24.08.2024, 16:46 ✶
Jonathan jedynie skinął głową, nie mając na razie najmniejszej ochoty na wyciąganie z jednej z biblioteczek w swojej sypialni książki, która tak dobitnie przypominała mu o tej całej sytuacji. Da ją Morpheusowi, gdy już będzie wychodził. Prawdę mówiąc, spodziewał się raczej, że przyjaciel mu odmówił, ale kto wie, czym zajmowała się Departament Tajemnic? Może Longbottom uznał, że naprawdę potrzebował edukacji w tamtym zakresie?
Westchnął nieco zbyt dramatycznie, bo może i tamatem Zakonu odsuwał nieco myśli ich obojgu od jego wampirzego przyjaciela, ale naprawdę chciał dać znać Morpheusowi, że ten pomysł mu się nie podobał.
– Morphy, nie przeczę, że twoje oblicze i ta ciemna aureola loków idealnie by pasowały na źródło inspiracji do nie jednego fresku przedstawiającego anioły zemsty, lub też na wzór rzeźby przedstawiającej oblubieńca samej Nemezis, ale... – Urwał, bo najgorsze w tym wszystkim było to, że Selwyn doskonale wybór przyjaciela rozumiał, zwłaszcza że chodziło nie tylko o naprawianie świata, a śmierć tak bliskiej Longbottomowi osoby. I to jeszcze Brenna zaproponowała mu to pierwsza! Przecież nie będzie się obrażał na Brennę! – Dokładasz sobie zdecydowanie za dużo ryzyka mój drogi, a świat potrzebuje cię tak żywego, jak to tylko możliwe.
Rozumiał pracę w Departamencie Tajemnic. Rozumiał też uczestniczenie w kółku książki Brenny. Ale i to i to? No dobrze, to też rozumiał. Po prostu tu chodziło o Morpheusa, a on szalenie nie chciał, by przyjaciel jeszcze bardziej igrał z losem.
Pokręcił głową i ponownie zaczął chodzić po pokoju, walcząc z przemożną chęcią, by po prostu położyć się na dywanie i dać się pochłonąć tym wszystkim myślom, próbując jednocześnie ukryć pewną frustrację, która wyniknęła z tego, że nie udało mu się podejrzeć nici Morpheusa, chyba z tych wszystkich nerwów, a przecież potrzebował tego zapewnienia. Nie ważne, że czarodziej oferował pomoc. Że nie zrobił nic, co by wskazywało na to, że jest na Selwyna wściekły. Po prostu czasem łapał się na tym, że w sytuacjach takich jak ta, potrzebował wyraźnego dowodu.
Chociaż słowa, które zostały chwilę później wypowiedziane, też pomogły. Ponownie się zatrzymał i zerknął na swojego rozmówcę powoli kręcąc głową.
– Nigdy mi tego nie powiedział – przyznał się cicho, bo jeśli istniało jakieś wampirzo-romantyczne BHP, to zdecydowanie się do niego nie stosował. W tamtym momencie wystarczyło mu tylko zapewnienie, że czym jest wiek w obliczu ich wspólnego szczęścia, które trwało tu i teraz. Westchnął cicho. Klątwa. Genialne, szkoda tylko, że nie miał tego co do niej potrzebne. – Poszukanie przepowiedni... Gdybyś mógł... Tak. To dobry pomysł. Morphy... Strasznie cię za to wszystko przepraszam.
Gdyby wiedział, że tak to się skończy, nigdy nie rozpocząłby tego związku. Nigdy nie zrobiłby nic, co sprawiłoby, że życie jego przyjaciół byłoby w jakimkolwiek niebezpieczeństwie.
Nie odwrócił wzroku tylko dlatego, że ponownie spróbował zerknąć na ich nici. Tak tylko dla pewności.
Nici (Percepcja III)
Westchnął nieco zbyt dramatycznie, bo może i tamatem Zakonu odsuwał nieco myśli ich obojgu od jego wampirzego przyjaciela, ale naprawdę chciał dać znać Morpheusowi, że ten pomysł mu się nie podobał.
– Morphy, nie przeczę, że twoje oblicze i ta ciemna aureola loków idealnie by pasowały na źródło inspiracji do nie jednego fresku przedstawiającego anioły zemsty, lub też na wzór rzeźby przedstawiającej oblubieńca samej Nemezis, ale... – Urwał, bo najgorsze w tym wszystkim było to, że Selwyn doskonale wybór przyjaciela rozumiał, zwłaszcza że chodziło nie tylko o naprawianie świata, a śmierć tak bliskiej Longbottomowi osoby. I to jeszcze Brenna zaproponowała mu to pierwsza! Przecież nie będzie się obrażał na Brennę! – Dokładasz sobie zdecydowanie za dużo ryzyka mój drogi, a świat potrzebuje cię tak żywego, jak to tylko możliwe.
Rozumiał pracę w Departamencie Tajemnic. Rozumiał też uczestniczenie w kółku książki Brenny. Ale i to i to? No dobrze, to też rozumiał. Po prostu tu chodziło o Morpheusa, a on szalenie nie chciał, by przyjaciel jeszcze bardziej igrał z losem.
Pokręcił głową i ponownie zaczął chodzić po pokoju, walcząc z przemożną chęcią, by po prostu położyć się na dywanie i dać się pochłonąć tym wszystkim myślom, próbując jednocześnie ukryć pewną frustrację, która wyniknęła z tego, że nie udało mu się podejrzeć nici Morpheusa, chyba z tych wszystkich nerwów, a przecież potrzebował tego zapewnienia. Nie ważne, że czarodziej oferował pomoc. Że nie zrobił nic, co by wskazywało na to, że jest na Selwyna wściekły. Po prostu czasem łapał się na tym, że w sytuacjach takich jak ta, potrzebował wyraźnego dowodu.
Chociaż słowa, które zostały chwilę później wypowiedziane, też pomogły. Ponownie się zatrzymał i zerknął na swojego rozmówcę powoli kręcąc głową.
– Nigdy mi tego nie powiedział – przyznał się cicho, bo jeśli istniało jakieś wampirzo-romantyczne BHP, to zdecydowanie się do niego nie stosował. W tamtym momencie wystarczyło mu tylko zapewnienie, że czym jest wiek w obliczu ich wspólnego szczęścia, które trwało tu i teraz. Westchnął cicho. Klątwa. Genialne, szkoda tylko, że nie miał tego co do niej potrzebne. – Poszukanie przepowiedni... Gdybyś mógł... Tak. To dobry pomysł. Morphy... Strasznie cię za to wszystko przepraszam.
Gdyby wiedział, że tak to się skończy, nigdy nie rozpocząłby tego związku. Nigdy nie zrobiłby nic, co sprawiłoby, że życie jego przyjaciół byłoby w jakimkolwiek niebezpieczeństwie.
Nie odwrócił wzroku tylko dlatego, że ponownie spróbował zerknąć na ich nici. Tak tylko dla pewności.
Nici (Percepcja III)
Rzut Z 1d100 - 60
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana