14.01.2023, 21:14 ✶
Oczywiście, że Flint uciekał w kierunku wody. Ta przypadłość towarzyszyła mu odkąd pamiętał. Każdy problem z którym sobie nie radził topił na samym dnie morza, jezior, strumieni. Tym razem nie mógł topić swojego problemu bo był w tym problemie zakochany. Zamiast tego siedział na dnie, nakarmiony podwójną dawką skrzeloziela po które ostatnio coraz częściej sięgał. Skoro został zawieszony w pracy i trwa przeciwko niemu śledztwo to nie zostaje mu nic innego jak spędzać większość dni w morzu. Sowa niedomagała więc nawet nie wysyłał listów a wszystkie nadsyłane lądowały na biurku w jego domu do którego coraz rzadziej wracał. O zaklęciu patronusa nie było mowy z prostych względów: był aktualnie nieszczęśliwy i nie miał sprawnej różdżki. W chwili obecnej zajdował się niedaleko samotnej boi, jakieś dwa metry pod wodą. Powoli wypływał bowiem czuł ból w skrzelach i dłoniach co zwiastowało kończący się proces skrzeloziela. Płynął leniwie zbliżając się do tafli wody gdy do jego uszu dobiegł donośny głos Brenny. Gwałtownie zatrzymał się pod wodą i rozważył próbę podtopienia się. Może to ochroni go przed jej gniewem? Nigdy nie będzie gotowy na jej wyrzuty a wiedział, że nadejdą. Jak przez mgłę przypominał sobie, że mówiła coś, że ich obu udsui. Niestety ale plan utonięcia bo jęknął gdy skrzela zniknęły a skóra na szyi boleśnie naciągnęła się na swoje miejsce. Wykrzywił się i wynurzył, trzęsąc się z zimna i stresu. Rzadko mu tak groziła ale wiedział, że Longbottom nie rzuca słów na wiatr.
- Rozważam nauczenie się umiejętności animagii. Może gdy będę transmutował się w druzgotka to mnie nie znajdziesz... - odezwał się kiedy podpłynął bliżej brzegu. W końcu stanął na miękkim gruncie, odziany jedynie w kombinezon pływacki. Wyszedł na powierzchnię, zgarniając włosy z twarzy. Sięgnął po ręcznik przywiązany przy pomoście i wytarł sobie kark. Podchodząc do Brenny nie miał zbyt pociesznej miny.
- Chyba nie chcę wiedzieć co to jest ten twój mordur. - używała czasami dziwnych określeń, które automatycznie przypisywał produktom mugolaków. Nigdy nie umiał tego zapamiętać, jakby jego mózg bronił się przed poznaniem gwary niemagicznych.
- Skoro mnie tu znalazłaś to znaczy, że mi nie odpuścisz, prawda? Nawet jeśli powiem ci, że doskonale zdaję sobie sprawę gdzie leży wina? - zapytał, nawet nie wierząc, że mu odpuści. Był jej winny chociaż rozmowę bo gdyby nie ona to Fergus zostałby duchem, jak to kiedyś o tym opowiadał.
- Rozważam nauczenie się umiejętności animagii. Może gdy będę transmutował się w druzgotka to mnie nie znajdziesz... - odezwał się kiedy podpłynął bliżej brzegu. W końcu stanął na miękkim gruncie, odziany jedynie w kombinezon pływacki. Wyszedł na powierzchnię, zgarniając włosy z twarzy. Sięgnął po ręcznik przywiązany przy pomoście i wytarł sobie kark. Podchodząc do Brenny nie miał zbyt pociesznej miny.
- Chyba nie chcę wiedzieć co to jest ten twój mordur. - używała czasami dziwnych określeń, które automatycznie przypisywał produktom mugolaków. Nigdy nie umiał tego zapamiętać, jakby jego mózg bronił się przed poznaniem gwary niemagicznych.
- Skoro mnie tu znalazłaś to znaczy, że mi nie odpuścisz, prawda? Nawet jeśli powiem ci, że doskonale zdaję sobie sprawę gdzie leży wina? - zapytał, nawet nie wierząc, że mu odpuści. Był jej winny chociaż rozmowę bo gdyby nie ona to Fergus zostałby duchem, jak to kiedyś o tym opowiadał.