22.08.2024, 22:46 ✶
— Jak bardzo by mnie to nie bolało, tak Pani Księżyca dała wam wolną wolę, żebyście mogli z niej korzystać. Nawet jeśli przez to jawnie odmawiacie chwalenie jej imienia i darów, jakie regularnie zsyła na ten świat — odparł takim tonem, jakby był o krok od zapędzenia ich do salki katechetycznej i wygłoszeniem przydługiego wykładu na temat tego, które z nich najbardziej potrzebuje bóstwa w swoim sercu. — Niech nas bogowie mają w opiece w tych mrocznych czasach.
Skinął głową na uwagę Patricka.
— Bardziej gotowy już nie będę — stwierdził, zerkając z niezadowoleniem na ministerialnego przywoływacza. Jak to tak rezygnować z pieśni ku czci Matki? Ktoś tu ewidentnie zbyt rzadko uczestniczył w obrzędach religijnych kowenu, skoro nie rozumiał, jak pozytywny wpływ może wywrzeć wpływ bogini na miejsce odprawiania egzorcyzmów. — Chyba że pan ma coś przeciwko temu, panie Digby.
Zerknął pustym wzrokiem na mężczyznę, a kiedy wszyscy byli już gotowi do przejścia do głównej sali, pchnął drzwi i wszedł do środka. Skrzywił się lekko na zaduch panujący w pomieszczeniu, jednak darował sobie wszelkie komentarze na temat wywietrzenia sali przed przeprowadzeniem rytuału. Przeciągi bywały problematyczne podczas rytuałów. Co bardziej przesądne kapłanki kowenu wierzyły, że powietrze z zewnątrz niosło ze sobą energię, która mogła zanegować tę, która już znajdowała się w danym miejscu. Zdecydowanie nie potrzebowali teraz czegoś takiego.
Podobnie jak podczas swojej ostatniej wizyty, Sebastian zaczął kreślić na podłodze różdżką uproszczony schemat run, który prowadził od środka sali ku jednej z bocznych ścian. Każdy ze znaków jarzył się srebrzystym światłem, jednak było one przytłumione. Ostatni, a zarazem największy znak znalazł się na ścianie. Jeśli ktoś z zebranych zdecydował się podejść bliżej, mógł usłyszeć ciche, ledwo możliwe do wychwycenia buczenie, sugerujące silne naładowania energią magiczną.
— Cóż, to chyba możemy zaczynać — oznajmił, zatrzymując się przy umiejscowionej w centrum pomieszczenia czaszce. Nawet ''uwięziona'' w Ministerstwie Magii wydawała mu się równie przerażająca, jak w lesie wokół mugolskiego ośrodka wypoczynkowego. — Panie Digby, ufam, że będzie pan w stanie utrzymać pierwsze dusze w ryzach.
Po tych słowach Macmillan opadł powoli na kolana i zaczął odprawiać modły w języku łacińskim. Brenna i Patrick mogli kojarzyć niektóre frazy z ich poprzedniej operacji, jednak tym razem mężczyzna modlił się bardziej personalnie, prosząc Matkę o wybaczenie i pożałowanie niewinnych dusz uwięzionych w czarnomagicznym artefakcie. Z każdym kolejnym słowem egzorcysty, powierzchnia czaszki zaczęła pokrywać się coraz intensywniejszym blado-srebrnym światłem.
Skinął głową na uwagę Patricka.
— Bardziej gotowy już nie będę — stwierdził, zerkając z niezadowoleniem na ministerialnego przywoływacza. Jak to tak rezygnować z pieśni ku czci Matki? Ktoś tu ewidentnie zbyt rzadko uczestniczył w obrzędach religijnych kowenu, skoro nie rozumiał, jak pozytywny wpływ może wywrzeć wpływ bogini na miejsce odprawiania egzorcyzmów. — Chyba że pan ma coś przeciwko temu, panie Digby.
Zerknął pustym wzrokiem na mężczyznę, a kiedy wszyscy byli już gotowi do przejścia do głównej sali, pchnął drzwi i wszedł do środka. Skrzywił się lekko na zaduch panujący w pomieszczeniu, jednak darował sobie wszelkie komentarze na temat wywietrzenia sali przed przeprowadzeniem rytuału. Przeciągi bywały problematyczne podczas rytuałów. Co bardziej przesądne kapłanki kowenu wierzyły, że powietrze z zewnątrz niosło ze sobą energię, która mogła zanegować tę, która już znajdowała się w danym miejscu. Zdecydowanie nie potrzebowali teraz czegoś takiego.
Podobnie jak podczas swojej ostatniej wizyty, Sebastian zaczął kreślić na podłodze różdżką uproszczony schemat run, który prowadził od środka sali ku jednej z bocznych ścian. Każdy ze znaków jarzył się srebrzystym światłem, jednak było one przytłumione. Ostatni, a zarazem największy znak znalazł się na ścianie. Jeśli ktoś z zebranych zdecydował się podejść bliżej, mógł usłyszeć ciche, ledwo możliwe do wychwycenia buczenie, sugerujące silne naładowania energią magiczną.
— Cóż, to chyba możemy zaczynać — oznajmił, zatrzymując się przy umiejscowionej w centrum pomieszczenia czaszce. Nawet ''uwięziona'' w Ministerstwie Magii wydawała mu się równie przerażająca, jak w lesie wokół mugolskiego ośrodka wypoczynkowego. — Panie Digby, ufam, że będzie pan w stanie utrzymać pierwsze dusze w ryzach.
Po tych słowach Macmillan opadł powoli na kolana i zaczął odprawiać modły w języku łacińskim. Brenna i Patrick mogli kojarzyć niektóre frazy z ich poprzedniej operacji, jednak tym razem mężczyzna modlił się bardziej personalnie, prosząc Matkę o wybaczenie i pożałowanie niewinnych dusz uwięzionych w czarnomagicznym artefakcie. Z każdym kolejnym słowem egzorcysty, powierzchnia czaszki zaczęła pokrywać się coraz intensywniejszym blado-srebrnym światłem.
(Charyzma) Jak dobrze Sebastianowi idą egzorcyzmy x2
Rzut PO 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!