W kamienicy panowała istna cisza. Jedynie skrzat krzątał się w kuchni, przygotowując posiłek obiadowy. Młodzież dorosła była poza domem. W pracy, na spotkaniu z klientem, czy też na poszukiwaniach. Nie było też pewne, czy zdążą na obiad, czy będą później. Richardowi jednak udało się swoje sprawy z jedną pracą dzisiaj załatwić.
Nie spodziewał się dzisiaj nikogo. Gdyby jednak ktoś przyszedł, zapukałby. Tutaj dźwięki jakie usłyszał, dochodziły bardziej od kogoś z rodziny. Może jedno z młodszej części rodziny wróciło? To nie byli oni, kiedy usłyszał znajomy głos swojej córki. Oderwał wzrok od gazety. Uniósł głowę przed siebie, zmarszczył brwi, skierował spojrzenie w stronę korytarza. Złożył Proroka i odłożył go na ławę. Wyjął papierosa z ust i zajrzał na korytarz.
- Scarlett.Zdziwienie, zaskoczenie ale też powaga. Nie otrzymał od niej informacji o swoim przybyciu. Czy może coś się stało? Zlustrował ją kontrolnie. Również pod względem posiadania bagażu. Co byłoby wtedy dla niego jasną informacją, że podjęła decyzję, aby z nimi tutaj zamieszkać. Miał teraz całą swoją trójkę przy sobie.
- Wszystko w porządku?
Zapytał. Czy coś działo się w Norwegii? Coś o czym powinien wiedzieć? Czy to był już ten czas, że Frida odeszła i Scarlett dokonała wyboru?
- Nie wspomniałaś, kiedy przyjedziesz.
"Tak jak Twoi bracia" – dokończył w myślach.
Zaczynał zastanawiać się, czy nie stworzyli jakąś zmowę milczenia. Nie wysyłając mu żadnej informacji wcześniej, kiedy się zjawią w kamienicy. Najwyraźniej w jego gałęzi rodzinnej, to już wchodziło w nawyk. Bo on także potrafił składać niezapowiedziane wizyty.