24.08.2024, 14:41 ✶
— Musicie... rozproszyć... magię — wystękał w stronę Niewymownej przez zaciśnięte zęby. Chociaż zdołał zidentyfikować, że owady były jedynie omamami wywołanymi przez duchy, tak wydawały się dla niego aż nazbyt realne. To było jak natknięcie się na bogina po uchyleniu przypadkowej szafki na strychu. — I s-stworzyć b-barierę c-cieplną.
Skłamał. Bariery nie były wymagane, a stanowiły raczej jego osobiste preferencje. Wątpił jednak, aby którekolwiek z nich wzgardziło tę sugestią. Znał Limbo. Może nie miał przyjemności odwiedzenia ich w ten sam sposób, jak zrobili to Zimni, ale dalej miał wiedzę na temat wymiaru umarłych przeznaczoną wyłącznie rodzinie Trelawney. Przeskoki, jakich doświadczali jego krewni, były przerażające, intensywne i niespodziewane, ale rzadko kiedy niosły ze sobą tak przenikliwie zimno. To była raczej cecha wrodzona błąkających się po świecie zjaw, które odrzuciły możliwość przejścia na drugą stronę.
Duża liczba duchów albo... Wyciek z Limbo?, gdybał bezgłośnie Sebastian, próbując dźwignąć się niezgrabnie na nogi, jednak zamiast tego wylądował na kolanach. Niektóre miejsca nawiedzone przez duże ilości duchów miewały problemy z wahaniami temperatur. Niematerialne zjawy miały to do siebie, że naturalnie wychładzały dane miejsce, a jeśli naprawdę im na tym zależało, to potrafiły nawet manipulować tym efektem, na przykład po to, aby wypędzić niechcianych gości. Ale żeby osiągnąć taki efekt, musiało ich tutaj być naprawdę dużo.
— Isobell, c-coś ty n-narobiła — wymamrotał, czując, że jego zęby zaczynają powoli szczękać o siebie nawzajem, a chłód zaczyna sięgać coraz głębiej i głębiej.
Kątem oka widział próby reszty swych towarzyszy, którzy próbowali coś zrobić z nagłą interwencją ze strony tutejszych zjaw. Nie podobało mu się to, jak słabo im z tym szło. Martwiło go to. To nie było pierwsze ''rodeo'' Brenny Longbottom, po dotychczasowych spotkaniach z duchami powinno jej z tym lepiej iść, a Niewymowna... Cóż, udowodniła, że jedyne, w czym była dobra to w słowach. Wszystko na naszej głowie, Matko, pomyślał, po czym pochylił się do przodu, aby zaraz przyłożyć czoło do podłoża.
O Pani Księżyca, ty, która władasz darami natury, wysłuchaj mych pokornych próśb. W ciemności ukryte, niewidzialne duchy, których istnienie tylko w twoim świetle odczuwamy, prosimy o objawienie się. Niech twoja łaska oświetli ich istnienie. Pozwól nam stać się świadkami ich obecności. W imię twych dekretów stworzenia otwórz nasze oczy na to, co pozostaje w świecie niewidzialnym, modlił się Macmillan, jakby wstawiennictwo Matki mogło w tym momencie jakkolwiek amplifikować ich starania.
Każde słowo kształtowane w jego głowie stawało się coraz trudniejsze do uformowania, aż nagle doświadczył przeskoku. Przynajmniej częściowego, bo chociaż nie dane mu było zobaczyć okolicy w ''wymarłym'' wydaniu, tak aż nazbyt dobrze widział znajdującą się tuż obok niego sylwetkę ducha, który... Grzebał mu w klatce piersiowej. Chciał odskoczyć, odsunąć się, jednak zamiast tego... Sięgnął po różdżkę i ''wbił ją'' w bezcielesne, raz jeszcze sięgając po magię Rozpraszającą. Pragnął w ten sposób zerwać z ducha i jego potencjalnych towarzyszy ich niewidzialne płaszcze i zmusić je do objawienia się w innej postaci, jakie mogły przyjąć w królestwie żywych.
