26.08.2024, 18:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2024, 13:04 przez Brenna Longbottom.)
Stoisko Potterów
Brenna odruchowo zerknęła ku Tedy'emu, zachwalającemu właśnie jakiejś klientce najnowszy zapach Ulizanny, tym razem truskawkowy - robił to prawie z takim samym zaangażowaniem jak matka, kiedy zachęcała Brennę, by częściej go używała i doprowadziła fryzurę do porządku. Ale po prawdzie nawet gdyby chłopak nie był zajęty, wolałaby, aby Dora nie stała tutaj, rozmawiając z nim. Mroziła ją myśl, że ktoś mógłby ją zobaczyć. A jeśli zobaczyłby ją podczas przyjacielskiej pogawędki z Tedym, i uznał, że ta trwa znacznie dłużej niż powinna trwać w przypadku transakcji biznesowej...
Może była to paranoja, ale zważywszy na to, jak szybko rosły listy ofiar śmierciożerców, Brenna uważała, że była to paranoja trochę usprawiedliwiona. Crawleyowie byli jednymi z niewielu, których nie tylko obserwowano, ale faktycznie chciano się pozbyć, podjęto takie próby... i którzy się wymknęli.
Na całe szczęście Tedy faktycznie zdawał się nawet nie dostrzegać Dory. Pewnie gdyby ją zauważył i rozpoznał mimo fryzury, jąkałby się teraz albo coś przewrócił na stoisku.
- Dziś jest spory ruch - odparła. - Mogę poprosić, żeby wpadł później do Warowni.
Brenna naprawdę nie chciała, żeby Dora patrzyła na nią w ten sposób. I może dlatego do tej pory nie nalegała, aby dziewczyna pozwoliła zmienić sobie twarz na stałe, nie próbowała porozmawiać z jej ojcem na temat eskapad Crawleyówny do Londynu, nie powiedziała jej: takie rzeczy mogą sprawić, że ktoś za ciebie umrze. Teraz więc też, widząc to spojrzenie Dory, chociaż sama utrzymała spokojny wyraz twarzy, w duchu była straszliwie rozdarta, bo wcale nie chciała dziewczyny stąd odsyłać… nie, inaczej: bardzo chciała nie mieć powodów, by ją stąd odsyłać, a z drugiej bardzo chciała, żeby Dora była czasem odrobinę mniej beztroska.
– Przed Mabon wpadnę do ciebie wieczorem – obiecała cicho. Mogła zmienić jej twarz trochę wcześniej, nie musiała przecież odmieniać jej tak bardzo, by zupełnie nie czuła się sobą. – Ja też się niedługo zbieram, ale dziś mam nocny dyżur, więc… widzimy się jutro.
Pożegnała się z matką i Tedym, a później zebrała się ze stoiska i terenu jarmarku.
Brenna odruchowo zerknęła ku Tedy'emu, zachwalającemu właśnie jakiejś klientce najnowszy zapach Ulizanny, tym razem truskawkowy - robił to prawie z takim samym zaangażowaniem jak matka, kiedy zachęcała Brennę, by częściej go używała i doprowadziła fryzurę do porządku. Ale po prawdzie nawet gdyby chłopak nie był zajęty, wolałaby, aby Dora nie stała tutaj, rozmawiając z nim. Mroziła ją myśl, że ktoś mógłby ją zobaczyć. A jeśli zobaczyłby ją podczas przyjacielskiej pogawędki z Tedym, i uznał, że ta trwa znacznie dłużej niż powinna trwać w przypadku transakcji biznesowej...
Może była to paranoja, ale zważywszy na to, jak szybko rosły listy ofiar śmierciożerców, Brenna uważała, że była to paranoja trochę usprawiedliwiona. Crawleyowie byli jednymi z niewielu, których nie tylko obserwowano, ale faktycznie chciano się pozbyć, podjęto takie próby... i którzy się wymknęli.
Na całe szczęście Tedy faktycznie zdawał się nawet nie dostrzegać Dory. Pewnie gdyby ją zauważył i rozpoznał mimo fryzury, jąkałby się teraz albo coś przewrócił na stoisku.
- Dziś jest spory ruch - odparła. - Mogę poprosić, żeby wpadł później do Warowni.
Brenna naprawdę nie chciała, żeby Dora patrzyła na nią w ten sposób. I może dlatego do tej pory nie nalegała, aby dziewczyna pozwoliła zmienić sobie twarz na stałe, nie próbowała porozmawiać z jej ojcem na temat eskapad Crawleyówny do Londynu, nie powiedziała jej: takie rzeczy mogą sprawić, że ktoś za ciebie umrze. Teraz więc też, widząc to spojrzenie Dory, chociaż sama utrzymała spokojny wyraz twarzy, w duchu była straszliwie rozdarta, bo wcale nie chciała dziewczyny stąd odsyłać… nie, inaczej: bardzo chciała nie mieć powodów, by ją stąd odsyłać, a z drugiej bardzo chciała, żeby Dora była czasem odrobinę mniej beztroska.
– Przed Mabon wpadnę do ciebie wieczorem – obiecała cicho. Mogła zmienić jej twarz trochę wcześniej, nie musiała przecież odmieniać jej tak bardzo, by zupełnie nie czuła się sobą. – Ja też się niedługo zbieram, ale dziś mam nocny dyżur, więc… widzimy się jutro.
Pożegnała się z matką i Tedym, a później zebrała się ze stoiska i terenu jarmarku.
Postać opuszcza sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.