14.01.2023, 17:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2023, 20:25 przez Florence Bulstrode.)
Może było faktycznie lepiej, że Florence nie miała pojęcia, co myślał Patrick. Mogłaby wtedy stracić trochę tej pewności siebie, którą zwykle emanowała i w pracy, i w życiu prywatnym, bojąc się, że coś zrobi nie tak i przypadkiem w złym momencie, gdy splecie się zbyt wiele rzeczy, popchnie Stewarda na sam krawędź jakiejś przepaści. Chociaż nigdy nie pomyślałaby, że ją okrada on lub ktokolwiek inny. Choć dość surowa, czasem może nieco oschła, i na pewno nie emanująca urokiem, do licznych krewnych, zwłaszcza rówieśników lub młodszych i nielicznych przyjaciół Florence miała ogromną słabość. Nawet jeśli niektórzy z nich nie gościli w jej życiu już bardzo często, byli jego częścią. Zakotwiczali ją w rzeczywistości i sprawiali, że nie była tylko uzdrowicielką – nawet jeżeli jako taka identyfikowała się przede wszystkim.
- Tak. To jedyne miasto poza wyspami w jakim byłam – przyznała. Spędziła tam nawet kilka tygodni, poznając działanie magicznej służby zdrowia poza Anglią. Barcelona i wszystkie inne kraje, bliskie czy dalekie, były dla niej tylko opowieściami i zdjęciami z gazet. – Francuski jest koszmarny. Jego nauka to chyba jedyna rzecz, przy której musiałam uznać swoją bezwzględną porażkę – dodała, kąciki ust drgnęły jej lekko, chociaż wtedy było to źródłem ogromnej frustracji. Próbowała przed wyjazdem, będąc we Francji i po powrocie, nic jednak z tego nie wyszło.
Głębsza odpowiedź faktycznie nie padła. To nie tak, że Florence wcale nie interesowała się Grinewaldem. Słyszała o nim czasem w dzieciństwie, potem w szkole, a wreszcie nastąpiła niedawna powtórka z historii. Z drugiej strony uzdrowicielka jednak też nie skupiała się ani na tym starym, ani na tym nowym konflikcie, a choć ze swoim poszanowanej dla cudzego życia nigdy nie mogłaby poprzeć postulatów Voldemorta, dorastała wśród rodów czystej krwi. Jej poglądy na mugoli i czarodziejów wcale nie było więc takie jednoznaczne.
- On i wielu innych spośród nas. Z drugiej strony wśród nich byli tacy, którzy chcieli nas palić na stosach. Za bardzo się różnimy, żeby nasze kontakty mogły być proste.
Również odsunęła się od barierki i ujęła zaoferowane ramię, pozwalając, by poprowadził ją w stronę kawiarni. Miała przez chwilę chęć spytać, co go tu przyciągało: widok, most ta szarlotka – ale tym razem trzymała język za zębami. Wciąż zastanawiała się, czy było to towarzyskie spotkanie, czy nie myliła się i Steward faktycznie miał problem. Postanowiła nie wypytywać od razu i nie naciskać: w końcu pewnie prędzej czy później i tak się dowie.
- Sprawdźmy więc tę herbatę. Mam nadzieję, że jest lepsza niż w herbaciarni Munga – rzuciła więc tylko.
- Tak. To jedyne miasto poza wyspami w jakim byłam – przyznała. Spędziła tam nawet kilka tygodni, poznając działanie magicznej służby zdrowia poza Anglią. Barcelona i wszystkie inne kraje, bliskie czy dalekie, były dla niej tylko opowieściami i zdjęciami z gazet. – Francuski jest koszmarny. Jego nauka to chyba jedyna rzecz, przy której musiałam uznać swoją bezwzględną porażkę – dodała, kąciki ust drgnęły jej lekko, chociaż wtedy było to źródłem ogromnej frustracji. Próbowała przed wyjazdem, będąc we Francji i po powrocie, nic jednak z tego nie wyszło.
Głębsza odpowiedź faktycznie nie padła. To nie tak, że Florence wcale nie interesowała się Grinewaldem. Słyszała o nim czasem w dzieciństwie, potem w szkole, a wreszcie nastąpiła niedawna powtórka z historii. Z drugiej strony uzdrowicielka jednak też nie skupiała się ani na tym starym, ani na tym nowym konflikcie, a choć ze swoim poszanowanej dla cudzego życia nigdy nie mogłaby poprzeć postulatów Voldemorta, dorastała wśród rodów czystej krwi. Jej poglądy na mugoli i czarodziejów wcale nie było więc takie jednoznaczne.
- On i wielu innych spośród nas. Z drugiej strony wśród nich byli tacy, którzy chcieli nas palić na stosach. Za bardzo się różnimy, żeby nasze kontakty mogły być proste.
Również odsunęła się od barierki i ujęła zaoferowane ramię, pozwalając, by poprowadził ją w stronę kawiarni. Miała przez chwilę chęć spytać, co go tu przyciągało: widok, most ta szarlotka – ale tym razem trzymała język za zębami. Wciąż zastanawiała się, czy było to towarzyskie spotkanie, czy nie myliła się i Steward faktycznie miał problem. Postanowiła nie wypytywać od razu i nie naciskać: w końcu pewnie prędzej czy później i tak się dowie.
- Sprawdźmy więc tę herbatę. Mam nadzieję, że jest lepsza niż w herbaciarni Munga – rzuciła więc tylko.