22.08.2024, 03:06 ✶
Poczuł się w miarę bezpiecznie w momencie kiedy przekroczył barierę i nic mu się nie stało, nawet nie aktywował żadnej pułapki tuż po przejściu. Jak na badanie podziemi było to dość szczęśliwym trafem, ale teraz bał się poruszyć jakby w obawie, ze całe szczęście na dzisiaj wykorzystał właśnie na ten czyn sprzed chwili i teraz cokolwiek nie zrobi bezprzemyślenia to będzie skazany na porażkę. Dobrze, że nie miał w zwyczaju czynić rzeczy bezmyślnych - a przynajmniej nie podczas eksploracji wykopalisk.
- Teraz mnie ostrzegasz przed czymś takim?! - krzyknął przez ramię w stroi Cathala, który został pod drugiej stronie bariery. Po prawdzie to nie był jednak zaskoczony jego słowami, samemu podejrzewał również czegoś podobnego, dlatego nie pchał się od razu głębiej w pomieszczenie, chciał je najpierw odpowiednio zbadać. Do tego jednak potrzebował światła, bo nie był w stanie dojrzeć nawet czubka własnego nosa. Uniósł różdżkę i szybkim lumom maximą wyczarował kulę światła, którą posłał pod sufit.
Teraz mógł zabrać się za oględziny tego miejsca. Całe to pomieszczenie wyglądało jak stary warsztat magiczny, zaskakująco dużo tutaj było run i pieczęci zdobiących ściany, kilka z nich rozpoznał niemal natychmiast. Wszystko to wyglądało jakby nie tylko miało odpychać innych, ale również utrzymywać całą magię wewnątrz pomieszczenia - wzdrygnął się, odebrał nieprzyjemne uczucie, że cokolwiek co tutaj się działo nie było to nieszkodliwe nikomu wynajdywanie nowych zaklęć na wyczarowywanie bukietów kwiatów czy na podgrzewanie zimnych tostów. Westchnął i kucnął, aby dokładniej zbadać podłogę. Może bardziej obawiać się powinni nie tego kto może tu wejść, ale co może stąd wyjść? Pomieszczenie wyglądało na zwyczajne do bólu - jeśli pominąć te wyżłobienia w podłodze i "ozdoby" na ścianach, któĻre jasno wskazywały, że nie było to takie zwyczajny pokój.
- Na to wygląda, że masz rację, na pierwszy rzut oka nie wydaje się, jakby tu były pułapki. Daj mi jeszcze chwilę - odezwał się i wyciągnął ze swojej torby pędzelek. W kilku miejscach wokół siebie, szukając na podłodze śladów, które wskazywałyby na to, że znajdując się tu jakieś pułapki, ni wyglądało na to, żeby coś tutaj umiejscowił, jednak kręgi w podłodze stały się nieco wyraźniejsze. Będzie musiał je potem zbadać. Westchnął i przymknął na chwilę oczy, jakby posługując się jedynie nosem chciał wybadać sytuację. Przypominały mu się słowa swojego dawnego mentora w łamaniu klątw: gdy nie jesteś czegoś pewny zaufaj swojemu losu, jeżeli coś śmierdzi to nie jest bezpieczne. Tutaj poza zatęchłym zapachem kurzu nie było zbyt wielu zapachów - powoli i ostrożnie przestąpił dwa kroki wgłąb pomieszczenia, robiąc nieco miejsca dla Shafiqa. Za pomocą różdżki wyznawał magiczne linie, które wskazywały gdzie jest bezpiecznie żeby stanąć. Na spokojnie zmieściłyby się tu teraz cztery osoby, co prawda stałyby blisko siebie jak pingwiny na mrozie, ale by się zmieścili. - Zapraszam do środka - krzyknął jeszcze nim pochłonęły go runy widoczne na ścianie. Wyciągnął z torby notes i zaczął go wertować sprawdzając jednocześnie runy i pieczęcie ze ściany. Niektóre były znajome, niektórych wcale nie rozpoznawał dlatego też zaraz zaczął je przerysowywać.
- Nie chciał, żeby wykryto co tutaj robi, poza odpychaniem kobiet zadbał również o tłumienie magii, gdyby te pieczęci były nienaruszone stojąc na zewnątrz nikt nigdy by nie dowiedział się, że rzucono tu jakiekolwiek zaklęcie. - wyglądało na to, że faktycznie Blackwood był paranoikiem i to większym niż by się mogło wydawać. Przyglądał się teraz tym nienaruszonym pieczęciom i runom, wszystko wskazywało, że to one odpowiadały za barierę, która w obecnej formie chyba nie była już kompletna.
