26.08.2024, 00:35 ✶
- Mam nadzieję, że to jednak nie ja, bo musiałabym ci złamać serce, a chyba cię polubiłam - odpowiedziała ze śmiechem, pół żartem pół serio. Bo naprawdę liczyła na to, że Charles po prostu żartował i to była wina piwa, a nie jej samej. Owszem, była romantyczką, niepoprawną romantyczką nawet, lecz przecież znalazła swoją drugą połówkę. Kochała Tristana całym sercem - gotowa była nie tylko za niego umrzeć, ale i za niego zabić. Miłość, która łączyła tę dwójkę, zdarzała się raz w życiu każdego. Byli jak dwie połówki jabłka, dwie idealne półkule, które się dopasowały i nic ani nikt nie mógłby ich rozdzielić. Być może śmierć, ale czy wtedy nie pękłoby jej serce i sama by nie umarła?
Gdy Charles się zbliżył, ewidentnie się zmieszała. W jednej chwili roześmiana twarz pokryła się rumieńcem, który nie pasował do skocznej i fałszującej muzyki, która grała zdecydowanie za głośno jak na tę porę wieczoru. Ktoś otworzył okno i krzyknął coś w stylu dziecko próbuje mi zasnąć!, ale w tej chwili Olivia skupiała się tylko na tym, że dłoń Mulcibera znalazła się na jej talii. Było to bardzo niekomfortowe i zdecydowanie zbyt intymne, zwłaszcza że przecież dopiero się poznali. Kiedyś by nie miała oporów, by te emocje ją porwały i sprawiły, że zatraci się w ślicznych i ufnych oczach Charlesa, ale teraz była kimś zupełnie innym. Być może kiedyś ten dotyk sprawiłby jej przyjemność, ale teraz powodował wyłącznie dyskomfort. Olivia położyła dłoń na klatce piersiowej Mulcibera i odepchnęła się naprawdę lekko, ale wyczuwalnie. Tak, żeby chłopak nie miał wątpliwości, że posuwał się zdecydowanie za daleko.
- Charles, słuchaj, wydajesz się naprawdę fajny, ale jestem zajęta. Spotkałam swoją bratnią duszę, a twój dotyk jest krępujący - powiedziała prosto z mostu, wywalając kawę na ławę. Ona nie bawiła się nigdy w owijanie w bawełnę, nie miała na to czasu ani finezji. Była zbyt prostolinijna, by teraz zachichotać i zatrzepotać rzęsami a potem dać mu buziaka i zniknąć w drzwiach swojego domu. Ona musiała postawić sprawę jasno, najjaśniej jak się dało.
Gdy Charles się zbliżył, ewidentnie się zmieszała. W jednej chwili roześmiana twarz pokryła się rumieńcem, który nie pasował do skocznej i fałszującej muzyki, która grała zdecydowanie za głośno jak na tę porę wieczoru. Ktoś otworzył okno i krzyknął coś w stylu dziecko próbuje mi zasnąć!, ale w tej chwili Olivia skupiała się tylko na tym, że dłoń Mulcibera znalazła się na jej talii. Było to bardzo niekomfortowe i zdecydowanie zbyt intymne, zwłaszcza że przecież dopiero się poznali. Kiedyś by nie miała oporów, by te emocje ją porwały i sprawiły, że zatraci się w ślicznych i ufnych oczach Charlesa, ale teraz była kimś zupełnie innym. Być może kiedyś ten dotyk sprawiłby jej przyjemność, ale teraz powodował wyłącznie dyskomfort. Olivia położyła dłoń na klatce piersiowej Mulcibera i odepchnęła się naprawdę lekko, ale wyczuwalnie. Tak, żeby chłopak nie miał wątpliwości, że posuwał się zdecydowanie za daleko.
- Charles, słuchaj, wydajesz się naprawdę fajny, ale jestem zajęta. Spotkałam swoją bratnią duszę, a twój dotyk jest krępujący - powiedziała prosto z mostu, wywalając kawę na ławę. Ona nie bawiła się nigdy w owijanie w bawełnę, nie miała na to czasu ani finezji. Była zbyt prostolinijna, by teraz zachichotać i zatrzepotać rzęsami a potem dać mu buziaka i zniknąć w drzwiach swojego domu. Ona musiała postawić sprawę jasno, najjaśniej jak się dało.