14.01.2023, 20:49 ✶
-Pewnie całą prawdę, nie pozwoliłaby mi inaczej - odparł, już tworząc sobie w głowie obraz zrozpaczonej Nory, która z każdym jego kolejnym słowem przybierała coraz bardziej rozzłoszczony wyraz twarzy. Nie wybaczy mu takiego narażania się, nawet jeśli była świadoma lekkomyślności Fergusa. I miał wrażenie, że Brenna również o tym doskonale wiedziała. Figg miała instynkty rodzicielskie również względem swoich przyjaciół.
Już otwierał usta, by wspomnieć, że i Castiel był tego nie do końca pewien, ale doszedł do wniosku, że ta informacja nie dość że nie była z jego strony pewna, to jeszcze mogłaby zaszkodzić im obu. Odpuścił.
-Nie zrobiłbym mu tego - wyjaśnił, wyraźnie zmartwiony obrotem spraw i tym, że mogło się od niego takiej skargi oczekiwać. Gdyby to był obcy człowiek, pewnie nawet by się nie wahał. Ale Castiel? Zbyt mocno mu na nim zależało. Zresztą i bez tego wyjątkowo mu już skomplikował życie swoimi wyskokami, niezależnie od tego, czego dotyczyły. W tym momencie do głowy nie dochodziła mu jeszcze możliwość utraty przez Flinta pracy. Bardziej martwił się jego zdrowiem i tym, co w ogóle o całej tej sytuacji myślał. Zwłaszcza że został zmuszony do wplątania w nią swojej przyjaciółki, narażając przy tym również jej życie.
-Bardzo groźna, chociaż ty chyba jesteś odporna - zaśmiał się z jej słów, zaraz jednak się krzywiąc, bo ta reakcja tylko spotęgowała uciążliwy ból głowy.
Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek widział Brennę w fazie spoczynku. We wszystkich tych sytuacjach, w których się spotykali, choć nie było ich aż tak wiele, znajdowała się w ciągłym ruchu. W tej chwili zdawała mu się najspokojniejsza od lat.
-Ale mogło. Pamiętam, że coś wybuchło, a ty mnie zasłoniłaś - zauważył, przerażony wizją tego, jak bardzo przez te wszystkie niedopatrzenia Longbottom była narażona na jakiś trwały uraz.
-Postaram się - powiedział, nie mogąc obiecać jej nic więcej. Nie zawsze był w pełni świadom tego, czego się tykał. - W razie potrzeby poproszę już Norę albo rodziców, ale dziękuję - dodał jeszcze z wdzięcznym uśmiechem. Słysząc te słowa, miał wrażenie, że rozmowa zbliża się ku końcowi. Wciąż czuł wyrzuty sumienia, patrząc na Brennę i wiedząc, że zepsuł jej spokojny wieczór. Nie codziennie jest się przecież wzywanym, by ratować skończonego idiotę.
Już otwierał usta, by wspomnieć, że i Castiel był tego nie do końca pewien, ale doszedł do wniosku, że ta informacja nie dość że nie była z jego strony pewna, to jeszcze mogłaby zaszkodzić im obu. Odpuścił.
-Nie zrobiłbym mu tego - wyjaśnił, wyraźnie zmartwiony obrotem spraw i tym, że mogło się od niego takiej skargi oczekiwać. Gdyby to był obcy człowiek, pewnie nawet by się nie wahał. Ale Castiel? Zbyt mocno mu na nim zależało. Zresztą i bez tego wyjątkowo mu już skomplikował życie swoimi wyskokami, niezależnie od tego, czego dotyczyły. W tym momencie do głowy nie dochodziła mu jeszcze możliwość utraty przez Flinta pracy. Bardziej martwił się jego zdrowiem i tym, co w ogóle o całej tej sytuacji myślał. Zwłaszcza że został zmuszony do wplątania w nią swojej przyjaciółki, narażając przy tym również jej życie.
-Bardzo groźna, chociaż ty chyba jesteś odporna - zaśmiał się z jej słów, zaraz jednak się krzywiąc, bo ta reakcja tylko spotęgowała uciążliwy ból głowy.
Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek widział Brennę w fazie spoczynku. We wszystkich tych sytuacjach, w których się spotykali, choć nie było ich aż tak wiele, znajdowała się w ciągłym ruchu. W tej chwili zdawała mu się najspokojniejsza od lat.
-Ale mogło. Pamiętam, że coś wybuchło, a ty mnie zasłoniłaś - zauważył, przerażony wizją tego, jak bardzo przez te wszystkie niedopatrzenia Longbottom była narażona na jakiś trwały uraz.
-Postaram się - powiedział, nie mogąc obiecać jej nic więcej. Nie zawsze był w pełni świadom tego, czego się tykał. - W razie potrzeby poproszę już Norę albo rodziców, ale dziękuję - dodał jeszcze z wdzięcznym uśmiechem. Słysząc te słowa, miał wrażenie, że rozmowa zbliża się ku końcowi. Wciąż czuł wyrzuty sumienia, patrząc na Brennę i wiedząc, że zepsuł jej spokojny wieczór. Nie codziennie jest się przecież wzywanym, by ratować skończonego idiotę.