26.08.2024, 20:20 ✶
Neil rzucał komplementami, zaś Enzo przyjmował je całym sobą. Wszystko było na miejscu, obaj panowie byli zadowoleni. Wciąż się docierali, ale rozmowy szły całkiem gładko.
- Och, cóż też mówisz, oczywiście, że masz kompetencje. - Enzo machnął dłonią przed nosem dla podkreślenia banialuk, jakie opowiadał Neil! - Jesteś taki grzeczny, dobrze wychowany, uczynny! To wszystko, czego potrzebujesz. I zręczność, ma się rozumieć, ale spodziewam się, że jako barman, potrafisz niejedno zrobić z rękoma. - Uśmiech Lorenza poszerzył się, a mężczyzna mrugnął porozumiewawczo do towarzysza. Cokolwiek miało być tym porozumieniem, można było się tylko domyślać.
Ding!, szkło stuknęło o szkło, Enzo upił nieduży łyk szampana.
- Doskonale! Teraz na pewno się nam uda. Pomożemy Marcie, przyniesiemy sprawiedliwość także innym! - Ucieszył się, podłapując od razu, że na Marcie Warren się nie skończy. Będą rozwiązywać też sprawy innych duchów! Lorenz odstawił kieliszek na stół i sięgnął po obite w imitację skóry menu. - Skarbie, zamów, co tylko chcesz. Na mój koszt. - Zaoferował wielkodusznie. - Nie chcesz dużo zjeść, bo planujesz wieczorne rozmowy ze swoim przyjacielem? - Remington pociągnął wcześniejszy temat, a sugestia w jego głosie była oczywista. - Nie oceniam cię, kochany. Ach, gdybym tylko ja miał kogoś, do kogo mógłbym wracać wieczorami!
- Och, cóż też mówisz, oczywiście, że masz kompetencje. - Enzo machnął dłonią przed nosem dla podkreślenia banialuk, jakie opowiadał Neil! - Jesteś taki grzeczny, dobrze wychowany, uczynny! To wszystko, czego potrzebujesz. I zręczność, ma się rozumieć, ale spodziewam się, że jako barman, potrafisz niejedno zrobić z rękoma. - Uśmiech Lorenza poszerzył się, a mężczyzna mrugnął porozumiewawczo do towarzysza. Cokolwiek miało być tym porozumieniem, można było się tylko domyślać.
Ding!, szkło stuknęło o szkło, Enzo upił nieduży łyk szampana.
- Doskonale! Teraz na pewno się nam uda. Pomożemy Marcie, przyniesiemy sprawiedliwość także innym! - Ucieszył się, podłapując od razu, że na Marcie Warren się nie skończy. Będą rozwiązywać też sprawy innych duchów! Lorenz odstawił kieliszek na stół i sięgnął po obite w imitację skóry menu. - Skarbie, zamów, co tylko chcesz. Na mój koszt. - Zaoferował wielkodusznie. - Nie chcesz dużo zjeść, bo planujesz wieczorne rozmowy ze swoim przyjacielem? - Remington pociągnął wcześniejszy temat, a sugestia w jego głosie była oczywista. - Nie oceniam cię, kochany. Ach, gdybym tylko ja miał kogoś, do kogo mógłbym wracać wieczorami!