25.08.2024, 17:37 ✶
Stoisko Potterów
Gdy Brenna uniosła wzrok znad włosów Millie, doprowadzonych do ładu, jej spojrzenie padło prosto na wchodzącą do namiotu Dorę. Zamarła na moment, przypatrując się twarzy Crawleyówny: zupełnie niezmienioną twarz, nie tkniętą nawet przez makijaż, który mógłby nadać tej inny wyraz i sprawić, że stałaby się trudniejsza do rozpoznania.
Przynajmniej zmieniła fryzurę i kolor włosów.
Szanse na to, że gdzieś w tym tłumie Dora wpadłaby bezpośrednio na któregoś z Borginów, były niewielkie. Niewielkie – ale istniały. Tak samo jak niewielkie były szanse na to, że idąc po ulicy oberwiesz cegłą w głowę, a jednak nie tak dawno temu do Brygady trafił przypadek czarodzieja, który omal nie zginął, bo jakiś dzieciak podczas remontu uznał za doskonały pomysł wyrzucenie takiej cegły przez balkon. Może nic nie stanie się dzisiaj, ani przy kolejnym wyjściu, ani przy kolejnym, ale prędzej czy później nadejdzie taki dzień, kiedy ktoś opowie o niej niewłaściwej osobie lub pochylając się nad stoiskiem z biżuterią tuż obok stanie któryś z Borginów.
– Przepraszam na moment, Miles – rzuciła, chwytając pierwszy lepszy produkt, niby to idąc pokazać go klientce, i podchodząc do Dory. W pierwszej chwili nie dotarło do niej, co ta mówi: dopiero w drugiej opuściła wzrok na jej dłonie. No tak, prezent. Nawet gdyby zamierzała na dziewczynę wrzeszczeć, a przecież nie taki byłby plan, Dora wytrąciłaby jej broń z rąk.
Naprawdę ciężko było się na nią złościć. Ale Brenna nie złościła się: martwiła raczej.
– Dziękuję. Jest śliczna – powiedziała, przyjmując prezent i machinalnie przekazując Dorze buteleczkę perfum, którą złapała wcześniej. Myślała o tym, że ktoś musi z Crawleyówną pogadać: że ona musi z nią pogadać, i gdzieś w środku roztaczał się chłód na tę myśl. To jednak nie było odpowiednie miejsce, nie był właściwy czas. – Wracasz już do domu? – spytała cicho, mierząc ją uważnym spojrzeniem. – Wiesz, że możesz mnie poprosić o pomoc przed takimi imprezami – dodała. Rozumiała, że Dora lubi takie imprezy, a nie lubi zmian twarzy, ale tutaj stawką mogło być życie, i to nie tylko jej.
Gdy Brenna uniosła wzrok znad włosów Millie, doprowadzonych do ładu, jej spojrzenie padło prosto na wchodzącą do namiotu Dorę. Zamarła na moment, przypatrując się twarzy Crawleyówny: zupełnie niezmienioną twarz, nie tkniętą nawet przez makijaż, który mógłby nadać tej inny wyraz i sprawić, że stałaby się trudniejsza do rozpoznania.
Przynajmniej zmieniła fryzurę i kolor włosów.
Szanse na to, że gdzieś w tym tłumie Dora wpadłaby bezpośrednio na któregoś z Borginów, były niewielkie. Niewielkie – ale istniały. Tak samo jak niewielkie były szanse na to, że idąc po ulicy oberwiesz cegłą w głowę, a jednak nie tak dawno temu do Brygady trafił przypadek czarodzieja, który omal nie zginął, bo jakiś dzieciak podczas remontu uznał za doskonały pomysł wyrzucenie takiej cegły przez balkon. Może nic nie stanie się dzisiaj, ani przy kolejnym wyjściu, ani przy kolejnym, ale prędzej czy później nadejdzie taki dzień, kiedy ktoś opowie o niej niewłaściwej osobie lub pochylając się nad stoiskiem z biżuterią tuż obok stanie któryś z Borginów.
– Przepraszam na moment, Miles – rzuciła, chwytając pierwszy lepszy produkt, niby to idąc pokazać go klientce, i podchodząc do Dory. W pierwszej chwili nie dotarło do niej, co ta mówi: dopiero w drugiej opuściła wzrok na jej dłonie. No tak, prezent. Nawet gdyby zamierzała na dziewczynę wrzeszczeć, a przecież nie taki byłby plan, Dora wytrąciłaby jej broń z rąk.
Naprawdę ciężko było się na nią złościć. Ale Brenna nie złościła się: martwiła raczej.
– Dziękuję. Jest śliczna – powiedziała, przyjmując prezent i machinalnie przekazując Dorze buteleczkę perfum, którą złapała wcześniej. Myślała o tym, że ktoś musi z Crawleyówną pogadać: że ona musi z nią pogadać, i gdzieś w środku roztaczał się chłód na tę myśl. To jednak nie było odpowiednie miejsce, nie był właściwy czas. – Wracasz już do domu? – spytała cicho, mierząc ją uważnym spojrzeniem. – Wiesz, że możesz mnie poprosić o pomoc przed takimi imprezami – dodała. Rozumiała, że Dora lubi takie imprezy, a nie lubi zmian twarzy, ale tutaj stawką mogło być życie, i to nie tylko jej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.