26.08.2024, 00:21 ✶
Do ostatniej chwili Thomas nie był w stu procentach pewny czy jego działania spotkają się z odpowiednim rezultatem. Pięknem łamania kła†w i głównym niebezpieczeństwem był fakt, że nie była to nauka ścisła jak eliksiry, tutaj musieli też zaufać swojemu przeczuciu i umieć zaryzykować, żeby osiągnąć zamierzone skutki. Już kilka razy widział co dzieje się z takimi jak on, gdyby okażą strach wobec łamania klątwy. A zawsze istniał ułamek szansy, że mimo wykonania wszystkiego perfekcyjnie to magia w swoim kaprysie zadziała w chaotyczny sposób - ten dreszczyk emocji był jak pikowanie na miotle na smoka (nie żeby wiedział jak to jest, nadal miał problemu z dużymi wysokościami). Być może to dlatego skierował się do łamania klątw, większość z nich była do rozwikłania pod ziemią.
Od adrenaliny aż szumiało mu w uszach, a na ustach wykwitł szeroki uśmiech, udało się, kolejna klątwa zdjęta bez żadnych większych problemów. Lubił ten przypływ satysfakcji, kiedy wszystko poszło tak jak zaplanował. No może nie do końca tak jak zaplanował, ale podejrzewał, że nawet gdyby wyczarowali tutaj pochodnie to i one by zgasły - nie warto było gdybać.
Odwrócił się w stronę światła i zarazem Cathala i samemu również zapalił swoją różdżkę, żeby zrobiło się nieco jaśniej w pomieszczeniu. Śladów po pieczęci na ścianie próżno było szukać, a przynajmniej tych, które były całe zanim Figg zaczął swoją pracę. Trochę w sumie czuł się rozczarowany, co prawda wiedział, że idzie tu złamać jedną klątwę, ale nie miał pojęcia, że tak szybko się z tym upora - chciał nieco dłużej ponownie czuć ten dreszczyk związany z łamaniem klątw.
- Cóż, na nas i tak ta bieda nie działała, więc potrzebujemy, żeby ktoś ją dla nas sprawdził - odpowiedział i zapatrzył się chwilę na ścianę i wejście do tego pomieszczenia. - Wydaje mi się, że będą już bezpieczne, nie wyczuwam aby coś jeszcze broniło tego pomieszczenia - odpowiedział zgodnie z prawdą i powrócił spojrzeniem do Shafiqa. Dobrze wiedział, że wraz z potwierdzeniem uporania się z przeklętą barierą jego czas tutaj dobiegał końca, ale przecież nic nie trwa wiecznie, a znając Cathala to jeszcze nie raz w przyszłości trafi się mu coś do roboty dla Thomasa.
Od adrenaliny aż szumiało mu w uszach, a na ustach wykwitł szeroki uśmiech, udało się, kolejna klątwa zdjęta bez żadnych większych problemów. Lubił ten przypływ satysfakcji, kiedy wszystko poszło tak jak zaplanował. No może nie do końca tak jak zaplanował, ale podejrzewał, że nawet gdyby wyczarowali tutaj pochodnie to i one by zgasły - nie warto było gdybać.
Odwrócił się w stronę światła i zarazem Cathala i samemu również zapalił swoją różdżkę, żeby zrobiło się nieco jaśniej w pomieszczeniu. Śladów po pieczęci na ścianie próżno było szukać, a przynajmniej tych, które były całe zanim Figg zaczął swoją pracę. Trochę w sumie czuł się rozczarowany, co prawda wiedział, że idzie tu złamać jedną klątwę, ale nie miał pojęcia, że tak szybko się z tym upora - chciał nieco dłużej ponownie czuć ten dreszczyk związany z łamaniem klątw.
- Cóż, na nas i tak ta bieda nie działała, więc potrzebujemy, żeby ktoś ją dla nas sprawdził - odpowiedział i zapatrzył się chwilę na ścianę i wejście do tego pomieszczenia. - Wydaje mi się, że będą już bezpieczne, nie wyczuwam aby coś jeszcze broniło tego pomieszczenia - odpowiedział zgodnie z prawdą i powrócił spojrzeniem do Shafiqa. Dobrze wiedział, że wraz z potwierdzeniem uporania się z przeklętą barierą jego czas tutaj dobiegał końca, ale przecież nic nie trwa wiecznie, a znając Cathala to jeszcze nie raz w przyszłości trafi się mu coś do roboty dla Thomasa.