23.08.2024, 01:51 ✶
Basilius, chociaż sama sytuacja nie była zabawna i chyba nie należało zachęcać Brenny do śmiechu, bo jeszcze by sobie coś w ten sposób uszkodziła, parsknął rozbawiony, gdy usłyszał w jaki sposób niektórzy brygadziści załatwiają swoje sprawy.
– Patrz, a ja zazwyczaj wtedy po prostu komuś obiecuję, że pójdę za niego prosić o coś moją kuzynkę. Niektórzy tutaj traktują przestrzeń wokół niej i nią samą, jako takie szpitalne Little Hangleton – Z tym, że Florence nie rzucała klątw na innych pracowników. Florence po prostu, w oczach niektórych, była straszna. Miał też oczywiście inne metody, jak przekupywanie recepcjonistki czekoladkami, spisywanie urodzin współpracowników, by potem u nich zapunktować, lub wygrywanie przysług w karty, ale zwłaszcza tym ostatnim może niekoniecznie chciał się chwalić.
– Masz siniaka – mruknął, przyglądając jej się z uwagą, by upewnić się, czy aby na pewno to uderzenie w głowę nie było za mocne.
Znowu się uśmiechała. Pogodnie. Dlaczego ona mu to robiła i znowu się uśmiechała? Bo rzeczywiście powoli zaczynał mieć wrażenie, że ta sytuacja go przytłaczała. Nie dlatego, że nie wiedział co robić, a dlatego że nawet nie miał szansy czegokolwiek zrobić, bo ta klątwą nie dawała im chwili spokoju i prawdę mówiąc naprawdę zaczynał żałować, że nie poprosił tak na wszelki wypadek dwóch osób o to, by zajęły się za niego Brenną, gdyby cos stało się tej pierwszej. A potem Brenna znowu się uśmiechnęła, a Basilius przypomniał sobie, że niestety całkiem ją lubił i może zamiast załamywać ręce po prostu należało jej pomóc.
I chyba tylko dlatego nie miał ochoty rzucić tym eliksirem o ścianę i dać się wybuchnąć, gdy zobaczył, że był wadliwy. A przecież ostatnio upewniał się, że wszystkie zasoby w jego gabinecie nie były blismo przekroczenia terminu ważności. Jakim więc cudem ominął ten jeden i jakim cudem on tak bulgotał? Nic w jego składzie nie wskazywało na to, że mógłby tak bulgotać!
Na całe szczęście nic nie wybuchło, a on szybko załatwił sprawę problematycznego wywaru. Pozostawała jedynie jeszcze sprawa problematycznej klątwy. Basilius powstrzymał się przed ciężkim westchnięcie, uśmiechnął się do Brenny po prewettowsku, bo skoro ona mogła to on też i zabrał się za pracę, balansując na granicy pomiędzy zalecaną ostrożnością, a zdecydowanie zbyt paranoiczną ostrożnością.
– Patrz, a ja zazwyczaj wtedy po prostu komuś obiecuję, że pójdę za niego prosić o coś moją kuzynkę. Niektórzy tutaj traktują przestrzeń wokół niej i nią samą, jako takie szpitalne Little Hangleton – Z tym, że Florence nie rzucała klątw na innych pracowników. Florence po prostu, w oczach niektórych, była straszna. Miał też oczywiście inne metody, jak przekupywanie recepcjonistki czekoladkami, spisywanie urodzin współpracowników, by potem u nich zapunktować, lub wygrywanie przysług w karty, ale zwłaszcza tym ostatnim może niekoniecznie chciał się chwalić.
– Masz siniaka – mruknął, przyglądając jej się z uwagą, by upewnić się, czy aby na pewno to uderzenie w głowę nie było za mocne.
Znowu się uśmiechała. Pogodnie. Dlaczego ona mu to robiła i znowu się uśmiechała? Bo rzeczywiście powoli zaczynał mieć wrażenie, że ta sytuacja go przytłaczała. Nie dlatego, że nie wiedział co robić, a dlatego że nawet nie miał szansy czegokolwiek zrobić, bo ta klątwą nie dawała im chwili spokoju i prawdę mówiąc naprawdę zaczynał żałować, że nie poprosił tak na wszelki wypadek dwóch osób o to, by zajęły się za niego Brenną, gdyby cos stało się tej pierwszej. A potem Brenna znowu się uśmiechnęła, a Basilius przypomniał sobie, że niestety całkiem ją lubił i może zamiast załamywać ręce po prostu należało jej pomóc.
I chyba tylko dlatego nie miał ochoty rzucić tym eliksirem o ścianę i dać się wybuchnąć, gdy zobaczył, że był wadliwy. A przecież ostatnio upewniał się, że wszystkie zasoby w jego gabinecie nie były blismo przekroczenia terminu ważności. Jakim więc cudem ominął ten jeden i jakim cudem on tak bulgotał? Nic w jego składzie nie wskazywało na to, że mógłby tak bulgotać!
Na całe szczęście nic nie wybuchło, a on szybko załatwił sprawę problematycznego wywaru. Pozostawała jedynie jeszcze sprawa problematycznej klątwy. Basilius powstrzymał się przed ciężkim westchnięcie, uśmiechnął się do Brenny po prewettowsku, bo skoro ona mogła to on też i zabrał się za pracę, balansując na granicy pomiędzy zalecaną ostrożnością, a zdecydowanie zbyt paranoiczną ostrożnością.