25.08.2024, 00:26 ✶
— A wtedy Arcykapłanka Eliszewa uniosła wzrok ponad tłumy i powiedziała: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. Chwała Matce, chwała Pani Księżyca, chwała Wybawicielce, która przynosi światło w najmroczniejsze dni — wyrecytował ze spokojem Sebastian, słysząc pokrzykiwania reszty swych towarzyszy.
Powinien przyznać Bulstrode'owi rację. Zamknięcie dwóch duchów w tak małym naczyniu byłoby proszeniem się o kłopoty, a tutaj upychał ich kilka razy więcej. I najgorsze w tym wszystko było to, że wszystkie były rozgniewane. Gdyby część z nich miała przyjazne zamiary lub pragnęło tu i teraz zaznać chwili spokoju, poszłoby o wiele lepiej. Ale nie. Zawsze musiało być pod górkę. Zwłaszcza gdy w sprawę zamieszany był Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów z Brenną Longbottom na czele.
Z każdym kolejnym zapieczętowanym w puzderku duchem atmosfera panująca w Stonehenge zaczynała się robić coraz cięższa. Przejścia ze świata żywych do miniaturowego naczynia nie należało do przyjemnych doświadczeń dla żadnego z duchów. Nie było tu ich dobrej woli ani krzty spolegliwości, a zamiast tego tylko wściekłość, chęć zemsty i próba pozostania w tym świecie za wszelką cenę. Kto wie, może gdyby jakiś aurowidz rozejrzał się teraz między menhirami, to dostrzegłby płonące na czerwono pola świadczące o tym, jak silny ślad na świecie doczesnym odcisnęły tutejsze duchy?
Na pewno czuł to Sebastian, w dalszym ciągu wyobrażając sobie kolejne nici sięgające po kolejne duchy, nawet te, które próbowały odsunąć się od zbioru wielkich głazów w nadziei, że uda im się umknąć przed losem swych towarzyszy. Nie odważył się otworzyć oczy, skupiając się na tkanej w swej głowie wizji, żyjąc nadzieją, że uda mu się ją urzeczywistnić. Im więcej duchów zamykał, tym gwałtowniej oddychał, jakby drenował się z sił, próbując ściągnąć do puzderka kolejną zjawę, a za nią jeszcze następną.
Każda nierozważnie rozpoczęta operacja miała swoje konsekwencje. Wszyscy tutaj byli doskonale świadomi tego, że upchnięcie tak wielu duchów w jednym naczyniu nie było dobrym namysłem. I chociaż koniec końców Macmillanowi udało się doprowadzić ostatniego ducha do jego klatki, tak... Naczynie nie było w stanie pomieścić tak dużych pokładów energii. Gdy puzderko zamknęło się z cichym trzaskiem, wyzwolił się z niego silny podmuch lodowatego powietrza, który rozszedł się na wszystkie kierunki świata. Wewnętrzna część barier wyczarowanych przez Atreusa nie była w stanie tego powstrzymać; tarcza została strzaskana. Podmuch był też wyczuwalny dla pozostałych w Stonehenge pracowników sił bezpieczeństwa, gdyż przenikł ich właściwie po same kości.
Sebastian rozchylił powoli ciężkie powieki, wybałuszając oczy, gdy zdał sobie sprawę, jak bardzo... nadszarpnął... możliwości pudełka. Trawę w centrum kamiennego kręgu pokrył szron, który próbował się wedrzeć nawet na menhiry, a puzderko zdawało się pulsować od chłodnej energii wyczuwalnej już z odległości kilku centymetrów. Gdyby ktoś spróbował dotknąć obiektu, zapewne poczułby się, jakby zanurzył rękę w misie suchego lodu lub mugolskim ciekłym azocie. Chyba przesadziłem, stwierdził bezgłośnie, próbując podnieść się z ziemi. Zamiast tego zatoczył się, nieświadom tego, jak bardzo zbladł przez odprawienie rytuału.
Powinien przyznać Bulstrode'owi rację. Zamknięcie dwóch duchów w tak małym naczyniu byłoby proszeniem się o kłopoty, a tutaj upychał ich kilka razy więcej. I najgorsze w tym wszystko było to, że wszystkie były rozgniewane. Gdyby część z nich miała przyjazne zamiary lub pragnęło tu i teraz zaznać chwili spokoju, poszłoby o wiele lepiej. Ale nie. Zawsze musiało być pod górkę. Zwłaszcza gdy w sprawę zamieszany był Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów z Brenną Longbottom na czele.
Z każdym kolejnym zapieczętowanym w puzderku duchem atmosfera panująca w Stonehenge zaczynała się robić coraz cięższa. Przejścia ze świata żywych do miniaturowego naczynia nie należało do przyjemnych doświadczeń dla żadnego z duchów. Nie było tu ich dobrej woli ani krzty spolegliwości, a zamiast tego tylko wściekłość, chęć zemsty i próba pozostania w tym świecie za wszelką cenę. Kto wie, może gdyby jakiś aurowidz rozejrzał się teraz między menhirami, to dostrzegłby płonące na czerwono pola świadczące o tym, jak silny ślad na świecie doczesnym odcisnęły tutejsze duchy?
Na pewno czuł to Sebastian, w dalszym ciągu wyobrażając sobie kolejne nici sięgające po kolejne duchy, nawet te, które próbowały odsunąć się od zbioru wielkich głazów w nadziei, że uda im się umknąć przed losem swych towarzyszy. Nie odważył się otworzyć oczy, skupiając się na tkanej w swej głowie wizji, żyjąc nadzieją, że uda mu się ją urzeczywistnić. Im więcej duchów zamykał, tym gwałtowniej oddychał, jakby drenował się z sił, próbując ściągnąć do puzderka kolejną zjawę, a za nią jeszcze następną.
Każda nierozważnie rozpoczęta operacja miała swoje konsekwencje. Wszyscy tutaj byli doskonale świadomi tego, że upchnięcie tak wielu duchów w jednym naczyniu nie było dobrym namysłem. I chociaż koniec końców Macmillanowi udało się doprowadzić ostatniego ducha do jego klatki, tak... Naczynie nie było w stanie pomieścić tak dużych pokładów energii. Gdy puzderko zamknęło się z cichym trzaskiem, wyzwolił się z niego silny podmuch lodowatego powietrza, który rozszedł się na wszystkie kierunki świata. Wewnętrzna część barier wyczarowanych przez Atreusa nie była w stanie tego powstrzymać; tarcza została strzaskana. Podmuch był też wyczuwalny dla pozostałych w Stonehenge pracowników sił bezpieczeństwa, gdyż przenikł ich właściwie po same kości.
Sebastian rozchylił powoli ciężkie powieki, wybałuszając oczy, gdy zdał sobie sprawę, jak bardzo... nadszarpnął... możliwości pudełka. Trawę w centrum kamiennego kręgu pokrył szron, który próbował się wedrzeć nawet na menhiry, a puzderko zdawało się pulsować od chłodnej energii wyczuwalnej już z odległości kilku centymetrów. Gdyby ktoś spróbował dotknąć obiektu, zapewne poczułby się, jakby zanurzył rękę w misie suchego lodu lub mugolskim ciekłym azocie. Chyba przesadziłem, stwierdził bezgłośnie, próbując podnieść się z ziemi. Zamiast tego zatoczył się, nieświadom tego, jak bardzo zbladł przez odprawienie rytuału.