory oczu.
Widząc, jak dziewczyna zamiera w bezruchu, Szwed głośno odetchnął, unosząc ręce w górze w akcie bezbronności. Lubił doprowadzać dziewczyny do stanu, w którym zaczynały piszczeć na jego widok, ale na pewno nie miało to być piszczenie tonem, jakim obdarowała go teraz Lorien.
- Nie chciałem nikogo wystraszyć, ale też nieelegancko byłoby czaić się w ciemności i przyglądać... - powiedział od razu, co w jego odczuciu wyjaśniało też dobrze jego zachowanie i pozycję, w jakiej się znajdował - niewiele tu przecież było lepszych opcji niż niezręczne powitanie.
Dziwaczka. Poznał takich wiele, szczególnie jako absolwent Durmstrangu. Należał też do osób oceniających książki po okładce, więc i pannę Crouch od razu wrzucił do jednego worka z masą swoich koleżanek z różnych stron. Dobre panny z dobrych domów, wychowywane w taki sposób, żeby im się podobała wizja bycia wciśniętą w ładne ubrania i bycia zaprezentowaną na przyjęciu jak coś na sprzedaż. Jak coś, co syn wysoko postawionego urzędnika mógł posiąść, jeżeli ich ojcowie się dogadają. Takie dziewczyny wchodziły na pewnym etapie w okres buntu, kiedy im się absolutnie nic wokół nie podobało i w tym całym buncie szukały sobie alternatyw. Wszystkie, jedna za drugą, poszukiwały sobie partnera, co by je obdarzył prawdziwą miłością i chciały poczuć jak... Ah, jak artystki, jak te piękne, odważne, silne i niezależne kobiety, które w ich oczach posiadały w garści wszystko i jeszcze więcej. A potem się okazywało, że podrywani przez nie artyści nie byli spełnieniem ich marzeń o pełnej luksusu codzienności, że te wszystkie artystki ledwo utrzymywały koniec z końcem, że branie trucizn odurzających było w książkach i sztuce bardzo romantyzowane, że tatuś miał rację i urodzenie trójki dzieci, było bardzo niską ceną za wszystko, na co mogły sobie pozwolić w zamian. Musiały do tego dojrzeć. Musiały się zbuntować i zrobić te wszystkie rzeczy robione przez zbuntowane panienki uważające się za zupełnie inne od swoich rówieśniczek.
Z tą pozytywną myślą, Degenhardt ucałował jej dłoń, a później niezręcznie uśmiechnął się, widząc niepotrzebną szamotaninę z garderobą. Mógłby jej zaoferować swoją pomoc, albo się odwrócić, oczywiście. Zachował jednak na tyle dużą trzeźwość umysłu, aby pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślał była ochrona własnych czterech liter przed zostaniem wyniesionym z tego przyjęcia za fraki przez jakiegoś byczastego ochroniarza, więc nim cokolwiek jeszcze się tu stało i ktokolwiek nowy miał stać się świadkiem tejże sceny, Umbriel powiedział krótkie:
- Oszczędzę pannie kolejnego obserwatora tych zmagań.
Następnie podszedł do drzwi i zamknął je na zasuwę. Rzecz logiczna do uczynienia, kiedy ktoś się w środku przebierał.
- Gwarantuję, że goście panny przyjęcia staliby się bardzo absorbujący, gdyby tylko odważyła się ściągnąć tenże gorset na środku sali balowej. Nie zamierzam jednak gdybać na to, czy rodzice i dziadkowie panny by to przeżyli. - Wskazał ręką na lustro, przy którym zapalił światło, żeby dziewczyna lepiej widziała, co robi z tym ubraniem, a następnie udał się na bok pomieszczenia, gdzie wlepił twarz w ścianę, zaplótł dłonie na wysokości klatki piersiowej i podrygując nogą do rymu cholera wie czego, oczekiwał jakiegoś znaku, że Lorien czuła się już komfortowo. - Na pewno dałoby się o tym napisać bardzo skoczną melodię. Taką na bis.
Minęło kilka długich sekund.
- Dopiero teraz do mnie dotarło, że mogłem stąd wyjść.
I jeszcze kilka sekund.
- Cóż, może odwrócę panny uwagę spostrzeżeniem, że mamy bardzo podobne kolory oczu.
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me