Zaklęcie nie trafiło w przeciwnika, ale Regina się tym nie przejęła. Dwa susy później znalazła się przy ślizgającym się czarowniku i jak kobiecie nie przystoi, zasadziła mu kopniaka w krocze. Magia, magią, ale pewne rzeczy były niezawodne.
Śmierciożerca skulił się z bólu, oszołomiony ciosem, co zostało wykorzystane przez jego przeciwniczkę. Dalej złapała go za poły szaty na plecach i szarpnęła nim, jak szmacianą lalką, przerzucając go na bok.
Do zwalczenia pozostało dwóch czarodziejów, których uwaga była skupiona na Trevorze. Jego coraz to częstsze uskoki nie pozostawiały wątpliwości, że zaczynają go przytłaczać i powoli przełamują jego obronę.
Rowle zagryzła zęby, zacisnęła dłoń na różdżce i biegnąc w ich stronę, bezceremonialnie krzyknęła:
— Incendio!
To sprawiło, że Śmierciożercy obrócili się, zdziwieni nieznanym głosem. Jednocześnie unieśli różdżki, by odbić magiczny cios, ale na niewiele się to zdało. Szata jednego z nich stanęła w płomieniach, przez co drugi musiał od niego odskoczyć.
Palący się czarodziej zaczął wymachiwać rękoma i spanikowany wypuścił różdżkę, żeby ściągnąć z siebie pożerany przez ogień płaszcz.
W tym samym momencie za plecami Olbrzymki stanął Śmierciożerca, którego kopnęła i posłała na spotkanie z zaspą. Najwidoczniej zdążył się pozbierać i widząc okazję do odgryzienia się, posłał w jej stronę zaklęcie.
— PROTEGO!
Okrzyk sprawił, że wszyscy, prócz płonącego, spojrzeli w stronę samotnego Śmierciożercy i dalej ponad jego ramię. Perfekcyjnie rzucona tarcza ochronna uratowała ją od drętowoty i odbiła czar w tego, kto go rzucił.
Na miejsce zdarzenia aportowali się brygadziści i teraz zmierzali w stronę całego wydarzenia z wyciągniętymi i wycelowanymi różdżkami zarówno w Śmierciożerców, jak i w Trevora i Reginę.