To było indywidualne przeżycie. Będzie też ich małym sekretem, bo nawet jeśli opowieść pójdzie dalej o postawionej wróżbie i że interpretacja nie była do końca taka, jaką być powinna, mimo że można będzie się uśmiechnąć na to wspomnienie i z uśmiechem je przekazać komuś znajomemu, to pewne doznania intymności chwili pozostaną tylko tutaj. Tak jak wtedy pozostały w tamtej łazience. Spotkanie dziwne, specyficzne, ale specyficzne w takim stopniu, że było jednym ze wspomnień, których Laurent nie potrafił tak po prostu wykasować z kalendarza. Z pamięci. Nawet nie chciał. Jak furtka nowego świata, chociaż wcale nic nowego nam się nie objawiało. Niby nic. Z perspektywy czasu tamto spotkanie było czymś nowym. Niezeksplorowanym, czekającym na doznanie i odważenie się. Wtedy nie widział niczego złego w tym, żeby spoglądać na ciało chłopca, chociaż też widział, że dzieci wokół miały zupełnie inne spojrzenie. Tak społeczeństwo kształtowało naszą strukturę - tworząc szorstkie i czasem nieprzyjemne ściany. Obdzierały skórę, kaleczyły.
- Od czegoś trzeba zacząć. - Lekko wzruszył ramionami, ale to nie był jeden z tych gestów oznaczających obojętność. Ten gest nosił w sobie małą dozę bezradności - perspektywa świata, który możesz kształtować według swoich potrzeb była kusząca i śliczna, ale umówmy się - nierealna. Patrzenie na świat zgodnie z rzeczywistością było zaś koniecznością, nie wyborem. Nie oznaczało to, że musieliśmy chować cały optymizm i zatopić się w terrorze codzienności, która nie miała jasnego światła na końcu drogi. Laurent był na to za młody. Leon zaś miał okazję zobaczyć kawałek tego świata więcej, żeby uwierzyć w tragizm współczesności i wiedzieć, że świat potrafił być przesiąknięty złem do szpiku kości. Mimo to zachowywał swoje ciepło i pogodę ducha. Jeśli to nie było godne podziwu, to co było?
- Dokładnie tak! - Powiedział z zadowoleniem, szczęśliwy mimo tego, że wróżba wcale nie była taka optymistyczna. To dlatego, że jego umysł i emocje bardziej skupiły się na samym doznaniu i zabawie płynącej z tego, jak dziwnie to wyszło, kiedy opowiadasz o abraksanie jak o człowieku. Podobało mu się to. Michael był jego najlepszym przyjacielem, więc dlaczego miałby otrzymać wróżbę jakkolwiek gorszą od człowieka? To już było nieco irracjonalne z jego strony, ale był przekonany, że widział w tym zdrową granicę. Potrafił ją postawić w swoich obowiązkach, więc chyba nie było czego się obawiać. - Czy wróżba byłaby inna, gdybyś wiedział, że to magiczna istota? - Zaciekawił się, bo nie miał pojęcia, na czym to polegało. W przyszłości sztukę wróżenia miała nieco bardziej naświetlić mu Guinevere, ale w tej perspektywie był praktycznie pozbawiony tej wiedzy. Nie uczęszczał na zajęcia wróżbiarstwa.