24.08.2024, 20:43 ✶
Załkała żałośnie, słysząc połączenie słowa yang z byciem młodym. Ukryła twarz w dłoniach, przecierając nimi zmęczone oczy, bo jak matulę kochała, nie dawała już psychicznie rady. Mewka serdecznie teraz sobie życzyła, że jak go już ukatrupi (a potem odstrzeli siebie, bo przecież sobie zaduszenia Stacha na śmierć nigdy nie wybaczy), to trafią pośmiertnie do różnych kręgów piekielnych w ramach pokuty. Całej wieczności takiego pierdolenia zwyczajnie nie zniesie.
Nie wiedziała, jak ma mu przemówić do rozumu, że nie jest z Chin. Może powinna pocisnąć w oskarżenie o rasizm? Zwyzywać go, że co, że jak ktoś ma skośne oczy, to od razu z ryżowaru musiał wyskoczyć? A może oszukać go inaczej, zmienić swój wygląd na taki nieprzypominający Chinki w żaden sposób, a nuż nie ogarnie? Choć nie, wtedy jak jej nie pozna, to ogłosi ją intruzem, zacznie wzywać straż, a nie chciała się bić z Francisem w parterze.
- Tylko genetycznie... - jęknęła w ostatniej próbie przetłumaczenia Stanleyowi, że naprawdę wiele więcej z Chińczykami nie ma wspólnego. Ba, Maeve nawet kaleczyła język ojczysty, jak miałaby stamtąd pochodzić? Kończyły jej się już pomysły, jak do niego dotrzeć, a nie chciała przechodzić do rękoczynów i zaklęć odbijających się od ścian. Jakby totalnie ceniła sobie, że Stan akceptuje kompankę rasy innej niż biała, ale jako dobra przyjaciółka przecież nie mogła pozwolić mu na życie w kłamstwie.
- Aha. - Udała zrozumienie. - A czy oni wiedzą w ogóle, że wezwałeś naradę wojenną? Czy jesteś jak moja matka i liczysz, że się domyślą? - Jeśli posłał po nich sowę i go olali, nie mogła ich winić. W przypadku, w którym treść listu byłaby chociaż w połowie tak niepokojąca jak te farmazony, których teraz musi słuchać, znalazłaby wymówkę na ich miejscu. Niemniej wtedy miałby podstawę do tego całego karania ich, nieważne, jak niedorzecznie brzmiało. Natomiast jeśli nie powiedział im absolutnie, że tutaj mają istotną posiadówę sponsorowaną przez narkotyki, to znaczyło, że Stacha zdecydowanie trzeba było położyć spać. Najebany to do domu.
Mimo iż czuła się jak błędny rycerz walczący z wiatrakami, poczuła zalążek nadziei, kiedy pozwolił jej wypić alkohol. Nie zastanawiała się nawet, bo nie chciała dać Stanleyowi czasu na rozmyślenie się - wychyliła tę wódę na raz, a potem na popitę wzięła te ziółka na uspokojenie. Kto wie, przy odrobinie szczęścia jedno z drugim wejdzie w reakcję i Maeve osiągnie nirwanę.
Zdębiała, kiedy zaczął recytować związki chemiczne, które nie istniały, tak samo z resztą jak sens tej wypowiedzi. Zatrzymała się w ruchu z kubkiem po naparze w ręce i gapiła się na niego jak na debila, oniemiała i kompletnie zbita z tropu. Czy on się zacznie przeistaczać zaraz? Przepoczwarzy się w kawałek jadeitu? Przemieni się w ogórka?
Zamiana w ogórka byłaby w zasadzie śmieszna.
- Czy ta logiczna całość jest z nami w tym pokoju? - Zapytała niewinnie, rozglądając się dookoła. Nadal nie widziała związku między recytacją chemii a sprawdzaniem jej na pszyrce, ale też niekoniecznie chciała dociekać. Zajrzała raz jeszcze do kubka, naiwnie licząc, że coś tam z tego uspokajacza zostało, ale oczy napotkały gołe dno. Najgorzej, kiedy na trzeźwo się nie da, a pijanym stać się nie sposób.
I wtem wyskoczył z najgorszym pomysłem z możliwych - swatanie z chłopem. Maeve przechyliła głowę i spojrzała na Stanleya niczym matka, która chciała oczami przekazać, żeby jej nie osłabiał. Ze wszystkich osób ją? Mewę, zagorzałą wielbicielkę kobiet? Chyba jeszcze dzisiaj nie sikał.
- O nie, nie. Przegiąłeś pałę - oświadczyła, odstawiła kubek z hukiem na blat biurka, a potem strzeliła otwartymi dłońmi w kolana i podpierając się nimi wstała. - Wiesz za kogo wyjdę? Za twojego starego, a potem dam mu syna, którego wreszcie pokocha - oznajmiła w złości, gestykulując zawzięcie rękoma nieopodal twarzy Stanleya, wskazując nań palcem wskazującym tuż przed jego nosem. Wkurwił golema, co tu dużo mówić. Mógł być naćpany do nieprzytomności umysłu, ale żeby Mewie sugerować heteroseksualizm to już za wiele. Tak się nie robi.
