25.08.2024, 22:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.08.2024, 22:41 przez Charles Mulciber.)
Stoisko Mulciberów
Ojciec pojawił się jak cień, który skrzydliskami przyniósł mrok przypominający o tym, że chłopcy nie byli sami i musieli się pilnować, a szczególnie syn ze swoimi uśmiechami i rumieńcami. Charlie wyprostował plecy, ale to miłe uczucie z wnętrza nie zniknęło. Nawet kątem oka nie spojrzał na Richarda, zaśmiał się za to, gdy Laurent nazwał kolegę pieskiem. Przynajmniej Charlie tak to zrozumiał. Rzucił Edge'owi przepraszające spojrzenie, nie chciał przecież robić sobie z niego żartów.
- Dziękuję za wyrozumiałość. Nastroje są wciąż dość gorące. - Wyjaśnił Laurentowi, posługując się nie do końca poprawnym określeniem. Po akcji z niegrzecznymi świeczkami emocje nie opadły i Charlie rozumiał, że każdy miał prawo się zezłościć. - Ale wszystko wraca do normy, prawda, ojcze? - Spojrzał w końcu na mężczyznę u swojego boku, starając się dostrzec, czy Richard doszedł już do siebie, czy przypadkiem nie zamierzał startować do Laurenta, tak jak zrobił to wcześniej Leonard. - Bardzo miło mi poznać, panie Edge.
Podać dłoń czy nie podać? Blat był szeroki, musiałby nachylać się nad towarem i wyciągać ręce jak pajac. Zamiast uprawiać akrobatyki nad świecami, wolał skinąć głową.
- Bardzo mi miło. I przepraszam, ale taniec widziałem tylko z daleka... dużo się tu działo. - Uśmiechnął się przepraszająco, był jednak pewny, że to nie przez nieuwagę jednego sprzedawcy Edge miał minę skopanego szczeniaka. Musiało stać się coś więcej, ale Charlie nie miał głowy na to, by zajmować się jeszcze tymi problemami. Może innego dnia, jeśli znów spotka Edge'a, zapyta o to. - Obiecuję, że następnym razem obejrzę cały występ, z godną mu uwagą. Miłej zabawy na koncercie! Jeśli zajrzycie tu później, przygotuję dla was próbki. - Obiecał, ale nie zatrzymywał już Laurenta, chociaż tak bardzo chciał! Może to przez opium chłopak kojarzył się tak przyjemnie, a może po prostu na Charlesa działał jego czar. - I będę czekał na sowę. Do zobaczenia.
Uniósł dłoń, by pomachać lekko na pożegnanie, zginając same palce.
Ojciec pojawił się jak cień, który skrzydliskami przyniósł mrok przypominający o tym, że chłopcy nie byli sami i musieli się pilnować, a szczególnie syn ze swoimi uśmiechami i rumieńcami. Charlie wyprostował plecy, ale to miłe uczucie z wnętrza nie zniknęło. Nawet kątem oka nie spojrzał na Richarda, zaśmiał się za to, gdy Laurent nazwał kolegę pieskiem. Przynajmniej Charlie tak to zrozumiał. Rzucił Edge'owi przepraszające spojrzenie, nie chciał przecież robić sobie z niego żartów.
- Dziękuję za wyrozumiałość. Nastroje są wciąż dość gorące. - Wyjaśnił Laurentowi, posługując się nie do końca poprawnym określeniem. Po akcji z niegrzecznymi świeczkami emocje nie opadły i Charlie rozumiał, że każdy miał prawo się zezłościć. - Ale wszystko wraca do normy, prawda, ojcze? - Spojrzał w końcu na mężczyznę u swojego boku, starając się dostrzec, czy Richard doszedł już do siebie, czy przypadkiem nie zamierzał startować do Laurenta, tak jak zrobił to wcześniej Leonard. - Bardzo miło mi poznać, panie Edge.
Podać dłoń czy nie podać? Blat był szeroki, musiałby nachylać się nad towarem i wyciągać ręce jak pajac. Zamiast uprawiać akrobatyki nad świecami, wolał skinąć głową.
- Bardzo mi miło. I przepraszam, ale taniec widziałem tylko z daleka... dużo się tu działo. - Uśmiechnął się przepraszająco, był jednak pewny, że to nie przez nieuwagę jednego sprzedawcy Edge miał minę skopanego szczeniaka. Musiało stać się coś więcej, ale Charlie nie miał głowy na to, by zajmować się jeszcze tymi problemami. Może innego dnia, jeśli znów spotka Edge'a, zapyta o to. - Obiecuję, że następnym razem obejrzę cały występ, z godną mu uwagą. Miłej zabawy na koncercie! Jeśli zajrzycie tu później, przygotuję dla was próbki. - Obiecał, ale nie zatrzymywał już Laurenta, chociaż tak bardzo chciał! Może to przez opium chłopak kojarzył się tak przyjemnie, a może po prostu na Charlesa działał jego czar. - I będę czekał na sowę. Do zobaczenia.
Uniósł dłoń, by pomachać lekko na pożegnanie, zginając same palce.