- Będę się ich pozbywać teraz, tak tylko ostrzegam jak byś wolał udać się w nieco bardziej bezpieczne miejsce - odczekał chwilę dając Shafiqowi moment, jeśli zdecyduje się opuścić komnatę, a potem zabrał się do pozbywania się run.
Rozproszenie - pozbycie się run
- Teraz mnie ostrzegasz przed czymś takim?! - krzyknął przez ramię w stroi Cathala, który został pod drugiej stronie bariery. Po prawdzie to nie był jednak zaskoczony jego słowami, samemu podejrzewał również czegoś podobnego, dlatego nie pchał się od razu głębiej w pomieszczenie, chciał je najpierw odpowiednio zbadać. Do tego jednak potrzebował światła, bo nie był w stanie dojrzeć nawet czubka własnego nosa. Uniósł różdżkę i szybkim lumom maximą wyczarował kulę światła, którą posłał pod sufit.
Teraz mógł zabrać się za oględziny tego miejsca. Całe to pomieszczenie wyglądało jak stary warsztat magiczny, zaskakująco dużo tutaj było run i pieczęci zdobiących ściany, kilka z nich rozpoznał niemal natychmiast. Wszystko to wyglądało jakby nie tylko miało odpychać innych, ale również utrzymywać całą magię wewnątrz pomieszczenia - wzdrygnął się, odebrał nieprzyjemne uczucie, że cokolwiek co tutaj się działo nie było to nieszkodliwe nikomu wynajdywanie nowych zaklęć na wyczarowywanie bukietów kwiatów czy na podgrzewanie zimnych tostów. Westchnął i kucnął, aby dokładniej zbadać podłogę. Może bardziej obawiać się powinni nie tego kto może tu wejść, ale co może stąd wyjść? Pomieszczenie wyglądało na zwyczajne do bólu - jeśli pominąć te wyżłobienia w podłodze i "ozdoby" na ścianach, któĻre jasno wskazywały, że nie było to takie zwyczajny pokój.
- Na to wygląda, że masz rację, na pierwszy rzut oka nie wydaje się, jakby tu były pułapki. Daj mi jeszcze chwilę - odezwał się i wyciągnął ze swojej torby pędzelek. W kilku miejscach wokół siebie, szukając na podłodze śladów, które wskazywałyby na to, że znajdując się tu jakieś pułapki, ni wyglądało na to, żeby coś tutaj umiejscowił, jednak kręgi w podłodze stały się nieco wyraźniejsze. Będzie musiał je potem zbadać. Westchnął i przymknął na chwilę oczy, jakby posługując się jedynie nosem chciał wybadać sytuację. Przypominały mu się słowa swojego dawnego mentora w łamaniu klątw: gdy nie jesteś czegoś pewny zaufaj swojemu losu, jeżeli coś śmierdzi to nie jest bezpieczne. Tutaj poza zatęchłym zapachem kurzu nie było zbyt wielu zapachów - powoli i ostrożnie przestąpił dwa kroki wgłąb pomieszczenia, robiąc nieco miejsca dla Shafiqa. Za pomocą różdżki wyznawał magiczne linie, które wskazywały gdzie jest bezpiecznie żeby stanąć. Na spokojnie zmieściłyby się tu teraz cztery osoby, co prawda stałyby blisko siebie jak pingwiny na mrozie, ale by się zmieścili. - Zapraszam do środka - krzyknął jeszcze nim pochłonęły go runy widoczne na ścianie. Wyciągnął z torby notes i zaczął go wertować sprawdzając jednocześnie runy i pieczęcie ze ściany. Niektóre były znajome, niektórych wcale nie rozpoznawał dlatego też zaraz zaczął je przerysowywać.
- Nie chciał, żeby wykryto co tutaj robi, poza odpychaniem kobiet zadbał również o tłumienie magii, gdyby te pieczęci były nienaruszone stojąc na zewnątrz nikt nigdy by nie dowiedział się, że rzucono tu jakiekolwiek zaklęcie. - wyglądało na to, że faktycznie Blackwood był paranoikiem i to większym niż by się mogło wydawać. Przyglądał się teraz tym nienaruszonym pieczęciom i runom, wszystko wskazywało, że to one odpowiadały za barierę, która w obecnej formie chyba nie była już kompletna.
- Będę się ich pozbywać teraz, tak tylko ostrzegam jak byś wolał udać się w nieco bardziej bezpieczne miejsce - odczekał chwilę dając Shafiqowi moment, jeśli zdecyduje się opuścić komnatę, a potem zabrał się do pozbywania się run.
Rozproszenie - pozbycie się run
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 31
Akcja nieudana
Akcja nieudana