• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.08.1972, Cmentarz Brompton] Memento mori | Lorien & Philip

[22.08.1972, Cmentarz Brompton] Memento mori | Lorien & Philip
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#2
20.08.2024, 22:47  ✶  
Od powrotu z Francji, Lorien żyła w lekkim marazmie. Praca - dom - praca - dom. Ściśle pielęgnowana rutyna, której podporządkowała ciało i umysł, przynosiła ukojenie w tak szalonych niepewnych, czasach. Ale gdzie w napiętym harmonogramie dnia, między balansowaniem niestykających się ze sobą jak beznadziejnie przemieszane puzzle światów, ta czarownica znajdowała jeszcze chwilę na prozdrowotne spacery? Ciężko powiedzieć. Najwyraźniej we wtorkowe poranki.

- Kogo widzą moje oczy. Philip Nott we własnej osobie.
Mężczyzna usłyszał za plecami cichy, kobiecy głos z trudnym do pomylenia włoskim akcentem. Zresztą głos znalazł szybko swoje źródło, bo do kamiennego murka oddzielającego teren cmentarza od chodnika, podeszła drobna czarownica.
Lorien ubrana była jak zawsze, gdy krzątała się w niemagicznych dzielnicach. Na tyle stonowanie, żeby nikt nie zarzucił jej łamanie zasad tajności. Na tyle… specyficznie, że co poniektórzy mugole potrząsali głowami marudząc na “te dziwaczne subkultury” i “wszystkie panoszące się po Londynie przyjezdne”. Bo na nieszczęsną przyjezdną, będąca skórą zdjętą z matki choć na brytyjskiej ziemi zrodzona, Lorien po prostu wyglądała - z długimi, rozpuszczonymi lokami, obwieszona jak mugolskie świąteczne drzewko złotą biżuterią i powiewającej na wietrze, szeleszczącej przy każdym ruchu spódnicy.
W dodatku, trzymała w rękach wielkiego, puchatego kota, który spoglądał na świat z głębokim znudzeniem, machając leniwie ogonem. Sierściuch wydawał się być niewiele mniejszy od właścicielki tulącej go do siebie jak uczniak na rozpoczęcie Hogwartu.

Kobieta skinęła mu grzecznie głową w substytucie przywitania, poświęcając czarodziejowi dłuższą uwagę.
Nie było w jej spojrzeniu nic oceniającego; starała się nie rozbierać na czynniki pierwsze każdej emocji malującej się na twarzy Philipa. Bo i po co? Nie znali się na tyle dobrze, by czuła się w pozycji na przeprowadzanie mentalnej wiwisekcji. Kuzyn męża nie stawał się jak za machnięciem różdżką bliskim przyjacielem. Dlatego zrezygnowała ze small-talku, pozwalając przejąć mężczyznę pałeczkę rozmowy. Albo ją zbyć - można było odnieść wrażenie, że pani Mulciber nieszczególnie się dzisiaj gdziekolwiek śpieszyła. Zupełnie jakby okolice cmentarza Brompton - tak zresztą odległe od większości miejsc, w których czarownica zazwyczaj bywała, były wyjątkowo stosownym miejscem na spacer. Z kotem w objęciach.
Pogoda była piękna, choć w powietrzu dało się wyczuć nadciągającą jesień. Idealna okazja do wymiany kilku przyzwoitości w stylu “zbliża się przepiękna jesień, prawda?” “Ach tak, niech nam Matka błogosławi i zapewni ciepły wrzesień” “No cóż. Lammas, lammas i po Lammas. Teraz ani człowiek się obejrzy jak spotkamy się na Mabon, a to już rzut beretem do Samhail. I znów Yule… Jak ten czas leci.” “Dobrze, że my wciąż piękni i młodzi!”. Potem chwila wymuszonego śmiechu. Obietnica, że na pewno spotkają się przy pierwszej dogodnej okazji na jakimś rodzinnym obiedzie albo innym wysysającym duszę przyjęciu. I rozejdą się - każde w swoją stronę.
Skoro już w myślach odrobiła zadanie domowe z przemiłej rozmowy o niczym za ich oboje, mogła nareszcie podążyć spojrzeniem za spojrzeniem Philipa i zobaczyć czemu się tak przygląda.

Pogrzeb.
Sądząc po niewielkiej grupce ludzi pochylonych i obejmujących się czule nad rozkopanym grobem oraz obecności jakiegoś kapłana - jeden z tych katolickich czy protestanckich. Stąd ciężko było się rozeznać, a i sama Lorien nigdy nie przywiązywała szczególnej wagi do mugolskich obrzędów pogrzebowych. Choć nigdy nie przyznałaby tego na głos - zdawały się… wyjątkowo podobne do ich własnych. Ostatecznie ciało i tak lądowało w drewnianej skrzynce, a dusza? Co z duszą? Tego nie wiedziała.
Dla ptaków i tak nie było miejsca w ciepłych objęciach Matki.
- Jak myślisz… Co się z Nimi dzieje po śmierci?- Zapytała nagle, zniżając głos do szeptu. Skrzywiła się minimalnie, trochę jakby pytanie jej się niechcący wymsknęło. Mieli przecież rozmawiać o uroczej pogodzie, pożółkłych liściach i innych pierdołach.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (588), Philip Nott (371)




Wiadomości w tym wątku
[22.08.1972, Cmentarz Brompton] Memento mori | Lorien & Philip - przez Philip Nott - 18.08.2024, 00:45
RE: [22.08.1972, Cmentarz Brompton] Memento mori | Lorien & Philip - przez Lorien Mulciber - 20.08.2024, 22:47

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa