Rita miała niesamowite szczęście, że jej matka otaczała się takimi fantastycznymi mężczyznami. Tak naprawdę nie musieli w ogóle się interesować jej dziećmi, a było zupełnie przeciwnie. Wiedziała, że może liczyć na każdego ze swoich wujów. Nie miała pojęcia z czego to wynika, może dlatego, że żaden z nich nie miał swoich własnych dzieci? Kto tam ich wiedział. Była jednak zadowolona z tego, że od wielu lat znajdowali się zawsze gdzieś obok, chętni by ich wysłuchać, czy pomóc. Właściwie to nie wyobrażała sobie życia bez tych trzech mężczyzn.
- Tak naprawdę to myślę, że ciebie też by nie zabiła. Może by się trochę wkurzyła, ale chyba za bardzo cię lubi, inaczej by się z tobą nie przyjaźniła od tylu lat. - Charlotte bywała bardzo ostra, nie wydawało się jej jednak, aby była w stanie skrzywdzić swoich najbliższych czymś innym niż słowem.
Upiła łyk kawy i sięgnęła po ciasto, było całkiem smaczne. Na pewno jeszcze kiedyś wróci do tej kameralnej knajpki.
Jeśli chodzi o pracę to wolała zdecydowanie radzić sobie sama. Wystarczyło jej to, że i bez pomocy wujów i tak o niej plotkowano, co dopiero by było, gdyby faktycznie poprosiła ich o wsparcie? Wolała tego uniknąć.
- Też prawda, szkoda, że akurat ty, ale chyba na tym polega funkcja zastępcy. - Jakoś wcześniej na to nie wpadła. Zresztą Jonathan nie wydawał się szczególnie przejmować tym, że musi zostać na miejscu. Swoje już pozwiedzał, pewnie nie chciało mu się brać udziału w każdej wyprawie.
- Przypilnuje! Może sama ci coś wybiorę. - Na pewno nie będzie to tylko breloczek, ale o tym nie wspomniała, bo zamierzała przywieźć mu coś cenniejszego. - Mam nadzieję, że będziemy mieć czas na zwiedzanie. - Nie miała pojęcia, jak wyglądają te wyjazdy, bo to miał być jej pierwszy.