25.08.2024, 10:19 ✶
Enzo uśmiechnął się pięknie do Neila, widząc po nim jego niecierpliwość. Mężczyzna, czy też chłopiec jeszcze, był na jego łasce i pan Remington zamierzał zrobić wszystko, by Neil miał udany wieczór. Praca mogła chwilę zaczekać.
- Tak myślałem! - Lorenz roześmiał się, gdy Neil pociągnął jego żart i pięknie z niego wybrnął. - Nieczęsto masz takich gości, jak ja? Nie pasujesz do tamtego pubu. Pasowałbyś bardziej do miejsca takiego, jak to. Elegancja, styl i szyk... - Machnął dłonią. Nie czuł, że musi wyjaśniać więcej. Sprawa rozumiała się sama przez się. - Co to za przyjaciel? A może... przyjaciółka? - Zagadnął jak stara ciotka, która tylko czeka na wesele bratanka, który przecież jest Takim Przystojnym Kawalerem. - Rozmawiajcie, mój drogi, rozmowa jest kluczem do wszystkiego. Może mógłbym jakoś pomóc? - Zaoferował wielkodusznie, lecz jego uwaga szybko została przeniesiona na coś za plecami Neila. Nie musiał długo czekać na rozwiązanie zagadki. - Są i nasze bąbelki!
Musujące wino zostało przyniesione we wiaderku z lodem. Butelka miała nacięcia imitujące krawędzie kryształu, lecz szkło było przejrzyste i nie kryło złocistego koloru cieczy. Drugi kelner podstawił zaraz dwa wysokie kieliszki i rozlał napitek.
- Merci beaucoup! - Enzo podziękował pięknie, z francuskiego, lecz z wyraźnym akcentem angielskiego szlachcica. Łatwo było się domyślić, że nie ma pojęcia o języku francuskim. - Będziemy potrzebować chwili na zdecydowanie się co do menu, dam wam znać, dobrze?
Kelnerzy nie zamierzali protestować, gdy to wyjście było łatwiejsze niż podchodzenie co parę minut. Enzo był panem sytuacji. Uniósł swój kieliszek.
- Za powodzenie naszego dochodzenia! - Zaproponował, a temat jego tygodnia i radia rozmył się w obliczu ważniejszych rzeczy.
- Tak myślałem! - Lorenz roześmiał się, gdy Neil pociągnął jego żart i pięknie z niego wybrnął. - Nieczęsto masz takich gości, jak ja? Nie pasujesz do tamtego pubu. Pasowałbyś bardziej do miejsca takiego, jak to. Elegancja, styl i szyk... - Machnął dłonią. Nie czuł, że musi wyjaśniać więcej. Sprawa rozumiała się sama przez się. - Co to za przyjaciel? A może... przyjaciółka? - Zagadnął jak stara ciotka, która tylko czeka na wesele bratanka, który przecież jest Takim Przystojnym Kawalerem. - Rozmawiajcie, mój drogi, rozmowa jest kluczem do wszystkiego. Może mógłbym jakoś pomóc? - Zaoferował wielkodusznie, lecz jego uwaga szybko została przeniesiona na coś za plecami Neila. Nie musiał długo czekać na rozwiązanie zagadki. - Są i nasze bąbelki!
Musujące wino zostało przyniesione we wiaderku z lodem. Butelka miała nacięcia imitujące krawędzie kryształu, lecz szkło było przejrzyste i nie kryło złocistego koloru cieczy. Drugi kelner podstawił zaraz dwa wysokie kieliszki i rozlał napitek.
- Merci beaucoup! - Enzo podziękował pięknie, z francuskiego, lecz z wyraźnym akcentem angielskiego szlachcica. Łatwo było się domyślić, że nie ma pojęcia o języku francuskim. - Będziemy potrzebować chwili na zdecydowanie się co do menu, dam wam znać, dobrze?
Kelnerzy nie zamierzali protestować, gdy to wyjście było łatwiejsze niż podchodzenie co parę minut. Enzo był panem sytuacji. Uniósł swój kieliszek.
- Za powodzenie naszego dochodzenia! - Zaproponował, a temat jego tygodnia i radia rozmył się w obliczu ważniejszych rzeczy.