— Owszem. Jako prefekt też mogłem to robić. Głównie uczyło to tego, że życie nie jest uczciwe i zawsze wygra kolesiostwo — stwierdził, bez cienia zażenowania, że sam tak robił. Miał wtedy naście lat i w głowie głównie siano. Sam był uprzywilejowanym arystokratą, który przywykł do tego, aby dostawać to, czego chce, zasady uznając za sugestie. W tym czasie miał też w sobie dużo więcej gniewu na świat, niespokojnej energii, która jeszcze czasem się w nim budziła, ale potrafił nad nią zapanować. Przekuwał erupcję wulkanu w powoli sączącą się lawę, dając powietrzu i wodzie działać, aby otoczyć ogień kokonem bazaltu i oddzielić go od świata. Pozostało tylko przyjemne ciepło pulsujące na powierzchni, które i teraz z niego emanowało.
— Wysoko urodzone snoby, całkiem przystojni, nieźle wyedukowani. Mnóstwo niewykorzystanego potencjału — podsumował braci Mulciber. Rozmawiając, znów jego wspomnienia powędrowały ku czarnej sylwetce zamku. Westchnął ciężko i zaprzeczył. Była osoba o podobnych doświadczeniach, co jego, tym samym talencie, bardzo bliska osoba, która pojawiła się na ostatnim roku, przewróciła jego życie do góry nogami. — Tylko na ostatnim roku. Niestety, już nie jesteśmy na przyjaznej stopie.
Chciał odczarować dla siebie to miejsce, więc zepchnął myśli daleko, zwłaszcza gdy rozpoczął się taniec. Zresztą, Guinevere zrobiła bardzo dużo samą swoją obecnością, aby zapomniał. Myśli uciekły, gdy muzyka płynęła, gdy magia działała, przyśpieszając jego tętno. Zabawne, raczej był fanem sztuk klasycznych, ale z Jonathanem, ku rozpaczy Anthony'ego, chadzali na musicale i teraz czuł się jak w jednym. Palce zaciskały się nieco na ubraniach, na wybranej przez niego sukni, uszytej z blasku księżyca. Pierwsze momenty tańca z odpowiednim taktem zdradzały, że znał długość jej kroków, nachylenie ramion, pozwalał jej spoczywać w swoich ramionach, jego oczy błyskały mgłą i czystością, gdy spoglądał sekundy do przodu.
Pośrodku tego tańca, łaknął jej bliskości. Wystarczyło tylko wypowiedzieć jego imię, a mógł stać się jego uosobieniem, nocną marą przynoszącą przyjemność.
Wtedy też eliksir buzujący w żyłach osiągnął swój szczyt działania, kroki tańców zsynchronizowały się, nie tylko ich, ale całej grupy na parkiecie i orkiestry. A oni byli w centrum. Czy dookoła Niewymownych zawsze działo się coś dziwnego? Owszem.
— Showin' out, showin' out, hit and run, // boy meets girl where the beat goes on // stitched up tight, I can't shake free, // Cause love is the drug for me* — zaczął śpiewać zwrotkę, a przeciągając ostatnie me, zahaczył nogę Guinevere o swoje biodro i odchylił jej plecy do tyłu, tak, że jej tułów znajdował się równolegle do podłogi. I jakoś zadziałała magia eliksiru, że dziwność tej sytuacji wcale taka się nie zdawała.
*Fragment utworu Love is drug