27.08.2024, 00:37 ✶
Popatrzył uważnie na siostrę, zdawał sobie sprawę, że obecnie nie będzie zadowolona z obrotów sprawy, bo chciałaby jak najszybciej rozwiązać te kwestię, jednak nie był pewien, że tak się da. Naciskanie mogłoby przynieść wprost odwrotny skutek przy spotkaniu z Samem. Westchnął wiedząc jedno, nie mógł pozwolić nurzać się jej w smutku, gdybaniu i rozmyślaniu o tym wszystkim - dobrze wiedział jak źle kończą się takie sytuacje. Ostatnie czego chciał dla siostry to rozgrzebywanie własnych ran i pogrążaniu się w goryczy.
- Na pewno nie będzie to trwało latami, razem wyglądacie szczęśliwie, musisz mu tylko dać nieco czasu, aby się z tym oswoił, nie codziennie dowiadujesz się, że masz siedmioletnią córkę - dodał, bo w swej naiwności i ufności do ludzi jednak liczył, ze to właśnie szok sprawił, że Sam uciekł, a nie poczucie obowiązku, przecież to nie zmieniało wiele. Nora i tak miała Mabel, a to że on był jej prawdziwym ojcem...
Zmarszczył brwi spoglądając na siostrę, chciał o coś spytać, ale uznał, że to nie jest chyba odpowiednia pora na rozmawianie o McGonagallu, warto by było zająć jej myśli czymś innym, dlatego nie zamierzał wypytywać co też ma za problem ze sobą Niedźwiedzi koleżka. Wiedział jednak, że musi dzisiaj wysłać dwa listy, będą musieli z Brenną porozmawiać o tym "uratowanym" dziecku, może jednak weźmie ze trzy kartony tych pączków?
- Chodź, zjemy śniadanie i trochę się prześpisz, przyda ci się odpoczynek - dodał jeszcze i pociągnął siostrę w stronę kuchni. dzisiaj to on gotował, podejrzewał, że w obecnym stanie to i tak za bardzo nie byłaby w stanie cokolwiek pichcić, więc to była idealna sytuacja, aby pokazał swój kunszt kucharski.
- Na pewno nie będzie to trwało latami, razem wyglądacie szczęśliwie, musisz mu tylko dać nieco czasu, aby się z tym oswoił, nie codziennie dowiadujesz się, że masz siedmioletnią córkę - dodał, bo w swej naiwności i ufności do ludzi jednak liczył, ze to właśnie szok sprawił, że Sam uciekł, a nie poczucie obowiązku, przecież to nie zmieniało wiele. Nora i tak miała Mabel, a to że on był jej prawdziwym ojcem...
Zmarszczył brwi spoglądając na siostrę, chciał o coś spytać, ale uznał, że to nie jest chyba odpowiednia pora na rozmawianie o McGonagallu, warto by było zająć jej myśli czymś innym, dlatego nie zamierzał wypytywać co też ma za problem ze sobą Niedźwiedzi koleżka. Wiedział jednak, że musi dzisiaj wysłać dwa listy, będą musieli z Brenną porozmawiać o tym "uratowanym" dziecku, może jednak weźmie ze trzy kartony tych pączków?
- Chodź, zjemy śniadanie i trochę się prześpisz, przyda ci się odpoczynek - dodał jeszcze i pociągnął siostrę w stronę kuchni. dzisiaj to on gotował, podejrzewał, że w obecnym stanie to i tak za bardzo nie byłaby w stanie cokolwiek pichcić, więc to była idealna sytuacja, aby pokazał swój kunszt kucharski.
Koniec sesji