25.08.2024, 11:32 ✶
Stoisko Mulciberów
Charles nie zatrzymywał ani Basiliusa, ani jego uroczej towarzyszki. Gdy puściła mu oczko, uśmiechnął się do niej nieco szerzej, nie odwracając wzroku.
- Dziękuję. - Powtórzył, odprowadzając ich spojrzeniem. Gdzieś we wnętrzu poczuł dziwną potrzebę, tęsknotę za osobą, z którą on sam mógłby odwiedzać stoiska na Lammas, kupować jej drobiazgi, rozpieszczać, żartować...
Lecz tymczasem pojawił się Laurent, a wraz z nim rumieniec na twarzy, ciepło w klatce piersiowej i to dotąd nieznane, dziwne uczucie, którego Charles nie potrafił nazwać. Powróciły wspomnienia gryzącego dymu i błogiego odprężenia, słodkiej pieśni i miękkiej wargi pod palcem. Charlie zapomniał o świeczkach, o ojcu tuż za nim i całym świecie, który go otaczał. Czemu miałby się na nim skupiać, skoro przed nim stanął Laurent?
- Laurent! - Ucieszył się, opierając dłonie o blat swojego stoiska. W zaciśniętej dłoni wciąż miał monety, które chwilę wcześniej dał mu Basilius, lecz te zostały zapomniane. - Dobry wieczór. Dzisiaj bez pieska? - Zagadnął, a jego wzrok powędrował ku towarzyszącemu mu mężczyźnie. Nie znał go, ale czy to nie on wdał się w dyskusję z Leonardem i Sophie? - Mam nadzieję, że mój brat i kuzynka nie sprawili wam zbyt wiele przykrości. - Strzelił spojrzeniem w bok, ku stoisku z alkoholem. Chciał mieć pewność, że Leo nie zaszarżuje na nich, by bronić czci braciszka! - Mogę coś podać? - Dopytał, przypominając sobie, że przecież po to tu był. Interesy ponad wszystko. - Mogę zaproponować próbki naszych wyrobów, jeśli jesteście zainteresowani?
Nie miał pojęcia, ile o Laurencie wie Edge. Wolał nie zakładać, że nieznajomy zdaje sobie sprawę z zakupów Laurenta w Olibanum.
Charles nie zatrzymywał ani Basiliusa, ani jego uroczej towarzyszki. Gdy puściła mu oczko, uśmiechnął się do niej nieco szerzej, nie odwracając wzroku.
- Dziękuję. - Powtórzył, odprowadzając ich spojrzeniem. Gdzieś we wnętrzu poczuł dziwną potrzebę, tęsknotę za osobą, z którą on sam mógłby odwiedzać stoiska na Lammas, kupować jej drobiazgi, rozpieszczać, żartować...
Lecz tymczasem pojawił się Laurent, a wraz z nim rumieniec na twarzy, ciepło w klatce piersiowej i to dotąd nieznane, dziwne uczucie, którego Charles nie potrafił nazwać. Powróciły wspomnienia gryzącego dymu i błogiego odprężenia, słodkiej pieśni i miękkiej wargi pod palcem. Charlie zapomniał o świeczkach, o ojcu tuż za nim i całym świecie, który go otaczał. Czemu miałby się na nim skupiać, skoro przed nim stanął Laurent?
- Laurent! - Ucieszył się, opierając dłonie o blat swojego stoiska. W zaciśniętej dłoni wciąż miał monety, które chwilę wcześniej dał mu Basilius, lecz te zostały zapomniane. - Dobry wieczór. Dzisiaj bez pieska? - Zagadnął, a jego wzrok powędrował ku towarzyszącemu mu mężczyźnie. Nie znał go, ale czy to nie on wdał się w dyskusję z Leonardem i Sophie? - Mam nadzieję, że mój brat i kuzynka nie sprawili wam zbyt wiele przykrości. - Strzelił spojrzeniem w bok, ku stoisku z alkoholem. Chciał mieć pewność, że Leo nie zaszarżuje na nich, by bronić czci braciszka! - Mogę coś podać? - Dopytał, przypominając sobie, że przecież po to tu był. Interesy ponad wszystko. - Mogę zaproponować próbki naszych wyrobów, jeśli jesteście zainteresowani?
Nie miał pojęcia, ile o Laurencie wie Edge. Wolał nie zakładać, że nieznajomy zdaje sobie sprawę z zakupów Laurenta w Olibanum.