Skłamał. Bariery nie były wymagane, a stanowiły raczej jego osobiste preferencje. Wątpił jednak, aby którekolwiek z nich wzgardziło tę sugestią. Znał Limbo. Może nie miał przyjemności odwiedzenia ich w ten sam sposób, jak zrobili to Zimni, ale dalej miał wiedzę na temat wymiaru umarłych przeznaczoną wyłącznie rodzinie Trelawney. Przeskoki, jakich doświadczali jego krewni, były przerażające, intensywne i niespodziewane, ale rzadko kiedy niosły ze sobą tak przenikliwie zimno. To była raczej cecha wrodzona błąkających się po świecie zjaw, które odrzuciły możliwość przejścia na drugą stronę.
Duża liczba duchów albo... Wyciek z Limbo?, gdybał bezgłośnie Sebastian, próbując dźwignąć się niezgrabnie na nogi, jednak zamiast tego wylądował na kolanach. Niektóre miejsca nawiedzone przez duże ilości duchów miewały problemy z wahaniami temperatur. Niematerialne zjawy miały to do siebie, że naturalnie wychładzały dane miejsce, a jeśli naprawdę im na tym zależało, to potrafiły nawet manipulować tym efektem, na przykład po to, aby wypędzić niechcianych gości. Ale żeby osiągnąć taki efekt, musiało ich tutaj być naprawdę dużo.
— Isobell, c-coś ty n-narobiła — wymamrotał, czując, że jego zęby zaczynają powoli szczękać o siebie nawzajem, a chłód zaczyna sięgać coraz głębiej i głębiej.
Kątem oka widział próby reszty swych towarzyszy, którzy próbowali coś zrobić z nagłą interwencją ze strony tutejszych zjaw. Nie podobało mu się to, jak słabo im z tym szło. Martwiło go to. To nie było pierwsze ''rodeo'' Brenny Longbottom, po dotychczasowych spotkaniach z duchami powinno jej z tym lepiej iść, a Niewymowna... Cóż, udowodniła, że jedyne, w czym była dobra to w słowach. Wszystko na naszej głowie, Matko, pomyślał, po czym pochylił się do przodu, aby zaraz przyłożyć czoło do podłoża.
O Pani Księżyca, ty, która władasz darami natury, wysłuchaj mych pokornych próśb. W ciemności ukryte, niewidzialne duchy, których istnienie tylko w twoim świetle odczuwamy, prosimy o objawienie się. Niech twoja łaska oświetli ich istnienie. Pozwól nam stać się świadkami ich obecności. W imię twych dekretów stworzenia otwórz nasze oczy na to, co pozostaje w świecie niewidzialnym, modlił się Macmillan, jakby wstawiennictwo Matki mogło w tym momencie jakkolwiek amplifikować ich starania.
Każde słowo kształtowane w jego głowie stawało się coraz trudniejsze do uformowania, aż nagle doświadczył przeskoku. Przynajmniej częściowego, bo chociaż nie dane mu było zobaczyć okolicy w ''wymarłym'' wydaniu, tak aż nazbyt dobrze widział znajdującą się tuż obok niego sylwetkę ducha, który... Grzebał mu w klatce piersiowej. Chciał odskoczyć, odsunąć się, jednak zamiast tego... Sięgnął po różdżkę i ''wbił ją'' w bezcielesne, raz jeszcze sięgając po magię Rozpraszającą. Pragnął w ten sposób zerwać z ducha i jego potencjalnych towarzyszy ich niewidzialne płaszcze i zmusić je do objawienia się w innej postaci, jakie mogły przyjąć w królestwie żywych.
(Rozproszenie) Ujawnienie duchów w Stonehenge x2
Rzut N 1d100 - 27
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!
(Anomalie w Stonehenge, bo wcześniej zapomniałem XD) 1 = wynik zgodny z losowaniem, 2 = +10 do rzutu
Rzut 1d2 - 1