24.08.2024, 19:13 ✶
Teoretycznie mógł pokusić się o stwierdzenie, że skorzystanie z magii Zauroczenia nie było sprawiedliwym zagraniem ze strony Sauriela. Wpełznięcie do umysłu przeciwnika i nakazanie mu pozbycia się jedynego narzędzia zdolnego do kontynuowania pojedynku na równych zasadach nie było zbyt sportowe. A jednak tego nie zrobił. Sam był sobie winny, bo poinformował Rookwooda, że sparingi w Srebrnych Różdżkach nie miały zbyt wielu ograniczeń. Bo w sumie nie miały.
Po prostu nie wziął pod uwagę, że jego oponent mógł sięgnąć po tak mało personalną formę wyeliminowania zagrożenia. Chociaż w Klubie Pojedynków liczyły się tradycje, szacunek do siebie nawzajem i zapewnienie show innym obecnym na sali gościom, tak sami pojedynkujący się dość często korzystali z możliwości wejścia na arenę, aby popisać się swoimi umiejętnościami. Pokazać efektowne mieszanki różnych gałęzi magii i udowodnić, jak dalece można było nagiąć zasady, jakie wpajano im podczas nauki w szkole.
Sauriel sięgnął jednak po inną metodę, jaką w dość prostych słowach można było uznać za upokorzenie swojego wroga. Gdyby zrobił to podczas oficjalnego sparingu w większym gronie, bez wątpienia zwróciłby na siebie uwagę co poniektórych czarodziejów. Wielu wolało skupić się na czarach ofensywnych i szukać luki pośród wznoszonych barier Protego niż uderzyć w najmocniejszą, a zarazem najbardziej wrażliwą część czarodzieja - jego umysł. A to z kolei przypomniało Erikowi, że z podobnym traktowaniem mógłby się spotkać także na ulicy czy podczas wezwania do kolejnego ataku czarnoksiężników: niektórzy nie sięgali po to, co efektowne, a co efektywne.
— Jeśli to ma być szczęście początkującego, to chyba powinienem obawiać się tego, co się stanie, jak osiągniesz poziom mistrzowski — odparł, akceptując oferowaną dłoń i podnosząc się na równe nogi. — Z drugiej strony, może to i dobrze, że jesteś w formie. Jest to poniekąd wyznacznik tego, jak poważnie ludzie traktuje te rzeczy lata po ukończeniu szkoły. — Rozejrzał się po sali. — A w tych czasach sprytna obrona spisuje się lepiej niż zaklęcia piorące albo odplamiające.
Uśmiechnął się krzywo. Nie, żeby patrzył z góry na czarodziejów i czarownice, którzy skręcili ze swoimi zainteresowaniami w stronę magii użytkowej. Bądź co bądź, zajmowanie się domem też było dosyć czasochłonne, a znajomość zaklęć ułatwiających prace porządkowe była wówczas dosyć mile widziana. Nie potrafił jednak nie patrzeć na te sprawy z perspektywy Brygadzisty Ministerstwa Magii. Niejednokrotnie zastanawiał się, w jakim stanie właściwie byli cywile i osoby niezwiązane stricte z siłami bezpieczeństwa czy pracami w terenie.
— A więc... Uroki to twój konik? — spytał z nutką ciekawości w głosie, przechodząc bliżej krawędzi zaklętego dywanu, aby przysiąść na niej z nogami spuszczonymi w stronę podłogi. Wykręcił głowę, co by lepiej przyjrzeć się swemu towarzyszowi. — Rzadko się spotykam z tego typu zaklęciami, muszę przyznać.
Po prostu nie wziął pod uwagę, że jego oponent mógł sięgnąć po tak mało personalną formę wyeliminowania zagrożenia. Chociaż w Klubie Pojedynków liczyły się tradycje, szacunek do siebie nawzajem i zapewnienie show innym obecnym na sali gościom, tak sami pojedynkujący się dość często korzystali z możliwości wejścia na arenę, aby popisać się swoimi umiejętnościami. Pokazać efektowne mieszanki różnych gałęzi magii i udowodnić, jak dalece można było nagiąć zasady, jakie wpajano im podczas nauki w szkole.
Sauriel sięgnął jednak po inną metodę, jaką w dość prostych słowach można było uznać za upokorzenie swojego wroga. Gdyby zrobił to podczas oficjalnego sparingu w większym gronie, bez wątpienia zwróciłby na siebie uwagę co poniektórych czarodziejów. Wielu wolało skupić się na czarach ofensywnych i szukać luki pośród wznoszonych barier Protego niż uderzyć w najmocniejszą, a zarazem najbardziej wrażliwą część czarodzieja - jego umysł. A to z kolei przypomniało Erikowi, że z podobnym traktowaniem mógłby się spotkać także na ulicy czy podczas wezwania do kolejnego ataku czarnoksiężników: niektórzy nie sięgali po to, co efektowne, a co efektywne.
— Jeśli to ma być szczęście początkującego, to chyba powinienem obawiać się tego, co się stanie, jak osiągniesz poziom mistrzowski — odparł, akceptując oferowaną dłoń i podnosząc się na równe nogi. — Z drugiej strony, może to i dobrze, że jesteś w formie. Jest to poniekąd wyznacznik tego, jak poważnie ludzie traktuje te rzeczy lata po ukończeniu szkoły. — Rozejrzał się po sali. — A w tych czasach sprytna obrona spisuje się lepiej niż zaklęcia piorące albo odplamiające.
Uśmiechnął się krzywo. Nie, żeby patrzył z góry na czarodziejów i czarownice, którzy skręcili ze swoimi zainteresowaniami w stronę magii użytkowej. Bądź co bądź, zajmowanie się domem też było dosyć czasochłonne, a znajomość zaklęć ułatwiających prace porządkowe była wówczas dosyć mile widziana. Nie potrafił jednak nie patrzeć na te sprawy z perspektywy Brygadzisty Ministerstwa Magii. Niejednokrotnie zastanawiał się, w jakim stanie właściwie byli cywile i osoby niezwiązane stricte z siłami bezpieczeństwa czy pracami w terenie.
— A więc... Uroki to twój konik? — spytał z nutką ciekawości w głosie, przechodząc bliżej krawędzi zaklętego dywanu, aby przysiąść na niej z nogami spuszczonymi w stronę podłogi. Wykręcił głowę, co by lepiej przyjrzeć się swemu towarzyszowi. — Rzadko się spotykam z tego typu zaklęciami, muszę przyznać.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