- Panie cesarz, albo abdykujesz w tym momencie i udasz się na spoczynek samodzielnie, albo cię z Francisem położymy spać wbrew twojej woli. Wybierz mądrze, bo mnie ręce świerzbią - podparła się pod boki i czekała na decyzję. Miarka się przebrała i było już po dobranocce.
Nie wiedziała, jak ma mu przemówić do rozumu, że nie jest z Chin. Może powinna pocisnąć w oskarżenie o rasizm? Zwyzywać go, że co, że jak ktoś ma skośne oczy, to od razu z ryżowaru musiał wyskoczyć? A może oszukać go inaczej, zmienić swój wygląd na taki nieprzypominający Chinki w żaden sposób, a nuż nie ogarnie? Choć nie, wtedy jak jej nie pozna, to ogłosi ją intruzem, zacznie wzywać straż, a nie chciała się bić z Francisem w parterze.
- Tylko genetycznie... - jęknęła w ostatniej próbie przetłumaczenia Stanleyowi, że naprawdę wiele więcej z Chińczykami nie ma wspólnego. Ba, Maeve nawet kaleczyła język ojczysty, jak miałaby stamtąd pochodzić? Kończyły jej się już pomysły, jak do niego dotrzeć, a nie chciała przechodzić do rękoczynów i zaklęć odbijających się od ścian. Jakby totalnie ceniła sobie, że Stan akceptuje kompankę rasy innej niż biała, ale jako dobra przyjaciółka przecież nie mogła pozwolić mu na życie w kłamstwie.
- Aha. - Udała zrozumienie. - A czy oni wiedzą w ogóle, że wezwałeś naradę wojenną? Czy jesteś jak moja matka i liczysz, że się domyślą? - Jeśli posłał po nich sowę i go olali, nie mogła ich winić. W przypadku, w którym treść listu byłaby chociaż w połowie tak niepokojąca jak te farmazony, których teraz musi słuchać, znalazłaby wymówkę na ich miejscu. Niemniej wtedy miałby podstawę do tego całego karania ich, nieważne, jak niedorzecznie brzmiało. Natomiast jeśli nie powiedział im absolutnie, że tutaj mają istotną posiadówę sponsorowaną przez narkotyki, to znaczyło, że Stacha zdecydowanie trzeba było położyć spać. Najebany to do domu.
Mimo iż czuła się jak błędny rycerz walczący z wiatrakami, poczuła zalążek nadziei, kiedy pozwolił jej wypić alkohol. Nie zastanawiała się nawet, bo nie chciała dać Stanleyowi czasu na rozmyślenie się - wychyliła tę wódę na raz, a potem na popitę wzięła te ziółka na uspokojenie. Kto wie, przy odrobinie szczęścia jedno z drugim wejdzie w reakcję i Maeve osiągnie nirwanę.
Zdębiała, kiedy zaczął recytować związki chemiczne, które nie istniały, tak samo z resztą jak sens tej wypowiedzi. Zatrzymała się w ruchu z kubkiem po naparze w ręce i gapiła się na niego jak na debila, oniemiała i kompletnie zbita z tropu. Czy on się zacznie przeistaczać zaraz? Przepoczwarzy się w kawałek jadeitu? Przemieni się w ogórka?
Zamiana w ogórka byłaby w zasadzie śmieszna.
- Czy ta logiczna całość jest z nami w tym pokoju? - Zapytała niewinnie, rozglądając się dookoła. Nadal nie widziała związku między recytacją chemii a sprawdzaniem jej na pszyrce, ale też niekoniecznie chciała dociekać. Zajrzała raz jeszcze do kubka, naiwnie licząc, że coś tam z tego uspokajacza zostało, ale oczy napotkały gołe dno. Najgorzej, kiedy na trzeźwo się nie da, a pijanym stać się nie sposób.
I wtem wyskoczył z najgorszym pomysłem z możliwych - swatanie z chłopem. Maeve przechyliła głowę i spojrzała na Stanleya niczym matka, która chciała oczami przekazać, żeby jej nie osłabiał. Ze wszystkich osób ją? Mewę, zagorzałą wielbicielkę kobiet? Chyba jeszcze dzisiaj nie sikał.
- O nie, nie. Przegiąłeś pałę - oświadczyła, odstawiła kubek z hukiem na blat biurka, a potem strzeliła otwartymi dłońmi w kolana i podpierając się nimi wstała. - Wiesz za kogo wyjdę? Za twojego starego, a potem dam mu syna, którego wreszcie pokocha - oznajmiła w złości, gestykulując zawzięcie rękoma nieopodal twarzy Stanleya, wskazując nań palcem wskazującym tuż przed jego nosem. Wkurwił golema, co tu dużo mówić. Mógł być naćpany do nieprzytomności umysłu, ale żeby Mewie sugerować heteroseksualizm to już za wiele. Tak się nie robi.
- Panie cesarz, albo abdykujesz w tym momencie i udasz się na spoczynek samodzielnie, albo cię z Francisem położymy spać wbrew twojej woli. Wybierz mądrze, bo mnie ręce świerzbią - podparła się pod boki i czekała na decyzję. Miarka się przebrała i było już po dobranocce.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —