21.08.2024, 11:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 16:33 przez Lorien Mulciber.)
Wojna to było mocne słowo.
Chwytliwy slogan dla spragnionych krwi gryzipiórków, którzy uchwycili się swojej nowej medialnej zabawki jak kolejnego trendu. Tylko tym razem ten trend wydawał się nie mijać. Coś co kiedyś uznano by za głupią sprzeczkę dwóch opijusów w barze - dziś rozrastało się do rangi pojedynku o magirasizm, doszukiwano się powiązań i koneksji. Marnowano czas na rozdrapywanie głupich utarczek i tłumaczenie, że nie “ten typ nie zapierdolił tego drugiego, bo mu jakiś Lord kazał - zapierdolił go bo tamten uznał, że się poczęstuje jego żoną. I tyle. Żadnej mugolakofobicznej ideologii, bo szanowni państwo - szlamy też potrafią być chujami.”, kiedy poważne sprawy ciągnęły się latami.
- Nie jest pierwszy ani jakoś szczególnie w poglądach wyjątkowy.- Stwierdziła ostro. Czym ten niby czarnoksiężnik różnił się od wszystkich innych? Nie potrafiła tego określić i nie zamierzała ukrywać tego co sądzi o wszystkich, którzy “odpowiedzą na wezwanie”. Owieczki prowadzone na rzeź przez kolejnego furiata, powtarzającego utarte magirasistowskie frazesy.
Może gdyby była tylko sfrustrowaną kobieciną, która ma niewiele do gadania, z oburzeniem tupnęłaby gniewnie nóżką i powiedziała zapłakana: “Ale tak nie można! Nie można łamać prawa. Musi być ład i sprawiedliwość.”
Ale panienka Crouch latami wyjątkowo wiernej i oddanej pracy zasłużyła na swój piękny tytuł kurwy bez serca z Wizengamotu.
- … Chcę słuchać, jak te ministerialne kutasy rzucają się sobie do gardeł.
Zmarszczyła brwi, starając się nie parsknąć w złości, że na razie to jej gardło jej najbardziej zagrożone przez te pieprzone ministerialne kutasy. Ale to nie był czas i miejsce na tak złe żarty.
Już nawet otworzyła usta, aby żachnąć się z oburzeniem. Stwierdzić coś w stylu “przestań! Nie wszyscy są u nas tacy źli!”, tylko, że... Gdyby ją postawiono przed wyborem - dać się rozszarpać mantrykorze czy dać się schwytać skorumpowanym służbom - wybrałaby mantrykorę bez sekundy zastanowienia.
Najgorsze co to stworzenie mogło ci zrobić, to cię po prostu zabić.
Więc zamiast się kłócić, upiła wina mamrocząc coś mało zrozumiałego pod nosem.
Co do jednego, Woody miał świętą rację. Byłby głupi, gdyby jej w pełni zaufał. Sama by go o to ofuknęła i nakazała na przyszłość poprawę. Może dorzuciła w ramach rozgrzeszenia kilka wieczorów czuwania dla Matki, żeby Woody’ego natchnęła mądrością i rozumem. W dzisiejszych, niespokojnych czasach nie wolno było już nikomu ufać. Nawet rodzina potrafiła mieć swoje za uszami, knuć i poderżnąć gardło, gdy najmniej się tego spodziewasz. Dlatego tylko skinęła głową uznając odpowiedź na swoje pytanie za w pełni satysfakcjonującą.
- Honor jest cenny Woody.- Ale nie bezcenny, prawda? Lorien z mlekiem matki wyssała wiarę w to, że każdego da się kupić. Wystarczyło podać tylko odpowiednią cenę, znaleźć słaby punkt. Jeśli nie galeonami, to siatką przysług. Nie potrzebowałeś pomocy? Z pewnością miałeś kogoś kogo chciałbyś ochronić przed całym złem i zgnilizną tego popieprzonego świata. Na każdego można było coś znaleźć. Każdy się czegoś bał.- Mam coś dla ciebie. Uznajmy to za… mały token mojej przyjaźni.- Nie "Ministerstwa Magii" - tylko "Lorien Crouch".
