— Niezmiernie miło mi pana poznać — uśmiechnęła się do Neila, a wokół jej oczu pojawiły się urocze zmarszczki.
— Zapraszam, zapraszam. Mój kantorek jest zawsze otwarty dla gości — odpowiedziała Leonowi. W przeciwieństwie do mugolskich szpitali, te czarodziejskie nie potrzebowały ogromnego zaplecza sprzątaczy. Wystarczyła jedna osoba na zmianę i grupka skrzatów pod jej wodzą. Dlatego pomieszczenie z ekwipunkiem do sprzątania mogło pomieścić stolik, krzesełka oraz obowiązkowo dzbanek na herbatkę. Było to prawdziwie urocze miejsce, przypominało bardziej przytulną izdebkę, niż szpitalne zaplecze.
— Bardzo mądrze z pana strony — pochwaliła Neila. — Rakija jest zaskakująco mocna, a zabawa z alkoholem kończy się wraz z kontrolą jego spożycia.
Z uśmiechem zapakowała do magicznie wzmocnionej papierowej torby butelkę śliwkowej rakiji oraz wybraną chustę, którą wcześniej ładnie zwinęła i przewiązała wstążką. Pożegnała uprzejmie Neila, po czym wręczyła Leonowi jego zakupy.
Dostrzegła również inne osoby zainteresowane jej stoiskiem. Także Lorien, która ze swoistą fascynacją oddała się podziwianiu jednej z chust. Tak jak Ralitsa podejrzewała, obiekt ten musiał wrócić z czarownicą do domu.[/b]
[a]— Wybacz mi na moment, mój drogi — przeprosiła Leona i odwróciła się do Lorien, podając cenę oraz oferując zapakowanie chusty do papierowej torby.
Zwróciła również uwagę na pochwalny monolog Jonathana. Taki ogrom dobrych słów wręcz odebrał jej mowę.
— Jak miło słyszeć, że nie tylko ja doceniam urok ludowych tradycji — rzuciła przyjemnym głosem, pakując wybrane przez niego produkty.