22.08.2024, 22:01 ✶
— Polemizowałbym ze stwierdzeniem, iż jesteście jedyną odpowiednio wykwalifikowaną grupą do tej pracy w Ministerstwie Magii — odparł, westchnąwszy raptownie, jakby zabrakło mu powietrza w płucach. — Nie porównywałbym też pracowników innych departamentów do dzieci. To umniejsza ich ekspertyzie, którą zresztą zapewne wykorzystujecie do wewnętrznych ustaleń swojego departamentu, pozostawiając inne wydziały z pustymi rękami.
Jeśli ktoś już miał prawo wytykać nieuwagę przedstawicielom innych departamentów Ministerstwa Magii, to był to on sam, zwłaszcza jeśli chodziło o lekkomyślne działania Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów tuż po uchyleniu przejścia do Limbo podczas Beltane. Ale żeby pierwsza z brzegu czarownica stawiała siebie na piedestale, porównując swoich znajomych po fachu do dzieci?
Komuś awans za bardzo strzelił do głowy, pomyślał z krzywą miną, wznosząc wymownie oczy ku niebu. Oby Matka Natura wybaczyła tej kobiecie przerost ambicji przy rozliczeniu rachunku sumienia u kresu jej życia, bo w tej chwili nie potrafił się za nią wstawić u bogini i prosić o to, aby przebaczyła kobiecie. Poza tym miał wrażenie, że znalazł sobie nową osobę godną jego frustracji. Brenna powinna być zadowolona, że tym razem się jej upiekło.
— O tym, tfu, robactwie w powietrzu! — rzucił przez zaciśnięte zęby, cofając się coraz dalej i dalej.
Machał jednocześnie rękami w powietrzu, próbując odpędzić od siebie zagniewany rój owadów. Że też to jego zawsze spotykało coś takiego! Reszta egzorcystów w spokoju odprawiała sobie egzorcyzmy za wysokie stawki, a on musiał latać po miejscach przestępstw z innymi pracownikami Ministerstwa. Dobre sobie! Na co mu to wszystko było, skoro musiał...
W tym momencie zaczął nerwowo podskakiwać, gdy owady nie tylko przestały wokół niego latać, ale też zdecydowały się na nim przysiąść. Ramiona, tułów, ręce, nogi, głowa, szyja, twarz... Nie mógł się od nich opędzić. Zaczął pluć, próbując odpędzić intruzów od swoich ust, aż w końcu rzucił się na ziemię, chcąc za wszelką cenę chronić twarz i zasłaniając rękami uszy, co by i tam nie wlazły mu te małe diabły.
Jeśli ktoś już miał prawo wytykać nieuwagę przedstawicielom innych departamentów Ministerstwa Magii, to był to on sam, zwłaszcza jeśli chodziło o lekkomyślne działania Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów tuż po uchyleniu przejścia do Limbo podczas Beltane. Ale żeby pierwsza z brzegu czarownica stawiała siebie na piedestale, porównując swoich znajomych po fachu do dzieci?
Komuś awans za bardzo strzelił do głowy, pomyślał z krzywą miną, wznosząc wymownie oczy ku niebu. Oby Matka Natura wybaczyła tej kobiecie przerost ambicji przy rozliczeniu rachunku sumienia u kresu jej życia, bo w tej chwili nie potrafił się za nią wstawić u bogini i prosić o to, aby przebaczyła kobiecie. Poza tym miał wrażenie, że znalazł sobie nową osobę godną jego frustracji. Brenna powinna być zadowolona, że tym razem się jej upiekło.
— O tym, tfu, robactwie w powietrzu! — rzucił przez zaciśnięte zęby, cofając się coraz dalej i dalej.
Machał jednocześnie rękami w powietrzu, próbując odpędzić od siebie zagniewany rój owadów. Że też to jego zawsze spotykało coś takiego! Reszta egzorcystów w spokoju odprawiała sobie egzorcyzmy za wysokie stawki, a on musiał latać po miejscach przestępstw z innymi pracownikami Ministerstwa. Dobre sobie! Na co mu to wszystko było, skoro musiał...
W tym momencie zaczął nerwowo podskakiwać, gdy owady nie tylko przestały wokół niego latać, ale też zdecydowały się na nim przysiąść. Ramiona, tułów, ręce, nogi, głowa, szyja, twarz... Nie mógł się od nich opędzić. Zaczął pluć, próbując odpędzić intruzów od swoich ust, aż w końcu rzucił się na ziemię, chcąc za wszelką cenę chronić twarz i zasłaniając rękami uszy, co by i tam nie wlazły mu te małe diabły.