24.08.2024, 23:48 ✶
Enzo z początku nie zamierzał się zbliżać, ale w kolejnych chwilach wszystko zaczęło się zmieniać. Po pierwsze, w końcu minęły mdłości, ale to tylko dlatego, że ciało nie wytrzymało i wyrzuciło z siebie lunch. Mdlenie przerodziło się w okropne, mokre, obrzydliwe, kwaśne i zupełnie nie do zniesienia apogeum wymiotów. Starszy inspektor wypluł z siebie tyle, ile mógł, ale smród i co gorsza, smak, pozostały w odpowiednio jego nosie i ustach.
- Pomóż im! - Poprosił żałośnie Willy'ego, wskazując mu drzwi, za którymi trwała walka z demonicznym niemowlęciem. Wykorzystał moment, by oprzeć się na olbrzymie i spróbować wrócić do siebie na tyle, na ile to możliwe. Jego słabość zabrała im czas, a oni czasu nie mieli. - Szybko, musimy coś zrobić!
Odepchnął się od Willy'ego i pognał do pomieszczenia, gdzie Tahira i Jonathan walczyli z przeciwnikiem. Widok złotego węża zaskoczył go nieco bardziej, niż być może powinien, ale w porę rozpoznał współpracownicę, a nie kolejnego wroga. Jonathan zaś został unieruchomiony! Bez niego sobie nie poradzą!
- Załatw to, Tahira! A masz, ty zgniła bulwo!
Planu nie było, pozostał tylko instynkt, tylko akcja! Może nie przyjaciele, ale bliscy znajomi, z którymi spędzał przecież całe dnie, byli w niebezpieczeństwie, więc Remington nie mógł tego po prostu tak zostawić i wycofać się, jak wcześniej. Z krzykiem na ustach rzucił się w kierunku rośliny. Tuż przy niej zamierzał się wybić i złapać paskudztwo, objąć za nieistniejącą szyję, przydusić, odwrócić uwagę, tak, by Tahira, Willy i Selwyn mogli działać! Być może będzie tego żałował, gdy kurz już opadnie, ale póki co... to było najmądrzejsze, co wymyślił jego przeżarty aromatami mózg. Przynajmniej w dłoni wciąż ściskał różdżkę.
Aktywność fizyczna (dwie kropki, N) na skok na mandragorę
- Pomóż im! - Poprosił żałośnie Willy'ego, wskazując mu drzwi, za którymi trwała walka z demonicznym niemowlęciem. Wykorzystał moment, by oprzeć się na olbrzymie i spróbować wrócić do siebie na tyle, na ile to możliwe. Jego słabość zabrała im czas, a oni czasu nie mieli. - Szybko, musimy coś zrobić!
Odepchnął się od Willy'ego i pognał do pomieszczenia, gdzie Tahira i Jonathan walczyli z przeciwnikiem. Widok złotego węża zaskoczył go nieco bardziej, niż być może powinien, ale w porę rozpoznał współpracownicę, a nie kolejnego wroga. Jonathan zaś został unieruchomiony! Bez niego sobie nie poradzą!
- Załatw to, Tahira! A masz, ty zgniła bulwo!
Planu nie było, pozostał tylko instynkt, tylko akcja! Może nie przyjaciele, ale bliscy znajomi, z którymi spędzał przecież całe dnie, byli w niebezpieczeństwie, więc Remington nie mógł tego po prostu tak zostawić i wycofać się, jak wcześniej. Z krzykiem na ustach rzucił się w kierunku rośliny. Tuż przy niej zamierzał się wybić i złapać paskudztwo, objąć za nieistniejącą szyję, przydusić, odwrócić uwagę, tak, by Tahira, Willy i Selwyn mogli działać! Być może będzie tego żałował, gdy kurz już opadnie, ale póki co... to było najmądrzejsze, co wymyślił jego przeżarty aromatami mózg. Przynajmniej w dłoni wciąż ściskał różdżkę.
Aktywność fizyczna (dwie kropki, N) na skok na mandragorę
Rzut N 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!