Sięgnęła do wewnętrznej kieszeni szaty i wyciągnęłą z niej, ładnie złożoną karteczkę z notesu.
Ułożyła ją na stole, ale dopiero, gdy stuknęła w papier różdżką i szepnęła revelio, poza paroma gryzmołami i niedokończoną grą w wisielca na kartce pojawiło się coś ciekawego. Lista z nazwami lokali - do każdego przypisana była data. Niektóre jutrzejsze, inne nieco dalsze - wszystkie na przestrzeni dwóch-trzech tygodni.
- Wzmacniają patrole na Nokturnie.- Powiedziała rzecz, która wydawać się mogła oczywista.- Nie wiem na ile można wierzyć datom, bo sama widziałam z trzy różne wersje listy, dla niepoznaki mogli ich stworzyć jeszcze więcej. Ale kilka nazw się powtarzało.- Typowa sztuczka bojówek Departamentu skupiona wokół siania dezinformacji aż do samego końca. Postukała palcem w nagryzmolone i podkreślone parokrotnie “Rejwach”.- Nie wiem też czy to jednorazowa akcja czy planują rutynowe naloty, ale przez jakiś czas… Pilnuj kogo wpuszczasz do pubu. Dostali zgodę, żeby najpierw strzelać, potem zadawać pytania. - Chciała jeszcze coś opowiedzieć o nowych przyspieszonych procesach legislacyjnych, które leżały grzecznie na jej biurku gotowe do sprawdzenia i weryfikacji, ale powstrzymała się. Nikomu nie wolno było ufać.
Odchyliła się wygodnie na swoim krześle, krzyżując ręce na wysokości piersi.
- Chcesz kogoś ostrzec - ostrzeż. Nie chcę wiedzieć kogo ani dlaczego.- Nałap parę punktów zaufania, bo tak przecież działa Nokturn. Tu kontakty są cenniejsze od złota.- Wyucz się i spal. Nie chcę fizycznych dowodów na to, że ta kartka kiedykolwiek istniała.
Chwytliwy slogan dla spragnionych krwi gryzipiórków, którzy uchwycili się swojej nowej medialnej zabawki jak kolejnego trendu. Tylko tym razem ten trend wydawał się nie mijać. Coś co kiedyś uznano by za głupią sprzeczkę dwóch opijusów w barze - dziś rozrastało się do rangi pojedynku o magirasizm, doszukiwano się powiązań i koneksji. Marnowano czas na rozdrapywanie głupich utarczek i tłumaczenie, że nie “ten typ nie zapierdolił tego drugiego, bo mu jakiś Lord kazał - zapierdolił go bo tamten uznał, że się poczęstuje jego żoną. I tyle. Żadnej mugolakofobicznej ideologii, bo szanowni państwo - szlamy też potrafią być chujami.”, kiedy poważne sprawy ciągnęły się latami.
- Nie jest pierwszy ani jakoś szczególnie w poglądach wyjątkowy.- Stwierdziła ostro. Czym ten niby czarnoksiężnik różnił się od wszystkich innych? Nie potrafiła tego określić i nie zamierzała ukrywać tego co sądzi o wszystkich, którzy “odpowiedzą na wezwanie”. Owieczki prowadzone na rzeź przez kolejnego furiata, powtarzającego utarte magirasistowskie frazesy.
Może gdyby była tylko sfrustrowaną kobieciną, która ma niewiele do gadania, z oburzeniem tupnęłaby gniewnie nóżką i powiedziała zapłakana: “Ale tak nie można! Nie można łamać prawa. Musi być ład i sprawiedliwość.”
Ale panienka Crouch latami wyjątkowo wiernej i oddanej pracy zasłużyła na swój piękny tytuł kurwy bez serca z Wizengamotu.
- … Chcę słuchać, jak te ministerialne kutasy rzucają się sobie do gardeł.
Zmarszczyła brwi, starając się nie parsknąć w złości, że na razie to jej gardło jej najbardziej zagrożone przez te pieprzone ministerialne kutasy. Ale to nie był czas i miejsce na tak złe żarty.
Już nawet otworzyła usta, aby żachnąć się z oburzeniem. Stwierdzić coś w stylu “przestań! Nie wszyscy są u nas tacy źli!”, tylko, że... Gdyby ją postawiono przed wyborem - dać się rozszarpać mantrykorze czy dać się schwytać skorumpowanym służbom - wybrałaby mantrykorę bez sekundy zastanowienia.
Najgorsze co to stworzenie mogło ci zrobić, to cię po prostu zabić.
Więc zamiast się kłócić, upiła wina mamrocząc coś mało zrozumiałego pod nosem.
Co do jednego, Woody miał świętą rację. Byłby głupi, gdyby jej w pełni zaufał. Sama by go o to ofuknęła i nakazała na przyszłość poprawę. Może dorzuciła w ramach rozgrzeszenia kilka wieczorów czuwania dla Matki, żeby Woody’ego natchnęła mądrością i rozumem. W dzisiejszych, niespokojnych czasach nie wolno było już nikomu ufać. Nawet rodzina potrafiła mieć swoje za uszami, knuć i poderżnąć gardło, gdy najmniej się tego spodziewasz. Dlatego tylko skinęła głową uznając odpowiedź na swoje pytanie za w pełni satysfakcjonującą.
- Honor jest cenny Woody.- Ale nie bezcenny, prawda? Lorien z mlekiem matki wyssała wiarę w to, że każdego da się kupić. Wystarczyło podać tylko odpowiednią cenę, znaleźć słaby punkt. Jeśli nie galeonami, to siatką przysług. Nie potrzebowałeś pomocy? Z pewnością miałeś kogoś kogo chciałbyś ochronić przed całym złem i zgnilizną tego popieprzonego świata. Na każdego można było coś znaleźć. Każdy się czegoś bał.- Mam coś dla ciebie. Uznajmy to za… mały token mojej przyjaźni.- Nie "Ministerstwa Magii" - tylko "Lorien Crouch".
Sięgnęła do wewnętrznej kieszeni szaty i wyciągnęłą z niej, ładnie złożoną karteczkę z notesu.
Ułożyła ją na stole, ale dopiero, gdy stuknęła w papier różdżką i szepnęła revelio, poza paroma gryzmołami i niedokończoną grą w wisielca na kartce pojawiło się coś ciekawego. Lista z nazwami lokali - do każdego przypisana była data. Niektóre jutrzejsze, inne nieco dalsze - wszystkie na przestrzeni dwóch-trzech tygodni.
- Wzmacniają patrole na Nokturnie.- Powiedziała rzecz, która wydawać się mogła oczywista.- Nie wiem na ile można wierzyć datom, bo sama widziałam z trzy różne wersje listy, dla niepoznaki mogli ich stworzyć jeszcze więcej. Ale kilka nazw się powtarzało.- Typowa sztuczka bojówek Departamentu skupiona wokół siania dezinformacji aż do samego końca. Postukała palcem w nagryzmolone i podkreślone parokrotnie “Rejwach”.- Nie wiem też czy to jednorazowa akcja czy planują rutynowe naloty, ale przez jakiś czas… Pilnuj kogo wpuszczasz do pubu. Dostali zgodę, żeby najpierw strzelać, potem zadawać pytania. - Chciała jeszcze coś opowiedzieć o nowych przyspieszonych procesach legislacyjnych, które leżały grzecznie na jej biurku gotowe do sprawdzenia i weryfikacji, ale powstrzymała się. Nikomu nie wolno było ufać.
Odchyliła się wygodnie na swoim krześle, krzyżując ręce na wysokości piersi.
- Chcesz kogoś ostrzec - ostrzeż. Nie chcę wiedzieć kogo ani dlaczego.- Nałap parę punktów zaufania, bo tak przecież działa Nokturn. Tu kontakty są cenniejsze od złota.- Wyucz się i spal. Nie chcę fizycznych dowodów na to, że ta kartka kiedykolwiek istniała.