Dopowiedział, skoro widocznie była to dla niej ważna informacja, a tę pozyskał od brata. W końcu nieobecność Sophie w kamienicy, po zakończeniu Hogwartu, była zauważalna. Gdyż nie sądził, aby koniec roku szkolnego został przedłużany aż do lipca. W jakim celu Sophie się zatrzymała u swojej koleżanki? Nie miał pojęcia.
Kwestia wpakowywania się w kłopoty, była rozległym. Richard po to nauczył swoje dzieci walki i samoobrony, aby radziły sobie bez problemu w trudnych sytuacjach, ale nie do zwyczajnych bójek o jakieś pierdoły. Niepotrzebnie Scarlett narażała swój wizerunek i dobrze imię ich rodziny.
- Nie bronię sięgać przemocy. Jeżeli jest już taka konieczność, zadbaj o to, aby nikt Cię nie widział, nie donosił. Żadnych świadków.Przypomniał jej, fragment z ich przeszłej rozmowy. Miała przecież prawo skopać mugolaka, ale lepiej, żeby wokół siebie nie żadnych świadków. Dosłownie, żadnych. A przede wszystkim zadbać o tożsamość swojego wizerunku. Aby i ofiara, nie rozpoznała w niej swojego oprawcę.
Uspokajała go, że stara się od problemów trzymać z daleka, to jednak pewne obawy wewnątrz pozostawały. Podobnie jak w przypadku Leonarda.
Doceniał, ze dzieci próbują same rozwiązywać swoje problemy. Wchodziły w odpowiednią dorosłość. Zdarzały się jednak sprawy, gdzie niestety musiał i on wkroczyć.
Zasugerował córce, aby przyjęła w spadku to, co zamierzała dać jej Frida. Być może ten dom i prowadzony interes, przydadzą się jej w przyszłości. Zawsze dodatkowe zabezpieczenie w postaci miejsca zamieszkania. Interes przyniesie dodatkowy dochód jej samej, nawet na odległość. Richard nie był specjalistą. Wzorował się na obserwacji, działań innych osób, brata i ojca. Czasami samemu zagłębiając w tym wiedzę, jeżeli chodziło o prowadzenie interesów tutaj.
Przekonał ją? Najwyraźniej. Nie brzmiało to przecież źle. Wystarczy dobrze do tego wszystkiego podejść.
Skinął głową, przyjmując jej odpowiedź do wiadomości. Niech się zastanowi. Ma dużo czasu.
Zalecił w odpowiedzi, podnosząc się ze swojego miejsca. Zwrócił uwagę na układane przedmioty przez Scarlett. Nie skupił na tym zbyt dużej uwagi. Słuchał jej i czekał cierpliwie, aż skończy, wtedy mogli opuścić gabinet, po którym zamknął za nimi drzwi i skierowali się do jadalni.
Słysząc pytanie o polowanie, stojąc przy swoim szczytowym miejscu przy stole, gdzie Scarlett miejsce było obok niego bliżej drzwi wejściowych do pomieszczenia. Gdyby nie dopowiedziała o co jej konkretnie chodzi, można byłoby to zrozumieć dwojako. Skandynawia szczyciła się sporym terenem niezamieszkałym, gdzie nie problem było o polowania zwierzęce. Nie uważał, żeby w Londynie to także nie było możliwe.
- Jeżeli będzie polował poza terenami Londynu, to nie widzę problemu.Odparl neutralnie. Nie przejmując się tym, czy jej sokół upoluje dziką mysz, czy może uciekiniera małego z czyjegoś domostwa. To tak samo myśliwy co sowy.
Zastawa stołowa była już przygotowana. W dzbankach znajdowały się kawa i herbata. Na kolację Agnarr przygotował kanapki Smørbrød w kombinacji wędzonego łososia, zimnej jajecznicy z koperkiem a także wołowiny i ogórka konserwowego. Oprócz tego przyrządzony został pieczony dorsz w ciemnym sosie.
Richard zajął swoje miejsce przy stole a następnie sięgnął po dzbanek z kawą, nalewając sobie do kubka.