26.08.2024, 13:39 ✶
— Cóż, w takim razie wybrał sobie dobre miejsce — mruknął pod nosem Sebastian. — Jeśli potrzebował energii, a artefakt został odpowiednio... hmm… nastrojony, to mógł odbierać energię z magii obchodów Beltane. Dużo ludzi, dużo emocji, dużo magii, a granice między światami się zacierają. Możliwe nawet, że jego macki sięgnęły aż do Limbo.
Wywoływacze byli w stanie skontaktować się z duchami ze świata zmarłych, jeśli mieli do tego odpowiedni sprzęt, ale przy rozszczelnionym przejściem z okazji sabatu... Kto wie, jak mogła zareagować magia?
— Myślę, że powinien trafić do miejsca, do którego niezależni eksperci będą w ogóle w stanie wejść, jeśli uzyskają odpowiednie pozwolenia — odparł bez większego wahania.
Chociaż z tyłu głowy cały czas kołatała mu się myśl, że kamień mógłby zostać odpowiednio wykorzystany przez kowen, tak obecnie przyświecała mu inna motywacja. Zimni. Chciał jakoś pomóc Patrickowi, a przy okazji być może nawet wesprzeć innych czarodziejów i czarownice, którzy weszli do Limbo, jednak na dobrą sprawę wszystkie tropy były ograniczone. I niewiele mógł z tym zrobić.
Nie miał żadnych dojść u Śmierciożerców, a wątpił, aby podzielili się z nimi jakimikolwiek informacjami przed trzepnięciem go jakąś klątwą. Polana Ognisk była zabezpieczona przez niezbyt gadatliwych Niewymownych. Kowen jak na razie milczał; przynajmniej w stosunku do niego. Kamień ze Stonehenge był kolejną cegiełką związaną z atakiem na Knieję Godryka i naprawdę nie chciał skazywać jej na zapomnienie. Kto wie, może w pewnym momencie przyda się do czegoś?
— Już chyba wolę, żeby te szczątki wylądowały u was niż u nich — odparł Sebastian, podnosząc się powoli do pozycji wyprostowanej. — Nawet jeśli wasza szefowa z jakiegoś powodu postanowi zaangażować Niewymownych w analizę dowodów. Przecież to musi zostać skatalogowane i włączone do akt sprawy, jeśli proces Isobell dojdzie do skutku. Departament Tajemnic nie może sobie tak po prostu przywłaszczać sobie dowodów.
Teoretycznie przedmioty związane z incydentem w Stonehenge mogły trafić do Niewymownych na badania, ale zgodzenie się na to, aby zniknęły w trzewiach ich zabezpieczonych biur, było po prostu śmieszne! Arcykapłanka została aresztowanie zaledwie kilka dni wcześniej, więc owszem mieli do pierwszej rozprawy jeszcze całkiem sporo czasu, ale to nie uprawniało organów niezwiązanych ze śledztwem do chowania magicznych kamieni po szafkach.
Wywoływacze byli w stanie skontaktować się z duchami ze świata zmarłych, jeśli mieli do tego odpowiedni sprzęt, ale przy rozszczelnionym przejściem z okazji sabatu... Kto wie, jak mogła zareagować magia?
— Myślę, że powinien trafić do miejsca, do którego niezależni eksperci będą w ogóle w stanie wejść, jeśli uzyskają odpowiednie pozwolenia — odparł bez większego wahania.
Chociaż z tyłu głowy cały czas kołatała mu się myśl, że kamień mógłby zostać odpowiednio wykorzystany przez kowen, tak obecnie przyświecała mu inna motywacja. Zimni. Chciał jakoś pomóc Patrickowi, a przy okazji być może nawet wesprzeć innych czarodziejów i czarownice, którzy weszli do Limbo, jednak na dobrą sprawę wszystkie tropy były ograniczone. I niewiele mógł z tym zrobić.
Nie miał żadnych dojść u Śmierciożerców, a wątpił, aby podzielili się z nimi jakimikolwiek informacjami przed trzepnięciem go jakąś klątwą. Polana Ognisk była zabezpieczona przez niezbyt gadatliwych Niewymownych. Kowen jak na razie milczał; przynajmniej w stosunku do niego. Kamień ze Stonehenge był kolejną cegiełką związaną z atakiem na Knieję Godryka i naprawdę nie chciał skazywać jej na zapomnienie. Kto wie, może w pewnym momencie przyda się do czegoś?
— Już chyba wolę, żeby te szczątki wylądowały u was niż u nich — odparł Sebastian, podnosząc się powoli do pozycji wyprostowanej. — Nawet jeśli wasza szefowa z jakiegoś powodu postanowi zaangażować Niewymownych w analizę dowodów. Przecież to musi zostać skatalogowane i włączone do akt sprawy, jeśli proces Isobell dojdzie do skutku. Departament Tajemnic nie może sobie tak po prostu przywłaszczać sobie dowodów.
Teoretycznie przedmioty związane z incydentem w Stonehenge mogły trafić do Niewymownych na badania, ale zgodzenie się na to, aby zniknęły w trzewiach ich zabezpieczonych biur, było po prostu śmieszne! Arcykapłanka została aresztowanie zaledwie kilka dni wcześniej, więc owszem mieli do pierwszej rozprawy jeszcze całkiem sporo czasu, ale to nie uprawniało organów niezwiązanych ze śledztwem do chowania magicznych kamieni po szafkach.