26.08.2024, 14:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2024, 14:38 przez Charles Mulciber.)
Dla Charlesa, Robert był najgorszym, co mogło spotkać jego rodzinę: tatę, Scarlett i Leonarda. Gdyby życie potoczyło się inaczej, gdyby wszyscy zostali w Oslo, mogliby nadal być szczęśliwi. Nigdy nie byli może w pełni zadowoleni ze swojego życia, ale wszystko układało się dużo lepiej, gdy w pobliżu nie było Roberta.
- Dał mi siedem dni. - Sprecyzował Charles, a żal wylewał się z niego z każdym słowem. - Który dzisiaj jest? Dwunasty? - Zastanowił się na głos. Kalkulacja w głowie nie była trudna. - Dzisiaj jest piąty dzień. Jeszcze dwa i, jak to powiedział mój ojciec, wylecę. - Słowo użyte przez Richarda utknęło w jego głowie na dobre i nie chciało z niej wyjść. Chociaż dopiero odmówił sobie dopalenia papierosa, już sięgał po następnego, wzorem Rolpha. - To jest rodzina, o którą nie chcę walczyć.
Nie miał pojęcia o podstępności kolegi i nie chciał się nad tym zastanawiać. Jak raz, chciał uznać, że wszyscy są uczciwi i nikt nie dybie na jego i Roberta reputację. Z drugiej strony, Robert go nie obchodził. Już nie.
- Specyficzna więź powinna być między ojcem i synem. - Prychnął, poprawiając Rolpha. - Ja nie pchałem się na świat, więc teraz powinien o mnie myśleć. O mnie! - Dla podkreślenia swoich słów, wskazał palcem własną klatkę piersiową. - Nie mamy matki, tylko on nam został! Gdyby tylko Roberta zabrakło, wszystko byłoby znów dobrze! - Wyraził życzenie, a wszechświat słuchał.
Charles potrzebował chwili, by uspokoić żal, by narastający ucisk w gardle nie przekształcił się w coś większego. Alkohol na nowo miał pomóc, gdy złapał za szklankę podstawioną wcześniej Rolphowi. Poczęstował się bez wahania.
- Też mogę zwijać ci kadzidła. Nie tylko on to potrafi.- Mruknął, zwieszając głowę, zaraz jednak spojrzał na Lestrange'a z ukosa. - Masz mieszkanie...? I chciałbyś wynająć je mi? - Uściślił, gdy pijany umysł nie czytał przekazu w pełnej jasności. Papieros został zapomniany, tak jak ten Rolpha. - Szukam miejsca dla mnie i dla Leonarda, on też chce się wynieść. Roślina nie byłaby problemem, ja... ja musiałbym... - Charlie wahał się, bo propozycja była tak nagła, jak niespodziewana. Skąd mógł wiedzieć, że w przypadkowym pubie wpadnie na przypadkowego Lestrange, który akurat będzie miał mieszkanie na wynajem? Jego spojrzenie stało się nieco zagubione, gdy zniżył je na kołnierzyk Rolpha. - Ja bardzo chętnie, dziękuję. Ale musiałbym zapytać brata.
- Dał mi siedem dni. - Sprecyzował Charles, a żal wylewał się z niego z każdym słowem. - Który dzisiaj jest? Dwunasty? - Zastanowił się na głos. Kalkulacja w głowie nie była trudna. - Dzisiaj jest piąty dzień. Jeszcze dwa i, jak to powiedział mój ojciec, wylecę. - Słowo użyte przez Richarda utknęło w jego głowie na dobre i nie chciało z niej wyjść. Chociaż dopiero odmówił sobie dopalenia papierosa, już sięgał po następnego, wzorem Rolpha. - To jest rodzina, o którą nie chcę walczyć.
Nie miał pojęcia o podstępności kolegi i nie chciał się nad tym zastanawiać. Jak raz, chciał uznać, że wszyscy są uczciwi i nikt nie dybie na jego i Roberta reputację. Z drugiej strony, Robert go nie obchodził. Już nie.
- Specyficzna więź powinna być między ojcem i synem. - Prychnął, poprawiając Rolpha. - Ja nie pchałem się na świat, więc teraz powinien o mnie myśleć. O mnie! - Dla podkreślenia swoich słów, wskazał palcem własną klatkę piersiową. - Nie mamy matki, tylko on nam został! Gdyby tylko Roberta zabrakło, wszystko byłoby znów dobrze! - Wyraził życzenie, a wszechświat słuchał.
Charles potrzebował chwili, by uspokoić żal, by narastający ucisk w gardle nie przekształcił się w coś większego. Alkohol na nowo miał pomóc, gdy złapał za szklankę podstawioną wcześniej Rolphowi. Poczęstował się bez wahania.
- Też mogę zwijać ci kadzidła. Nie tylko on to potrafi.- Mruknął, zwieszając głowę, zaraz jednak spojrzał na Lestrange'a z ukosa. - Masz mieszkanie...? I chciałbyś wynająć je mi? - Uściślił, gdy pijany umysł nie czytał przekazu w pełnej jasności. Papieros został zapomniany, tak jak ten Rolpha. - Szukam miejsca dla mnie i dla Leonarda, on też chce się wynieść. Roślina nie byłaby problemem, ja... ja musiałbym... - Charlie wahał się, bo propozycja była tak nagła, jak niespodziewana. Skąd mógł wiedzieć, że w przypadkowym pubie wpadnie na przypadkowego Lestrange, który akurat będzie miał mieszkanie na wynajem? Jego spojrzenie stało się nieco zagubione, gdy zniżył je na kołnierzyk Rolpha. - Ja bardzo chętnie, dziękuję. Ale musiałbym zapytać brata.