21.08.2024, 19:02 ✶
Ich rodzina nie była idealna. Wiedział o tym, że cyrk to nie było miejsce, gdzie cokolwiek dostawało się za darmo. Nawet najmłodsi ciężko trenowali i wykonywali pomniejsze pracę, a i tak nie zawsze mieli wszystkiego, czego pragnęły ich serca. A jednak wiedział, że nie zamieniłby tych ludzi na nikogo innego.
Zdecydowanie lepiej się czuł wśród Bellów, którzy go przygarnęli, niż gdziekolwiek indziej dane było mu przebywać. Był wdzięczny za to, że Fiery go znalazła, bardziej niż kogokolwiek innemu. Dzięki nim mógł znaleźć rodzinę, pasję i jakiś cel w tej całej nikłej sensowności życia.
Czasami zastanawiał się, gdzie by się znalazł gdyby nie Fantasmagoria. I czy w ogóle by się gdzieś teraz znajdował.
Była to myśl, która często towarzyszyła mu przy kontaktach z duchami.
Dziś jednak chciał się skupić na cukierkach, śmieciach i wieczornym ognisku, przy którym znów pewnie usłyszy jakieś ciekawe historie od swojego rodzeństwa.
- Może jeszcze w takim razie coś dokupimy? Zostało mi trochę sykli. Może pianki? - zastanowił się. - Albo może ta cukiernia jest jeszcze otwarta? Były tam jakieś dobre ciastka? - liczył w głowie, ile mogą jeszcze wydać, nie wpadając w niełaskę Alexandra, który pewnie zacząłby coś ględzić o braku zdrowej diety i innych podobnych kwestiach. Jak gdyby Nicholas nadal miał dziesięć lat i pół szarej komórki.
Czasami go to irytowało, wiedział jednak, że inni się o niego po prostu troszczyli.
Tak jak on o nich, choć rzadko się przyznawał.
Miał miękkie serce, dlatego nie mógł przejść obojętnie obok ducha dziewczynki.
Nawet nie zauważył, gdy Fiery go dogoniła. Patrzył ze zmarszczonymi brwiami na nieświadomą sytuacji duszę, która widać utknęła w jakimś bardzo nieprzyjemnym wspomnieniu. Żałował, czasem, że nie pochylił się nad egzorcyzmami. Miał jednak to kiedyś w planach.
- Sprzedajesz zapałki? Jak długo tu jesteś? - zapytał łagodnym głosem. Próbował dowiedzieć się czegoś o duchu, może jakoś uświadomić go, co się stało, ten jednak trzęsąc się spojrzał na niego tymi przezroczystymi oczami, sprawiając wrażenie, że właśnie poznał jego najskrytsze myśli.
- Z-Zimno - wydukała dziewczynka, odpalając jedną z trzech zapałek, które widać tkwiły w jej pudełku, które trzymała w ręku.
W tej samej chwili zaczęło się dziać coś dziwnego. Poczuł ból, który zaczął się pomiędzy jego brwiami i rozlał po całej czaszce, zamknął oczy, syknął. Zakręciło mu się w głowie. Nie wiedział przez chwilę, co się dzieje, a gdy otworzył oczy, wcale nie był już w ciemnej alejce, ale w miejscu, które wyglądało jak park, lub las. Zamrugał, dostrzegając przy sobie Fiery i odetchnął lekko, ciesząc się, że nie jest w tym wszystkim sam.
- Em, wiesz może co się stało? Teleportowaliśmy się? - zapytał, próbując rozejrzeć się po okolicy, która w jakiś niewytłumaczalny sposób wydała mu się znajoma. - Może spróbujemy się rozeznać gdzie jesteśmy? - zaproponował, ruszając żwirową ścieżką. Nie uszedł jednak długo. Tuż za zakrętem stanął bowiem jak wryty, wpatrując się w budynek który się zaczął wyłaniać spomiędzy drzew.
Zdecydowanie lepiej się czuł wśród Bellów, którzy go przygarnęli, niż gdziekolwiek indziej dane było mu przebywać. Był wdzięczny za to, że Fiery go znalazła, bardziej niż kogokolwiek innemu. Dzięki nim mógł znaleźć rodzinę, pasję i jakiś cel w tej całej nikłej sensowności życia.
Czasami zastanawiał się, gdzie by się znalazł gdyby nie Fantasmagoria. I czy w ogóle by się gdzieś teraz znajdował.
Była to myśl, która często towarzyszyła mu przy kontaktach z duchami.
Dziś jednak chciał się skupić na cukierkach, śmieciach i wieczornym ognisku, przy którym znów pewnie usłyszy jakieś ciekawe historie od swojego rodzeństwa.
- Może jeszcze w takim razie coś dokupimy? Zostało mi trochę sykli. Może pianki? - zastanowił się. - Albo może ta cukiernia jest jeszcze otwarta? Były tam jakieś dobre ciastka? - liczył w głowie, ile mogą jeszcze wydać, nie wpadając w niełaskę Alexandra, który pewnie zacząłby coś ględzić o braku zdrowej diety i innych podobnych kwestiach. Jak gdyby Nicholas nadal miał dziesięć lat i pół szarej komórki.
Czasami go to irytowało, wiedział jednak, że inni się o niego po prostu troszczyli.
Tak jak on o nich, choć rzadko się przyznawał.
Miał miękkie serce, dlatego nie mógł przejść obojętnie obok ducha dziewczynki.
Nawet nie zauważył, gdy Fiery go dogoniła. Patrzył ze zmarszczonymi brwiami na nieświadomą sytuacji duszę, która widać utknęła w jakimś bardzo nieprzyjemnym wspomnieniu. Żałował, czasem, że nie pochylił się nad egzorcyzmami. Miał jednak to kiedyś w planach.
- Sprzedajesz zapałki? Jak długo tu jesteś? - zapytał łagodnym głosem. Próbował dowiedzieć się czegoś o duchu, może jakoś uświadomić go, co się stało, ten jednak trzęsąc się spojrzał na niego tymi przezroczystymi oczami, sprawiając wrażenie, że właśnie poznał jego najskrytsze myśli.
- Z-Zimno - wydukała dziewczynka, odpalając jedną z trzech zapałek, które widać tkwiły w jej pudełku, które trzymała w ręku.
W tej samej chwili zaczęło się dziać coś dziwnego. Poczuł ból, który zaczął się pomiędzy jego brwiami i rozlał po całej czaszce, zamknął oczy, syknął. Zakręciło mu się w głowie. Nie wiedział przez chwilę, co się dzieje, a gdy otworzył oczy, wcale nie był już w ciemnej alejce, ale w miejscu, które wyglądało jak park, lub las. Zamrugał, dostrzegając przy sobie Fiery i odetchnął lekko, ciesząc się, że nie jest w tym wszystkim sam.
- Em, wiesz może co się stało? Teleportowaliśmy się? - zapytał, próbując rozejrzeć się po okolicy, która w jakiś niewytłumaczalny sposób wydała mu się znajoma. - Może spróbujemy się rozeznać gdzie jesteśmy? - zaproponował, ruszając żwirową ścieżką. Nie uszedł jednak długo. Tuż za zakrętem stanął bowiem jak wryty, wpatrując się w budynek który się zaczął wyłaniać spomiędzy drzew.